Temat wolności słowa na Twitterze pojawił się już w momencie, kiedy Elon Musk ogłosił, że po nabyciu ponad 9,2% akcji, został największym udziałowcem platformy - szef Tesli i SpaceX publicznie skrytykował giganta mediów społecznościowych, oskarżając go o uciszanie części głosów i tym samym nieprzestrzeganie zasad wolności wypowiedzi. To właśnie dlatego postanowił wziąć sprawy w swoje ręce: - Zainwestowałem w Twittera, ponieważ wierzę, że może on stać się platformą wolności słowa, a uważam, że wolność słowa jest społecznym imperatywem dla funkcjonującej demokracji - pisał.

Teraz możemy się zaś przekonać, czy mówił serio, bo Twitter poinformował wczoraj o przyjęciu oferty Elona Muska, a wielu jego użytkowników postanowiło powiedzieć „sprawdzam". Jedną z tych osób jest Jack Sweeney, czyli autor słynnego twitterowego bota, który śledził prywatny samolot szefa Tesli i SpaceX - ten nie był z tego powodu zadowolony i próbował nawet zapłacić autorowi, by ten zaprzestał swojej działalności, argumentując to kwestiami bezpieczeństwa. Panowie ostatecznie się nie dogadali, ale na ten moment… konto Sweeneya wciąż aktywnie działa.

Swoje trzy grosze postanowił wtrącić też Jeff Bezos, czyli konkurent Elona Muska na wielu płaszczyznach, w tym turystyce kosmicznej i kontraktach z NASA. Były szef Amazona wrzucił na swój profil wpis, w którym "zastanawia się", czy za sprawą przejęcia Twittera przez Elona Muska chiński rząd nie zyska wpływów na platformie, skoro Chiny były w 2021 roku drugim największym rynkiem zbytu Tesli. Zaczepne, ale wciąż w granicach przyzwoitości, szczególnie że Bezos zaraz załagodził sytuację, skłaniając się ku odpowiedzi, że "pewnie nie" - tak czy inaczej, wpisy zostały w sieci. 

Prawdziwy test przyszedł jednak później, wraz z takimi wpisami jak ten na koncie amerykańskiej dziennikarki i pisarki, Sary Gonzales, w którym możemy przeczytać, że "Rodzice odpowiedzialni za zmianę płci swojego dziecka powinni zostać zamknięci w więzieniu". I Elon Musk jak najbardziej go zdał, bo choć wypowiedź została wielokrotnie zgłoszona moderatorom, to ci nie zdecydowali się na jej zablokowanie. Pytanie tylko, czy użytkownicy Twittera też zdadzą test, w ich przypadku na wrażliwość, odpowiedzialność i przyzwoitość…

I tu niestety można mieć pewne wątpliwości, bo wpis Sary Gonzales to tylko jeden z przykładów, a pośród innych znajdziemy teorie o tym, że "transseksualizm to choroba psychiczna", a "Joe Biden wącha małe dziewczynki". Co więcej, konta skrajnie prawicowych polityków zostały odblokowane i notują nagły wzrost followersów, co może być skutkiem odblokowania również wielu innych zawieszonych wcześniej kont. Mówiąc krótko, mowa nienawiści zaczyna wylewać się z serwisu, a już niebawem dołączy do niego zapewne fala dezinformacji, bo skoro każdy ma prawo do wolności wypowiedzi…