Pojazdy bezemisyjne przeżywają okres świetności, o czym świadczy 6,4 miliona samochodów elektrycznych i hybrydowych, które zostały sprzedane w 2021 roku. Serwis Cars.com odnotował aż 173% wzrost wyszukiwań pojazdów elektrycznych między 24 lutego a 25 marca 2022 r., a zamówienia Tesli na drugi tydzień marca w tym samym roku wzrosły podobno o 100%. To oczywiście rodzi pytanie: dlaczego samochody wodorowe zostały pominięte w zielonej rewolucji w motoryzacji? Odpowiedź jest dość prosta i można ją sprowadzić do kosztów, technologii, bezpieczeństwa i infrastruktury.

Około 2010 roku samochody wodorowe były postrzegane jako coś, co może zmienić świat. Zaczęła się walka z elektrycznymi odpowiednikami o dominację na rynku, ale ostatecznie to elektryki wyszły z niej zwycięsko. Najwięksi producenci samochodów szybko wycofali wszystkie modele wodorowe. Czemu? Głównym powodem jest efektywność energetyczna, a samochody wodorowe mają niestety połowę mocy w porównaniu z całkowicie elektryczną alternatywą.

W samochodzie elektrycznym energia płynie bezpośrednio z akumulatora przez przewody do silnika. Na każde 100 watów mocy, tracone jest jedynie 5%, które niezbędne są do rozpędzenia turbiny silnika. Jednak w przypadku samochodów wodorowych utrata mocy jest znacznie większa.

Wodór musi zostać schłodzony i przetransportowany do stacji wodorowej. Szacuje się, że już transport daje 10% strat. Jednak głównym sprawcą niepowodzenia jest to, co dzieje się z nim po zatankowaniu w samochodzie. Wewnątrz samochodu wodór musi zostać zamieniony na energię elektryczną, co powoduje utratę kolejnych 40% energii. Kolejne 5% zostaje pochłonięte przez napędzanie silnika (dokładnie tyle co w samochodach elektrycznych). Podsumowując wszystkie straty jakie dokonują się po drodze, okazuje się, że z każdych 100 watów, dla samochodu pozostaje jakieś 38 watów mocy, przeznaczanych bezpośrednio na jazdę. W świecie, który nieustannie dąży do rozwoju technologii na rzecz efektywności energetycznej, liczby te jasno pokazują, że wodór nie jest idealnym rozwiązaniem.

Ponieważ trend przechodzenia na ekologiczne pojazdy nabiera tempa, co jest obecnie napędzane wysokimi cenami gazu spowodowanymi wojną rosyjsko-ukraińską, kierowcy szukają niedrogich alternatyw, aby zmniejszyć uzależnienie od paliwa. Ceny pojazdów elektrycznych mogą sięgać nawet 140 490 dolarów, ale średnio przystępne modele wahają się od 30 000 do 40 000 USD. Natomiast samochody na wodór walczą o konkurencyjność cenową. Chociaż niektóre opcje są tańsze, w tym samochód na wodorowe ogniwa paliwowe Toyota Mirai, który kosztuje 50 000 dolarów, to są to jedynie wyjątki.

Do 2021 roku stało się jasne, która technologia wygrała bitwę o zrównoważony transport. Badanie zatytułowane „Globalny rynek pasażerskich pojazdów napędzanych wodorowymi ogniwami paliwowymi" ujawnia, że do końca 2020 r. sprzedano tylko około 27 500 pojazdów napędzanych wodorem – i jest to ogólna liczba od momentu rozpoczęcia sprzedaży tych pojazdów, a nie tylko liczba samochodów sprzedanych w tym konkretnym roku. Na dużą niekorzyść tej technologii zadziałało też postrzeganie przez konsumentów bezpieczeństwa wodoru.

Forbes przytacza dwa incydenty, które nadszarpnęły reputację bezpieczeństwa samochodów napędzanych wodorem. W 2019 roku w Santa Clara w Kalifornii eksplodowała elektrownia wodorowa, a zaledwie kilka tygodni później stacja paliw w Norwegii. Ludzie zdali sobie sprawę, że paliwo używane przez NASA do napędzania rakiet niekoniecznie jest najbezpieczniejszą opcją dla ekologicznych samochodów.

Ostatni gwóźdź do trumny wodoru został wbity przez brak infrastruktury i stacji tankowania. W 2019 roku na świecie było tylko kilkaset stacji tankowania wodoru, a większość z nich skoncentrowana była w Japonii, Azji i Europie. Liczba stacji w USA jest szczególnie niska, a Departament Energii USA poinformował, że do stycznia 2018 r. istniało tylko 39 publicznych stacji wodorowych, z których prawie wszystkie znajdowały się w Kalifornii.

Dla porównania niech przemówią liczby podane przez agencję Reuters, która przekopała się przez dane Departamentu Energii USA i poinformowała, że do 2021 roku w USA było około 43 000 publicznie dostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych, na których działało około 120 000 portów ładowania.

Porównując te dane nie ma wątpliwości, że samochody wodorowe, które były kiedyś pozycjonowane na wielki ekologiczny sukces, nie miały szans w konfrontacji z pojazdami elektrycznymi.