Jen Begakis postanowiła podzielić się swoją historią na Twitterze, bo nie mogła uwierzyć w to, co znalazło się w jej zamówieniu z Amazona. Kobieta zamówiła dla siebie nowe skórzane krzesło i faktycznie było ono obecne w paczce, ale towarzyszył mu przedmiot, którego z pewnością nie zamawiała, a mowa o fiolce krwi - dokładnie takiej, w jaką pobiera się krew do badania w laboratorium. 

Amazon rozdaje za darmo… próbki krwi 

Gdybym powiedziała, że skórzany fotel, który zamówiłam na Amazonie, był zapakowany z fiolką do pobierania krwi, która jest… pełna, uwierzylibyście? Brak słów. Jestem tak samo przerażona, jak zdezorientowana - pisała Jen Begakis w poście.

Równie ciekawa jest w tym wszystkim reakcja obsługi klienta koncernu, do którego kobieta napisała zaraz po otrzymaniu paczki, bo zaproponowano jej wprawdzie przeprosiny i zwrot kosztów krzesła, ale zamiast racjonalnego rozwiązania problemu fiolki pełnej krwi, miała jej wystarczyć karta podarunkowa w wysokości 100 dolarów. Co miała zrobić z przerażającym „gratisem"? Tego mail od Amazona nie wyjaśnia:

Przede wszystkim przepraszamy za to doświadczenie! Rozumiemy obawy związane z otrzymaniem płynów ustrojowych w paczce. Upewniliśmy się, że sprzedawca został zgłoszony i podjęliśmy wszelkie działania, aby zapobiec powtórzeniu się tego w przyszłości - czytamy w wiadomości. 

I choć części osób wydawać się może, że kobieta niepotrzebnie rozdmuchuje sprawę, to należy pamiętać, że fiolki z krwią mogą stanowić poważne zagrożenie, jeśli pochodzą od osoby chorej. Wystarczy wspomnieć, że jedną z metod zarażenia się HIV jest kontakt z krwią chorej osoby, oczywiście musi się ona dostać do błony śluzowej oka, nosa czy jamy ustnej lub na uszkodzoną skórę, ale nietrudno sobie wyobrazić zacięcie podczas otwierania kartonu. 

Z tego samego powodu kobieta nie wiedziała, co zrobić z fiolką, bo wyrzucenie jej do śmieci wydawało się zbyt ryzykowne, a z drugiej strony nie chciała jej przecież trzymać w domu. Być może jednak Amazon zajmie się sprawą, bo kiedy o sprawie dowiedział się Business Insider i zwrócił się do koncernu z prośbą o komentarz, narracja była już nieco inna:

Głęboko żałujemy tej niedopuszczalnej sytuacji. Badamy, jak to się mogło stać i skontaktowaliśmy się bezpośrednio z klientem, aby przeprosić i wszystko naprawić - twierdzi przedstawiciel firmy, która zdaje się w końcu rozumieć, że tego typu wydarzenia mogą zniechęcić klientów i zwrócić uwagę odpowiednich służb.