McDonald's to jedna z tych firm, które były oskarżane o mało sprawną reakcję na inwazję Kremla na Ukrainę oraz związaną z tym presję społeczną do zawieszenia swojej działalności w Rosji. Niemniej sieć 9 marca poinformowała, że w ramach solidarności z Ukrainą zamyka wszystkie swoje 850 restauracji w tym kraju, deklarując jednocześnie, że zamierza nadal płacić wynagrodzenie zatrudnionym pracownikom.

Informacje te spowodowały prawdziwą panikę wśród fanów fast foodów - przed restauracjami amerykańskiej marki ustawiły się długie kolejki po "ostatniego" hamburgera, a w sieci można było zobaczyć zdjęcia zapasów zrobionych przez klientów oraz aukcje, na których można było kupić zestawy zakupione na chwilę przed zamknięciem. Większość osób zdecydowała się jednak przeczekać, bo przecież wszystkie marki, które zawiesiły działalność w Rosji, będą musiały w końcu podjąć decyzję o powrocie, prawda?

Jak się właśnie okazuje… nie! McDonald’s poinformował bowiem, że po 30 latach działalności w tym kraju - pierwszy lokal został otwarty w Moskwie w 1990 roku - na dobre zamyka działalność w Rosji i zaczął już nawet sprzedaż swoich restauracji lokalnemu kupcowi. Włodarze sieci poinformowali, że prowadzenie biznesu w Rosji stoi w sprzeczności z wartościami firmy, a decyzja jest podyktowana "kryzysem humanitarnym" i "nieprzewidywalnym środowiskiem operacyjnym" wywołanym wojną w Ukrainie.

Nie da się ukryć, że pewien wpływ na decyzję mógł mieć fakt, że Kreml oddał część zamkniętych restauracji McDonald’s w ręce lokalnej sieci o nazwie Wujek Wania, która ma nawet niemal identyczne logo. Zamiast żółtej litery "M" (słynnych złotych łuków) na czerwonym tle mamy "W" zapisane cyrylicą, co wygląda niemal identycznie (takie "M" położone na boku).

McDonald’s poinformowało nawet, że właśnie zaczyna proces "odłukowywania" tych miejsc, czyli usuwania z nich swojego logo, marki i menu, by nikt nie był w stanie z nich korzystać i na nich zarabiać: - Nasze oddanie wartościom oznacza, że nasze łuki nie mogą tam dłużej lśnić - komentuje szef firmy, Chris Kempczinski.

A co z pracownikami? Firma dodała, że zadbanie o 62 tys. zatrudnionych osób było jednym z priorytetów, dlatego mają oni zapewnioną przyszłość u lokalnego przedsiębiorcy, który zdecydował się na zakup restauracji.

Nie da się ukryć, że taka decyzja to dla firmy ogromna strata, bo Rosja i Ukraina odpowiadały łącznie za 9% globalnej sprzedaży, a biorąc pod uwagę, że miały u siebie odpowiednio 850 i 108 restauracji, to lwia część pochodziła z Moskwy. Do Ukrainy McDonald’s ma oczywiście zamiar wrócić i wciąż opłaca wszystkich swoich pracowników, ale z powodu wojny restauracje pozostają zamknięte. Wydaje się jednak, że z wizerunkowego punktu widzenia firma nie mogła wybrać lepszej drogi - wystarczy spojrzeć na jednego z jej największych konkurentów, czyli Burger Kinga, który wciąż nie zawiesił nawet działalności w Rosji, tłumacząc się niemożnością zerwania umów.