Właściciel HBO Max od dawna promował swój serwis streamingowy jako jeden z najszybciej publikujących premiery kinowe dla widzów telewizyjnych. Rzeczywiście, po 45 dniach, wszystkie premiery filmowe Warnera z kin, pojawiały się także w HBO Max. Okazuje się jednak, że ta zaleta kończy się już teraz. I teraz trudno powiedzieć – czy był to chwyt na szybkie zbudowanie bazy subskrybentów, czy firma rzeczywiście policzyła, że się jej to średnio opłaca.

Subskrybenci HBO Max na całym świecie mogli się cieszyć szybkimi premierami kinowych hitów. W Polsce udało się nam to niedługo, ponieważ premiera tego serwisu nastąpiła stosunkowo niedawno. W każdym razie to, co dobre już się skończyło, a ostatnimi produkcjami Warner Bros., które trafiły na ekrany telewizorów po 45 dniach były „Batman" i „Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a".

Znika główny atut HBO Max

Nie ma co ukrywać, że Warner Bros. szuka pieniędzy. Niedawno ujawnił, że ma ogromne długi, sięgające obecnie 53 miliardów dolarów. Sposobem na wyjście z tego dołka ma być zaciskanie pasa i szukanie nowych źródeł zarabiania pieniędzy.

To właśnie dlatego zmieni się model dystrybucji filmów i wróci on do niemal standardowego systemu, czyli najpierw kino, później płatne VOD, a dopiero na końcu HBO Max.

Pierwszym filmem wpadającym w nowy system jest film „Elvis", który wedle starych zasad już powinien być dostępny na HBO Max, ale wedle nowych wyląduje na nim dopiero we wrześniu.

Także kolejne produkcje, a więc „DC Liga Super-Pets", „Black Adam" i „Shazam! Gniew bogów" muszą przejść dłuższą drogą, zanim zobaczymy je na HBO Max.

Prawdę powiedziawszy, model wprowadzony przez Warnera nie jest niczym nowym i stosuje go wiele innych wytwórni, ale w tym wypadku wytwórnia może spotkać się z gniewem subskrybentów HBO Max, ponieważ szybkie premiery były jedną z największych zachęt do opłacania abonamentu.