Premiera „Nie czas umierać" była wielokrotnie przekładana z powodu szalejącej pandemii koronawirusa. Jednak jeszcze przed wejściem filmu do kin wśród fanów trwała zagorzała dyskusja fanów, kto powinien być następcą Daniela Craiga.

Pojawiały się rozmaite pomysły. Padło nazwisko Henrego Cavilla („Wiedźmin") i okazało się, że jego też chciałaby w tej roli sztuczna inteligencja, która analizując cechy aktora, uznała, że jest najlepszym kandydatem. Nie zabrakło też innych pretendentów, ale najwięcej emocji wzbudziły pogłoski, że kolejnym agentem 007 wcale nie musi być biały mężczyzna.

Nowy James Bond dopiero za dwa lata

Najnowsza część przygód Bonda była pożegnaniem Daniela Craiga z tą rolą i trzeba przyznać, że odbyła się w iście wybuchowy sposób. Teraz kiedy mija dziewięć miesięcy od premiery, o następcy wypowiedziała się producentka Barbara Broccoli.

W wywiadzie dla Deadline mocno ostudziła rozpaloną wyobraźnię fanów, stwierdzając, że twórcy chcą postać „odkryć na nowo", a co za tym idzie, kolejnego filmu nie zobaczymy szybko, gdyż zdjęcia rozpoczną się za co najmniej dwa lata.

Mało tego, Broccoli przyznała, że nie ma obecnie żadnego zdecydowanego faworyta, który mógłby wcielić się w tę rolę, gdyż musi to być człowiek, który wpasuje się w nową formułę, jaka zostanie wymyślona dla 007 i dopiero kiedy zostaną podjęte ostateczne decyzje, w jakim kierunku pójdzie seria filmów.

Producenci i scenarzyści dają sobie czas na ponowne wymyślenie Bonda i znalezienie człowieka odpowiadającego tej wizji oraz zdolnego podołać wyzwaniu.