Tylko jedno piwo… ciekawe, czy z taką właśnie myślą pewien japoński urzędnik szedł po pracy do baru, mając w kieszeni pendrive zawierający dane pół miliona mieszkańców Amagasaki. Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne - wypił zdecydowanie więcej, a kiedy obudził się kilka godzin później na ulicy, nie miał przy sobie torby i wspomnianego nośnika. I gdyby znajdowały się na nim fotki z wakacji, pewnie nie stałoby się nic wielkiego, ale mowa o człowieku oddelegowanym do przydzielenia środków finansowych mieszkańcom najbardziej dotkniętym przez pandemię koronawirusa.

Zgubił dane pół miliona mieszkańców Amagasaki

W związku z tym pendrive zawierał szczegółowe dane tych osób, a także pozostałych 465 177 podatników Amagasaki, tj. podstawowe dane wszystkich 460 tys. mieszkańców, jak imiona i nazwiska, data urodzenia, adresy, płeć i data meldunku w mieście, informacje podatkowe o 360 tys. mieszkańców, razem z informacjami o przyznanych ulgach oraz dane o 86 tys. gospodarstw domowych otrzymujących pomoc finansową, np. na dzieci.

Mówiąc krótko, to ogromny zestaw wrażliwych danych, za który hakerzy w darknecie gotowi są zapłacić krocie, tymczasem ktoś mógł wejść w ich posiadanie, po prostu znajdując pendrive w barze. Co prawda dane miały być zaszyfrowane i chronione hasłem, ale dla bardziej uzdolnionego „cyberspecjalisty" to żadna przeszkoda, nic więc dziwnego, że w ciągu 2 dni od zgłoszenia zdarzenia mieszkańcy zgłosili ponad 30 tys. skarg, obawiając się o bezpieczeństwo swoich danych.

Na szczęście historia ma szczęśliwe zakończenie, a przynajmniej dla nośnika danych i obywateli miasta, bo pracownik najpewniej dostanie wypowiedzenie - policja szybko znalazła zaginioną torbę i pendrive. Nic nie wskazuje na to, by ktoś próbował pozyskać przechowywane na nim dane, ale specjaliści sprawdzają jeszcze, czy nie doszło do żadnego wycieku informacji.