Po zamknięciu programu promu kosmicznego NASA przez lata polegała na lotach rosyjskich Sojuzów, aby przetransportować swoich astronautów do laboratorium na orbicie. Trwało to do momentu, w którym SpaceX udało się uzyskać certyfikat dla Crew Dragon, umożliwiający loty kosmiczne z ludźmi. Teraz, w myśl nowego porozumienia, agencja ponownie będzie zabezpieczać miejsca w Sojuzach, podczas gdy rosyjscy kosmonauci będą latać na pokładzie SpaceX Crew Dragon.

Zintegrowane załogi latające zapewniają, że na pokładzie stacji znajdują się odpowiednio przeszkoleni astronauci do niezbędnej konserwacji stacji i spacerów kosmicznych. Chroni to nas również przed nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak problemy ze statkami kosmicznym, problemy medyczne dotyczące załóg oraz awariami na stacji wymagającymi natychmiastowego użycia pojazdu do transportu ludzi na i ze stacji. – czytamy w oświadczeniu NASA przekazanym za pośrednictwem The New York Times

Innymi słowy, umowa zagwarantuje, że zarówno amerykańskie, jak i rosyjskie segmenty stacji nigdy nie pozostaną bez załogi w przypadku odwołanych lotów lub innych sytuacji awaryjnych. Agencja poinformowała również, że pierwsze zintegrowane loty odbędą się we wrześniu, a Anna Kikina będzie pierwszym rosyjskim kosmonautą, który poleci w Crew Dragon. Dołączą do niej Nicole Mann i Josh Cassada z NASA, a także Koichi Wakata z Japonii. Tymczasem astronauta NASA Frank Rubio uda się na ISS na pokładzie statku Sojuz. Wiosną 2023 roku miejscami zamienią się również Rosjanin Andriej Fediajew i Loral O’Hara z NASA. Zgodnie z umową loty nie powodują obowiązku opłat za transport ludzi na i ze stacji ISS. Warto przypomnieć, że w przeszłości NASA płaciła Roskosmosowi około 56 milionów dolarów za transport każdego astronauty.

Mimo odwilży w kosmosie, na Ziemi, w Rosji i na Kremlu wciąż rządzi Putin

Zawarcie porozumienie zbiega się z dymisją Dmitrija Rogozina ze stanowiska szefa Roskosmosu. Od lat wygłaszał on kontrowersyjne oświadczenia, zwłaszcza w ostatnich miesiącach po inwazji Rosji na Ukrainę. Straszył zagładą ISS, wstrzymaniem dostaw silników rakietowych i podejmował rozmaite inne absurdalne działania. Jak wiadomo, zarówno on, jak i wielu innych wysoko postawionych ludzi w Roskosmosie zaangażowanych było w proceder rozkradania pieniędzy rosyjskiej agencji.

Miara przebrała się jednak po tym, jak Europejska Agencja Kosmiczna formalnie wycofała się ze wspólnej misji ExoMars z Rosją, a Rogozin nakazał załodze Roskosmos zaprzestać współpracy z wyprodukowanym w Europie ramieniem robota na ISS. Na dokładkę agencja pod jego kierownictwem rozpowszechniała także wizerunki kosmonautów trzymających flagi prorosyjskich separatystów na Ukrainie.

W związku z tym NASA wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że „zdecydowanie sprzeciwia się wykorzystywaniu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do celów politycznych i wspieraniu wojny przeciwko Ukrainie".

Mimo odwilży w kosmosie, na Ziemi, w Rosji i na Kremlu wciąż rządzi Putin. Co prawda dla dobra rozwoju programu kosmicznego odwołał ze stanowiska Rogozina, ale rzecznik Kremla zaprzeczył także, jakoby zwolnienie go miało cokolwiek wspólnego z wcześniejszymi działaniami.

Nie zanosi się także, żeby Rogozin musiał obawiać się jakiejkolwiek kary ze strony swojego mocodawcy.

Wręcz przeciwnie, wydaje się, że lojalność i zapał w krzewieniu „putinowskiej rewolucji" doczeka się sporej nagrody. Jak donosi łotewski serwis informacyjny Meduza, Rogozin zostanie prawdopodobnie szefem sztabu Putina lub administratorem nadzorującym terytoria Ukrainy okupowane przez Rosję. Jak widać, żadne z proponowanych stanowisk, a zwłaszcza rola namiestnika na Ukrainie, nie wyglądają na gniew Kremla.