Po tym, jak jego prawnicy przedstawili 165-stronicową argumentację o tym, dlaczego nie chce już dłużej realizować swojej 44-miliardowej umowy na zakup platformy, Musk wezwał szefa Twittera do „publicznej debaty", w której obie strony będą mogły przedstawić swoją argumentację i poddać ja ocenia internautów i mediów.

Całkiem możliwe, że zamiast batalii w sądzie, Musk wybiera publiczną dyskusję, w której ławą przysięgłych będą fani Tesli, Dogecoin, i potencjalni kolonizatorzy Marsa. Z pewnością przed taką widownią czuje się bardziej bezpieczny i może liczyć na zdecydowaną przychylność. Trudno w tej chwili powiedzieć, jaka jest jego strategia, ale niezmiennie trzyma się argumentu, że głównym hamulcem w przejęciu Twittera jest tzw. problem z botami na tym serwisie społecznościowym.

Niniejszym rzucam wyzwanie @paraga do publicznej debaty na temat odsetka botów na Twitterze — ogłosił Musk 102 milionom obserwujących go ludzi.

Musk zapytał także swoich obserwujących, czy wierzą w argument Twittera, że mniej niż pięć procent jego aktywnych użytkowników miesięcznie to „fałszywe konta/spam". Dwie opcje to „Yes" z trzema emotikonami robota, co sprytnie sugeruje, że każdy użytkownik, który wybierze tę opcję, jest również botem) lub „Lmaooo No".

Wydaje się mało prawdopodobne, aby ten ostatni pomysł wywołał bezpośrednią reakcję Agrawala lub Breta Taylora, ponieważ rzeczywisty spór, przed prawdziwym sędzią i ławą przysięgłych ma się odbyć w sądzie za zaledwie kilka miesięcy.

Poza tym prawnicy Twittera już zaprezentowali, co szefowie firmy myślą o oskarżeniach Muska o botach. Ich zdaniem wszelkie dane na ten temat, jakie posiada Musk, pochodzą z mało wiarygodnej strony internetowej Botometer i opieranie zarzutu tylko o tę jedną opinię jest niedorzeczne.