W dzisiejszych czasach przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że zepsute przedmioty zastępujemy nowymi, zamiast spróbować je naprawić i podobnie dzieje się w przypadku biznesów - kiedy jeden nie wyjdzie, zawsze można spróbować z innym, prawda? W tym kontekście firmy działające na rynku od ponad tysiąca lat to jakaś abstrakcja (rekordzista ponad 1400!), ale jak się okazuje jest ich jeszcze całkiem sporo - produkują piwo, odlewają dzwony, karmią, goszczą turystów, a wszystko z poszanowaniem liczącej setki lat tradycji. To się dopiero nazywa przetrwać próbę czasu, prawda? 

Kongo Gumi Construction Company 

Też nie możecie oderwać wzroku od starych japońskich budynków na zdjęciach i filmach? Istnieje duża szansa, że te wyjątkowe konstrukcje to dzieło firmy Kongo Gumi, która odcisnęła swój ślad na dużej liczbie miast i świątyń w Kraju Kwitnącej Wiśni. Mowa tu o najstarszej firmie budowlanej na świecie, której powstanie datuje się na 578 rok - to właśnie wtedy założyciel Shigemitsu Kongo przeprowadził się do Osaki z Korei, aby na zlecenie księcia Shōtoku zbudować świątynię Shitennō-ji (Czterech Niebiańskich Strażników Buddy). Od tego momentu przedsiębiorstwo zarządzane było przez jedną rodzinę, a mianowicie pochodzący z Korei ród Kongo. Co warto podkreślić, chociaż tytuł naszego artykułu sugeruje firmy, które wciąż działają na rynku, to z Kongo Gumi sprawa nie jest taka prosta, bo po 1428 latach działania przedsiębiorstwo popadło w długi, z których nie było w stanie się wydostać, ale… jego doświadczenie wciąż wykorzystywane jest w branży, bo w 2006 roku zostało przejęte przez grupę budowlaną Takamatsu.

Nishiyama Hot Spring Hotel

Była najstarsza firma budowlana, to teraz czas na najdłużej działający hotel na świecie (według wpisu do Księgi rekordów Guinnessa z 2011 roku), który otworzył się na odwiedzających niedługo później, bo w 705 roku. To tzw. ryokan, czyli tradycyjna japońska gospoda świadcząca usługi noclegu i wyżywienia dla podróżujących, ulokowana w mieście Hayakawa, u podnóża gór Akaishi. Jego założycielem jest Mahito Fujiwara, syn doradcy cesarza Tenji (dzięki czemu w gospodzie często gościli członkowie rodziny królewskiej i ważni samurajowie, dodając temu miejscu prestiżu) i do tego czasu jest nieprzerwanie prowadzony przez tę samą rodzinę (już ponad 50 pokoleń). Działalność hotelu związana jest z obecnością gorących źródeł, zaopatrujących łaźnie zewnętrzne i wewnętrzne - ba, każdy pokój wyposażony jest w prywatne wanny z dostępem do wody z gorących źródeł, a wystrój hotelu niezmiennie nawiązuje do japońskiej tradycji. 

 

St. Peter Stiftskeller 

Jeśli zaś chodzi o jedzenie, to równych - a przynajmniej jeśli chodzi o długość działania - nie ma sobie St. Peter Stiftskeller, czyli lokal gastronomiczny zlokalizowany wewnątrz murów klasztoru św. Piotra w austriackim Salzburgu. Zgodnie z prawdopodobną pisemną wzmianką uczonego Alkuina o tym lokalu z 803 roku, jest on najstarszą restauracją w Europie Środkowej. Nie brzmi zbyt imponująco? To żebyśmy się dobrze zrozumieli, lokal otworzył swoje podwoje jeszcze za życia Karola I Wielkiego, bo wspomniany uczony był jego doradcą! Restauracja przez setki lat swojej działalności widziała zresztą wiele historii i gościła wiele ważnych osób - jak kompozytor Michael Haydn, żołnierze i dowódcy wojen napoleońskich czy rodzina Wolfganga Amadeusza Mozarta - w St. Peter Stiftskeller regularnie odbywają się zresztą tzw. mozartowskie koncerty obiadowe, bo dysponuje przepiękną barokową salą koncertową. 

