Podczas przesłuchania przed komisją senacką Peiter Zatko rzucił nowe światło na ujawnione przez siebie informacje dotyczące nieprawidłowości w zakresie bezpieczeństwa platformy, które jego zdaniem stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Dowiedzieliśmy się m.in., że na liście płac Twittera znajdował się agent pracujący dla Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego Chińskiej Republiki Ludowej, czyli instytucji od 1983 roku zajmującej się działaniami wywiadowczymi, analizą danych i szeroko pojętym wywiadem elektronicznym.

Chińscy szpiedzy na liście płac Twittera

Mówiąc wprost, wiele wskazuje na to, że Twitter opłacał chińskiego szpiega i to pomimo faktu, że jak zauważył senator Chuck Grassley, FBI poinformowało platformę, że taka sytuacja ma miejsce. Co prawda Peiter Zatko wspominał wcześniej, że firma została ostrzeżona przez amerykańskie służby o obcym agencie, ale dopiero teraz doczekaliśmy się publicznego potwierdzenia, że chodziło konkretnie o Chiny.

Poinformowano mnie o tym może tydzień przed zwolnieniem. Powiedziano mi, ponieważ z zespołem ds. bezpieczeństwa korporacyjnego/bezpieczeństwa fizycznego skontaktowano się i poinformowano, że na liście płac Twittera jest co najmniej jeden agent MSS, które jest jedną z chińskich służb wywiadowczych - tłumaczył Zatko.

To jednak nie wszystko, bo sygnalista zwrócił też uwagę na obecność agentów innych krajów wśród pracowników Twittera, wskazując na fakt, że firma została niejako „zmuszona" do zatrudnienia m.in. indyjskich agentów, by w ogóle funkcjonować na tym rynku. Do tego jeden z pracowników platformy został niedawno skazany za działania na rzecz rządu Arabii Saudyjskiej, więc obce „wpływy" nie są wcale Twitterowi takie… obce.  

Zdaniem Zatko to poważny problem, szczególnie biorąc pod uwagę ogrom danych, jakie firma zbiera i przechowuje, a także brak kontroli nad tym, kto z pracowników Twittera ma do nich dostęp (a mówiąc precyzyjniej za dużo osób ma zbyt łatwy dostęp): - Nie jest przesadą stwierdzenie, że pracownik wewnątrz firmy mógłby przejąć konta wszystkich senatorów na tej sali - tłumaczył Zatko w senacie.

Oliwy do ognia dolewa fakt, że z zaproszenia na posiedzenie komisji nie skorzystał CEO Twittera, Parag Agrawal, który mógłby ustosunkować się do rewelacji ujawnionych przez Zatko. Takie podejście zdecydowanie nie przypadło senatorom do gustu i szybko pojawiły się głosy, że walka Twittera z Muskiem to nic w porównaniu z tym, co dzieje się według platformy i jeśli wszystko okaże się prawdą, to trudno wyobrazić sobie, by dotychczasowy CEO firmy zachował swoją pozycję.