W zeszłym tygodniu Twitter zignorował ofertę Muska. Zamiast tego rada dyrektorów zainicjowała strategię „poison pill", aby uniemożliwić mu przejęcie spółki. Plan zakłada, że Twitter będzie oferował więcej akcji swoim akcjonariuszom, jeśli Musk nabędzie 15 procent.

Kontrą Muska na „pigułkę z trucizną" jest pójście prosto do oferty przetargowej. Zwykle, gdy interesariusz uzyskuje 15-procentowy aktywny udział w firmie, może podjąć próbę wrogiego przejęcia, płacąc innym akcjonariuszom wyższą cenę za udziały z prawem głosu. „Poison pill" Twittera miała uniemożliwić Muskowi zrobienie tego, ale zarząd nie docenił jego desperacji w przejęciu tej firmy.

Widząc posunięcie Twittera, Elon Musk zdecydował się pominąć próbę zebrania 5,8 procent, których potrzebował, aby uzyskać 15 procent i od razu przeszedł do przetargu. Jego zgłoszenie w SEC wskazuje, że otrzymał pisemne zobowiązania od Morgana Stanleya i „innych instytucji finansowych", z których wynika, że ??ma 46,5 miliarda dolarów finansowania na swoje działania. Przypuszczalnie Musk wykorzysta te pieniądze na złożenie wezwania bezpośrednio do akcjonariuszy.

Należy pamiętać, że jest to tylko poprawka do poprzedniego zgłoszenia. Nie zobowiązuje się do zakupu ani wezwania. Po prostu informuje SEC, że ma pieniądze, aby zapłacić za taką transakcję, jeśli nadarzy się okazja.

Zgodnie z obecną poprawką, Musk proponuje 54,20 USD za każdą akcję. Twitter jest obecnie wyceniany na ok. 46,85 dolarów za akcję. Pomijając fakt, że cena w końcu się unormuje, oznacza to 17-procentowy zysk dla każdego akcjonariusza korzystającego z oferty.

Chociaż jego oferta dotyczy wszystkich akcji, to tak naprawdę Musk nie potrzebuje aż tyle do przejęcia. To co ma dla niego największe znaczenie, to wystarczająca liczba głosów, aby mieć kontrolę nad zarządem. Zdobywając dominującą pozycję w zarządzie, Musk mógłby robić wszystko, co zechce, o ile będzie działał w jak najlepszym interesie akcjonariuszy. Może także zwolnić istniejący zarząd i zamieniać go na własny.

Szef Tesli wskazał w swoim tweecie, że jego oferta ma na celu sprywatyzowanie Twittera (między innymi), ale jest to mało prawdopodobne za 46,5 miliarda dolarów. Potrzebuje 51 procent akcji, aby usunąć Twittera z rynku jako spółkę. W tej chwili trudno powiedzieć, czy wystarczająca liczba akcjonariuszy poprze taką akcję, zwłaszcza gdy oznacza to rezygnację z inwestycji w spółkę.

Ciekawie będzie zobaczyć, dokąd to zmierza. Czy Twitter może teraz wykonać swoją „pigułkę z trucizną", zamiast czekać, aż Musk zyska 15 procent? Jeśli Musk złoży wezwanie, ilu akcjonariuszy się sprzeda? Tak czy siak, możemy zobaczyć dość dramatyczne zmiany w sposobie działania firmy.