Bingley Arms

Czego brakuje nam do kompletu? Oczywiście solidnego napitku, który można dostać w Bingley Arms, czyli najstarszym - według Księgi rekordów Guinnessa - pubem w Wielkiej Brytanii. Lokal otworzył się w 953 roku, czyli jeszcze zanim Anglia została zjednoczonym królestwem i 142 lata przed I wyprawą krzyżową. Pierwotnie miejsce to znane było jako Priests Inn, a wszystko dlatego, że często zatrzymywali się w nim wędrujący księża, a później służył jako kryjówka dla chrześcijańskich kapłanów, kiedy Henryk VIII zarządził kasatę klasztorów, przywłaszczając ich dochody i majątki. W 1780 roku pub zmienił nazwę, by uhonorować swojego ówczesnego właściciela, Lorda Bingleya i tak zostało do dziś. Co ciekawe, w ogródku piwnym pubu można podziwiać pewną wyjątkową roślinę, a mianowicie cis pospolity, który jest jeszcze starszy niż sam lokal, a w nim spotkać podobno… nawiedzające to miejsce duchy (ach, ten marketing)!

Pontificia Fonderia Marinelli

Chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że trudno wyżyć z odlewania dzwonów, płaskorzeźb i innych artefaktów kościelnych, to włoska firma Pontificia Fonderia Marinelli, działająca od ok. 1000 roku, do dziś udowadnia, że jest inaczej. Jej dzwony można zobaczyć i usłyszeć w wielu kościołach na całym świecie, bo aż 90% zamówień pochodzi od kościoła rzymskokatolickiego, w tym na Krzywej Wieży w Pizie. Ten ostatnio to 600-kilogramowa replika XVII-wiecznego dzwonu uszkodzonego podczas bombardowań w czasie II wojny światowej, która była też bardzo trudnym czasem dla samej firmy, zajętej przez niemieckich żołnierzy przetapiających dzwony na broń. Przedsiębiorstwem zarządzają obecnie bracia Armando i Pasquale Marinelli, którzy wraz z ok. 12 zatrudnionymi pracownikami odlewają do 50 dzwonów rocznie - w taki sam sposób jak przez ostatni 1000 lat!

 

Weihenstephaner Monastery 

Kojarzycie niemieckie piwa, których butelki zdobią wizerunki zakonników? Choć na pierwszy rzut oka może to wydawać się, że zupełnie tam nie pasują, to jest zgoła inaczej - wielu średniowiecznych katolickich zakonników z powodu ślubów nie mogło wykonywać płatnej pracy, ale pieniądze były im potrzebne, dlatego często zajmowali się warzeniem piwa, by nieco zarobić i byli w tym naprawdę nieźli. Nie bez przyczyny browar benedyktyński założony w 1040 roku na terenie dzisiejszego bawarskiego miasta Freising działa do dziś - co prawda od XIX wieku jako przedsiębiorstwo państwowe, ale wciąż produkuje jedną z najbardziej znanych niemieckich marek piwa, czyli warzone w 10 odmianach Weihenstephaner.

Munke MØlle

Munke Mølle to najstarsza działająca firma w Danii, założona w 1135 roku jako młyn wodny na rzece Odense, obsługująca w swojej długiej historii 38 królów i 2 królowe! I choć w tym czasie przechodził z rąk do rąk, to produkowana w nim mąka niezmiennie cieszyła się dużą popularnością. Na początku XX wieku istniało duże ryzyko, że ta wiekowa marka zniknie z rynku, a wszystko na skutek pożaru, w czasie którego młyn został częściowo zniszczony, ale na szczęście udało się go odbudować. A później poradził sobie nawet z powszechną elektryfikacją, bo za sprawą przejęcia przez Mette Munk Bakery w 1962 roku mógł kontynuować swoją tradycyjną produkcję mąki i działa do dziś!