Wraz z rozpoczęciem inwazji wiele produktów jest w Rosji praktycznie nie do zdobycia. Zwłaszcza urządzenia techniczne, jak komputery, ich podzespoły, smartfony i inne tego typu niegdyś normalnie dostępne sprzęty stały się teraz prawdziwymi rarytasami, za które można dostać dużo pieniędzy.

Rosyjscy żołnierze bardzo szybko połapali się w sytuacji i masowo rabują na opanowanych terenach wszystko co da się wywieźć – od drobnej elektroniki, poprzez części samochodowe, komputery po sprzęt AGD. 

Niedawno łakomym kąskiem okazały się dla nich karty graficzne oraz serwery pracujące w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Żołdakom nie przyszło jednak do głowy, że kradnąc je, wyłączają system monitorowania promieniowania.

Teraz wydarzyła się jeszcze lepsza akcja, która kolejny raz kompromituje armię rosyjską. Jeden z żołnierzy ukradł słuchawki AirPods, ale najwyraźniej nie miał pojęcia, że ich położenie można bezproblemowo namierzyć. Dzięki temu bardzo szybo zlokalizowano skradzione słuchawki, a przy okazji ujawniono lokalizację jednostki wojskowej, w której służył ich nowy „właściciel". O kradzieży i jej następstwie poinformowała za pośrednictwem Twittera Julia Skripka-Serry, związana z grupą Anonymous.

Firma Apple, producent słuchawek AirPods, w nawet najśmielszych marzeniach nie przewidziała zapewne, że funkcja "znajdź" umożliwiająca odnajdowanie zagubionego lub ukradzionego urządzenia, doprowadzi do ujawnienia lokalizacji jednostki wojskowej, biorącej aktywny udział w inwazji na Ukrainę.

Słuchawki zostały ukradzione w Irpieniu w obwodzie kijowskim, a następnie wraz z żołnierzem powędrowały do Biełgorodu, gdzie stacjonowała rosyjska jednostka wojskowa. Cała podróż została udokumentowana na mapie.

Dopóki słuchawki są naładowane i włączone, żołnierz nieświadomie na bieżąco udostępnia lokalizację swojej jednostki.