Branża filmowa wyszła z epidemii bardzo poraniona. Odniosła największe straty w porównaniu z innymi kategoriami działalności. Przez lockdown wytwórnie filmowe nie były w stanie realizować swoich projektów.

Co prawda pojawił się, realizowany z powodzeniem, pomysł na premiery w sieciach streamingowych, ale od początku było jasne, że nie są one w stanie wygenerować zysków mogących równać się z premierami kinowymi.

Z kolei kina zostały na długo zamknięte, a w czasie kiedy przywracano je do życia, działały w ograniczonym zakresie. Na dokładkę, skoro nie powstawały nowe produkcje, musiały odgrzewać starsze rzeczy, a wiadomo, że kinomani nie mieli ochoty ich oglądać. Nie bez znaczenia był też fakt, że ludzie masowo przesiedli się na filmowe serwisy streamingowe.

Rezultat jest taki, że wiele firm nie jest w stanie do dzisiaj pozbierać się po dwóch latach przerwy w działalności, mają gigantyczne długi i masę innych problemów. Jednym z takich przykładów jest brytyjska korporacja Cineworld, której własnością są między innymi kina Cinema City, doskonale znane w naszym kraju.

Jak podaje polski oddział Cinema City, problemy firmy nie przekładają się na funkcjonowanie kin w naszym kraju. 

Jak podaje The Wall Street Journal, Cineworld jest w przededniu ogłoszenia bankructwa. Zadłużenie tej korporacji sięga obecnie 5 mld dolarów. Warto przypomnieć, że przed pandemią wartość filmy wyceniano na niecałe 4,5 mld dolarów. W związku ze spadkiem wartości jej akcji zarząd nie widzi możliwości odrobienia strat, a więc zdecydował się na ten dramatyczny krok i niedługo ogłosi bankructwo.