Zmieniony kodeks postępowania Unii Europejskiej będzie wymagał od firm podjęcia działań przeciwko fałszywym informacjom i deepfake'om. Dokument jest powiązany z komunikatem Komisji Europejskiej z 2018 r., którego celem było „podniesienie świadomości społecznej na temat dezinformacji i skuteczne zwalczanie tego zjawiska".

Uznając, że użytkownicy w różnym wieku w coraz większym stopniu polegają na Internecie w celu uzyskania informacji, KE opracowała zestaw zasad i celów, które zarówno podmioty publiczne, jak i prywatne mogą dobrowolnie realizować w ramach zbiorowych wysiłków na rzecz zwalczania dezinformacji.

Zaledwie kilka lat później zasady te nie są już dobrowolne. Reuters informuje, że powstał kodeks praktyk będący „systemem współregulacji, z odpowiedzialnością podzieloną między regulatorów i sygnatariuszy kodeksu".

Meta, Google i Twitter muszą walczyć z deepfake'ami

Sygnatariusze przyjmą, wzmocnią i wdrożą jasne zasady dotyczące niedozwolonych zachowań i praktyk manipulacyjnych w swoich usługach. Giganci technologiczni będą mieli sześć miesięcy na dostosowanie się do zaktualizowanego kodeksu. Podmioty, które nie spełnią tych wymagań, będą podlegać opłatom karnym w wysokości do sześciu procent ich globalnych obrotów.

Zaangażowanie Unii Europejskiej w walkę z fałszywymi profilami łączy się z impasem na linii Twitter – Elon Musk. Jego oferta zakupu utknęła w martwym punkcie, po tym, jak serwis społecznościowy uznał, że nie opublikuje całkowitej liczby botów. Jednak nawet jeśli nie będzie musiał tego zrobić, to stanie przed koniecznością zmierzenia się z błyskawicznie rosnącą liczbą sztucznych profili powstających na tej platformie.

Wydaje się, że Google już ma pewne pojęcie o swojej odpowiedzialności w obliczu deepfake. W zeszłym miesiącu zaczął po cichu zakazywać projektowania deepfake na Collaboratory, bezpłatnej platformie do kodowania opartej na chmurze. Hiperrealistyczne filmy, na których ludzie „mówią" rzeczy, których tak naprawdę nie powiedzieli (i „robią" rzeczy, których tak naprawdę nie zrobili) były wykorzystywane do rozpowszechniania informacji politycznych, ekonomicznych oraz innych nieprawdziwych opowieści, powodując spore zamieszanie i dezorientację.

W podobnej sytuacji jest obecnie większość platform społecznościowych. I niezależnie od tego, czy podjęły wcześniej jakiekolwiek działania, czy też chowały głowy w piasek, giganci technologiczni będą teraz musieli coś zrobić z tymi problemami, żeby uniknąć gigantycznych opłat.