Elon Musk zrzucił pod koniec tygodnia prawdziwą bombę, a mianowicie poinformował, że wycofuje się z umowy zakupu Twittera, wskazując, że firma odmawia przedstawienia dokumentów, które są niezbędne do oszacowania liczby botów i fałszywych kont na platformie, co z kolei jest kluczowe dla jego przyszłych planów. Na decyzję szefa SpaceX i Tesli szybko zareagował prezes Twittera, Bret Taylor, zapowiadając szukanie sprawiedliwości przed sądem.

Twitter idzie do sądu. Zatrudnia znaną kancelarię

Zdaniem Bloomberga pozew w sądzie Delaware Chancery Court to kwestia najbliższego tygodnia, bo Twitter nie będzie czekał z próbą wyegzekwowania od Elona Muska warunków podpisanej umowy, a mianowicie przejęcia za kwotę 44 mld dolarów. Dowodem ma być choćby zatrudnienie sztabu prawników prestiżowej kancelarii prawnej Wachtell, Lipton, Rosen & Katz (na tyle rozpoznawalnej, że ma swoją stronę na Wikipedii)

Co ciekawe, ruch ten oznacza, że Twitter będzie miał do dyspozycji prawników, którzy wcześniej pracowali w sądzie, do którego trafi wniosek, co może dać mu pewną przewagę. Mowa o takich nazwiskach, jak Bill Savitt i Leo Strine, a także Martina Liptona, którego nazwisko widnieje w nazwie kancelarii. To znany doradca z zakresu fuzji i przejęć oraz zagadnień mających wpływ na politykę i strategię korporacyjną oraz twórca strategii trującej pigułki, za pomocą której Twitter początkowo bronił się przed przejęciem przez Elona Muska. 

Jak już wspomnieliśmy, Elona Muska reprezentuje z kolei kancelaria Quinn Emanuel Urquhart & Sullivan LLP, która z sukcesami broniła go już w sprawach o zniesławienie z 2019 roku czy reprezentowała w sporze z inwestorami Tesli w 2018 roku. Wydaje się jednak, że nowa sprawa będzie zdecydowanie najpoważniejszą z nich i trudno ocenić jej finał, bo obie strony mają swoje racje i argumenty na poparcie swoich decyzji.

Co prawda żadna z zainteresowanych stron ani kancelarii nie zdecydowała się na oficjalny komentarz w sprawie, ale Elon Musk postanowił po raz kolejny zagrać Twitterowi na nosie i za pomocą platformy podzielił się z użytkownikami swoimi stanowiskiem w tej sprawie. I już sami nie wiemy, który z jego twitterowych wpisów lepiej oddaje sytuację - grający w szachy Chuck Norris opatrzony podpisem Chuck-mat czy może autoportret śmiejącego się miliardera, który sugeruje, że przez sprawę w sądzie w końcu dostanie wgląd w dokumenty, o które prosił.