Jest tak źle, że personel naziemny Aerofłotu musi codziennie wymontowywać części z niektórych samolotów, żeby podtrzymać ruch powietrzny przy życiu.

Jak się okazuje rosyjskie narodowe linie lotnicze zmuszone były uziemić część maszyn, żeby uczynić z nich dawców części zapasowych do maszyn, które wciąż latają. Inaczej nie dałoby się utrzymać ruchu w powietrzu, jednak ilość samolotów rozbieranych na części ciągle rośnie, a więc będzie malała ilość wykonywanych lotów. Jak donosi Agencji Reutera demontaż samolotów na części, jest już codziennością na rosyjskich lotniskach.

Kreml liczył się z taką ewentualnością, co widać po ruchach prawnych. Urzędnicy na pewno zakładali, że braki części do samolotów są tylko kwestią czasu. Dlatego pojawił się nawet oficjalny dokument, w którym zasugerowano, żeby skorzystać z dostępnych samolotów i rozbierać je na części.

Rosyjskie samoloty to „choinki", bo rozdają prezenty

Dzięki doniesieniom Reutersa wiadomo, że dawcami stały się już samoloty Sukhoi Superjet 100 i Airbus A350. Według danych Flightradar24 około 50 samolotów Aerofłotu, stanowiących 15% floty nie lata od końca lipca. Pewne jest, że kryzys będzie się pogłębiał. Samoloty rozbierane na części doczekały się nawet specjalnej nazwy i określa się je mianem „choinki", bo rozdają innym prezenty.

Największy problem stanowią silniki odrzutowe. Nie produkuje się ich na terenie Rosji, a do tych już istniejących brakuje części. Jedynym sposobem na utrzymanie samolotów w powietrzu jest przekładanie całych jednostek napędowych.

Części i sprzęt nie są jedynymi problemami Aerofłotu. Nowoczesne samoloty naszpikowane są elektroniką. Nawet jeśli uda się uzupełniać ją przez jakiś czas własnymi częściami po ewentualnych awariach, to z pewnością nie uda się aktualizować oprogramowania maszyn powstałych poza granicami Rosji, gdyż funkcja ta została wyłączona. Szacuje się, że aż 80% floty Aerofłotu powstało poza Rosją.