Wygląda na to, że Elon Musk był na początku naprawdę zdeterminowany do zakupu Twittera, bo jak wynika z pozwu złożonego przez firmę (na początku tygodnia informowaliśmy, że wynajęła w tym celu elitę prawniczą USA z firmy Wachtell, Lipton, Rosen & Katz, w tym twórcę strategii trującej pigułki), szef Tesli i SpaceX miał twierdzić, że rozważa tylko 3 opcje - miejsce w zarządzie, zakup albo start konkurencyjnej platformy.

Elon Musk planuje konkurencję dla Twittera?

Mówiąc krótko, podczas spotkania z szefem Twittera, Paragiem Agrawalem i prezesem zarządu, Bretem Taylorem, miał zasugerować, że jeśli jego plan zasiadania w zarządzie i zakupu Twittera nie dojdzie do skutku, to ten będzie musiał w niedalekiej przyszłości zmierzyć się z konkurencyjnym, stworzonym przez niego serwisem.

Co warto podkreślić, o tej ostatniej możliwości wspominał nawet na Twitterze, kiedy jeden z użytkowników zapytał go, czy nie rozważał stworzenia „nowej platformy społecznościowej, opartej na algorytmie open source i stawiającej na pierwszym miejscu wolność słowa, gdzie propaganda jest ograniczona do minimum". Elon Musk odpowiedział wtedy bardzo w swoim stylu, a mianowicie krótkim „poważnie się nad tym zastanawiam".  

Pytanie tylko, jak sytuacja wygląda obecnie. Czy Elon Musk uznał, że skala botów i fałszywych kont na Twitterze jest zbyt duża, by serwis można było przekształcić zgodnie z jego planami i po zakończonej sprawie sądowej wróci do pomysłu nowej platformy? Z pewnością jest to możliwy scenariusz, szczególnie jeśli będzie chciał się odegrać na Twitterze.

Warto jednak pamiętać, że proces sądowy to dla Elona Muska okazja, by w końcu uzyskać od Twittera wszystkie informacje, o jakie prosił przez ostatnie miesiące, a których nie uzyskał. I być może wtedy, kiedy wszystkie karty zostaną odkryte, wciąż będzie chciał przejąć platformę. Mówiąc krótko, ach ten Elon Musk i jego „szachy"...