Elon Musk nie krył swojego zaangażowania po stronie Ukrainy. Dzięki jego wsparciu internet satelitarny Starlink stał się dostępny na terenie tego kraju. Wielu ludzi oraz instytucji zostało wyposażonych w terminale do odbioru internetu z kosmosu, a sam Musk ostrzegał nawet, żeby odpowiednio maskować anteny. Nic więc dziwnego, że jego działalność nie spodobała się Rosjanom.

Rozpoczęła się kampania krytykująca Muska, w której określa się go jako człowieka wspierającego faszystowski rząd Ukrainy. Kolejny raz tubą Kremla okazał się Dmitrij Rogozin, szef Roskosmosu. Dał się on już poznać wieloma wpisami na Twitterze, w których próbował dyskredytować poczynania Muska, a także podejmował próby szantażu USA i innych krajów zaangażowanych w sankcje, grożąc między innymi katastrofą Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Rosjanie bardzo mocno liczyli na to, że zniszczenie infrastruktury na terenie Ukrainy sparaliżuje działanie tamtejszych agencji rządowych, zarządzanie wojskiem oraz życie zwykłych ludzi. Pojawienie się terminali Starlink pokrzyżowało te plany. Wściekłość Kremla skupiła się tym razem na Musku, a Rogozin napisał na Telegramie, że tak naprawdę za dostawami sprzętu stoi Pentagon, a Musk wspiera faszystów i powinien za to ponieść karę.

Rogozin napisał wprost, że Musk dostarczając łączność wspiera ukraińskie siły faszystowskie. Trudno powiedzieć jaka kara ma za to spotkać szefa Starlink, ale Rosja posuwała się już do gróźb zestrzeliwania jego satelit.

Co prawda pogróżki nigdy nie zostały zrealizowane, ale Elon Musk skomentował już słowa Rogozina, stwierdzając w typowy dla siebie sposób, że jeśli pewnego dnia umrze w niewyjaśnionych okolicznościach, to powinniśmy wiedzieć dlaczego.