Ładowanie urządzeń elektronicznych w pracy może być niebezpieczne, zwłaszcza gdy jest ich za dużo, a na dokładkę panują tropikalne upały. Przekonali się pracownicy centrali Nintendo, której budynek stanął kilka dni temu w płomieniach.

Nikt nie odniósł obrażeń podczas pożaru, a żywioł został pokonany przez samych pracowników, zanim na miejsce zdążyły dotrzeć zaalarmowane służby.

Incydent jest badany przez policję i straż pożarną. Na razie uważa się, że przyczyną było ładowane wówczas urządzenie elektroniczne, ale tego lata Japonia doświadczyła ponad 14 dni z temperaturami przekraczającymi 35 stopni Celsjusza, ustanawiając nowy rekord na najgorętsze lato w kraju.

Prezes Nintendo, Shuntaro Furukawa, podszedł do sprawy ze spokojem godnym samuraja. Uznał, że na wszelkie niebezpieczne i nieprzewidywalne sytuacje jest sposób w postaci… komitetu reagowania na katastrofy. Oczywiście pod przewodnictwem samego prezesa.

I to wystarczy, żeby potwierdzić bezpieczeństwo pracowników, ochronić integralności mienia firmy oraz zabezpieczyć systemy komunikacyjne. I tyle!