I wiem, wiem, jak mogłam wybrać ten film i jak mogłam nie wybrać innego. Tak się kończy tworzenie rankingów, a szczególnie takich, które mają zawierać filmowe must see. Każdy ma swoje pewniaki. Zapraszam więc na bardzo subiektywną listę obowiązkowych filmów tworzoną okiem kobiety. Nadadzą się i na męski wieczór (może poza bajką), i na randkę. A jak nie, to najwyżej szczęśliwa wybranka zaśnie już po pierwszych napisach…

Rzeka tajemnic

Mnie wystarczy fakt, że reżyserem jest Clint Eastwood. Jego filmy potrafią tak bardzo źle się skończyć, że jedyne, co można zrobić, to schować się i czekać, aż świat spłonie. Ale to niejedyne ich atuty. Rzeka tajemnic pokazuje, jak tłumione emocje i traumy potrafią nas dogonić i ugryźć w tyłek w najmniej spodziewanym momencie. Filmowe zdjęcia są tak samo mroczne jak historia, którą próbują przekazać. Gra Seana Peena powoduje, że choć nie wiem, jak bardzo bronilibyśmy się przed emocjami, nie da się ich nie poczuć, patrząc na to, z czym zmaga się jego bohater. Dla mnie to film o sile rodziny. Tej dobrej, która każe chronić, pomścić krzywdę, ale i tej mrocznej, destrukcyjnej, która ciągnie w dół, porywając wszystko po drodze. 

 

Skazani na Shawshank 

Film na podstawie powieści Stephena Kinga to klasyk i myślę, że w tym wypadku większość się ze mną zgodzi. Przedstawiona historia męskiej przyjaźnie jest daleka od współczesnego bromance, to historia trudna, brudna, a jednocześnie do bólu szczera. W więziennych murach udało się zmieścić cały przekrój społeczeństwa i zaraz, które go trawią i wciąż nie udaje nam się od nich uciekać. W przeciwieństwie do Eastwooda Frank Darabont, reżyser "Skazanych na Shawshank", daje widzom nadzieję. Pokazuje, że wiele zależy od nas samych i nawet z najgłębszej nory można się wygrzebać, o ile nie stracimy wiary. Film, mimo już swych 28 lat, wciąż króluje na listach najlepszych produkcji. 

 

Za wszelką cenę 

Drugi film w reżyserii Clinta Eastwooda na mojej liście. Nie wiem, czy gra w westernach miała w tym swój udział, ale stając po drugiej stronie kamery, tworzy filmy, które odzierają z wszelkiej nadziei. Nie inaczej jest w przypadku "Za wszelką cenę". Tym razem Eastwood nie tylko reżyserował, ale i sam zagrał trenera, u którego trochę za bardzo chce trenować niemłoda już bokserka. I można by pomyśleć, że to film, jakich wiele: o sportowym talencie odkrytym zupełnie przypadkiem. Jednak nie tym razem. Talent, owszem, udaje się odkryć, jednak w finale próżno szukać mistrzowskich sukcesów. Za to mamy filmową ilustrację walki – tej o życie, sukces, sławę, ale i o śmierć. 

 

W głowie się nie mieści 

Dobra, można się przyznać. Wszyscy oglądamy bajki. I wszyscy dobrze wiemy, że część żartów w nich wcale nie jest dla dzieci, a dla biednych rodziców, którzy muszą z nimi siedzieć w kinie. Ta animacja zdecydowanie jest dla wszystkich. A może nawet najbardziej dla pokolenia dzisiejszych młodych tuż przed trzydziestką i tuż po niej. Nam nikt o emocjach nie mówił, dzieciństwo trzeba było przeżyć, a nie zastanawiać się, co dzieje się w naszej głowie. I tu wkracza "W głowie się nie mieści". Ku zdziwieniu wielu okazuje się, że smutek to nie coś, co możemy zepchnąć w kąt i udawać, że nie istnieje. To piekielnie ważna część naszych emocji zarówno w wieku pięciu lat, jak i 20 lat później. Oglądając, masz duże szanse uśmiechnąć się do tego nieporadnego dzieciaka, którym byłeś, i spojrzeć z wyrozumiałością na tego, który według dorosłych był zawsze niegrzeczny. Gwarantuję też dużą dawkę wspomnień. 

 

Stowarzyszenie Umarłych Poetów 

Film jest odpowiedzią na długo już ciągnący się za nami brak autorytetów, tęsknotę za przewodnikiem, który wprowadza w dorosłość, nie próbując ulepić na podobieństwo innych. Główny bohater zagrany wybitnie przez Robina Williamsa otwiera przed uczniami drogę zupełnie inną, niż wyznaczyła dla nich tradycyjna szkoła. To film, który jest plastrem na duszę wszystkich, których przemielił system edukacji – polski również (a może nawet polski przede wszystkim). John Keating jest nauczycielem, o jakim większość może tylko pomarzyć. Dla niego indywidualizm, młodzieńczy bunt, marzenia o wolności nie są powodem do tępienia, a przejawem młodości i rządzącej nią prawami. Skoro większość z nas przy tablicy nie miała okazji spotkać nauczycieli z pasją, pozostaje nam zakrzyknąć: "O Captain! My Captain!" i z rozrzewnieniem obejrzeć film o kimś, kto w młodszych od siebie nie widzi jedynie tej straszniej młodzieży.

 

I na tym koniec. Można by coś dodać, ale miało być subiektywnie, więc to lista przesiana przez moje kryteria. To filmy, do których wracam i które polecam. Być może w tym, co postrzegane jest jako typowe męskie kino, nie będą one pierwszym wyborem. Warto jednak nie odrzucać tych mniej oczywistych pozycji, bo nieraz mogą pozytywnie zaskoczyć.