Jak podaje Reuters, ustawa regulująca wykorzystanie Bitcoina została jednogłośnie przyjęta przez parlament w zeszłym tygodniu. Pomimo bogactwa w zasoby naturalne, takie jak złoto i uran, Republika Środkowoafrykańska jest jednym z najbiedniejszych krajów na świecie i od 2012 roku jest uwikłana w wojnę domową. Obecnie używa jako waluty franka, wspieranego przez Francję, której kolonią była przed laty.

Były premier Republiki Środkowoafrykańskiej, Martin Ziguele, obecnie poseł opozycji, powiedział, że ustawa podpisana przez prezydenta Faustina Archange Touadera została zatwierdzona „przez proklamację".

Posunięcie władz afrykańskiej republiki wydaje się dość dziwne, zważywszy że tylko 11 procent z 4,8 miliona mieszkańców tego kraju ma dostęp do internetu. W związku z tym, obsługa cyfrowej waluty będzie dla nich prawdziwym utrapieniem.

Spekuluje się, że ruch ten może być powiązany z bliskimi stosunkami Republiki Środkowoafrykańskiej z Rosją – jest to jeden z 35 krajów, które wstrzymały się od głosu w ONZ potępiającego inwazję Rosji na Ukrainę.

Analitycy obserwujący ten region twierdzą wprost, że za ustanowieniem kryptowaluty jako oficjalnego pieniądza stoi gigantyczna korupcja oraz rosyjski partner, próbujący wszelkimi sposobami bronić się przed sankcjami gospodarczymi, które runęły na ten kraj po inwazji na Ukrainę.

Salwador przeszedł do historii w zeszłym roku, kiedy w czerwcu uchwalił ustawę o Bitcoinach, a kryptowaluta stała się prawnym środkiem płatniczym we wrześniu. W związku z tą decyzją rząd spotkał się z dużą krytyką ze strony obywateli i organizacji międzynarodowych, w tym Banku Światowego, który odmówił pomocy we wdrożeniu oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który wezwał kraj do odrzucenia Bitcoina jako oficjalnej waluty. Ale Salwador nie rezygnuje z kryptowalut ani planów budowy Bitcoin City.