Wszyscy oglądają "Pierścienie Władzy" i "Ród Smoka", a wy nie możecie się do nich przekonać? A może wręcz przeciwnie, wraz z premierą tych tytułów okazało się, że wiedźmy, czarodzieje, smoki, magia i spektakularne pojedynki na śmierć i życie to właśnie wasza bajka i chcecie więcej? Tak czy inaczej, już spieszymy z pomocą, bo w popularnych serwisach streamingowych nie brakuje ostatnio propozycji dla fanów fantasy, dzięki którym w kilka chwil można przenieść się do magicznego świata pełnego cudów!

"Koło czasu" (Amazon Prime Video)

Jeśli macie ochotę na klasyczne starcie dobra ze złem w stylu Tolkiena i Władcy Pierścieni, to "Koło czasu" może być strzałem w dziesiątkę, szczególnie że i w tym wypadku mamy do czynienia z ekranizacją serii książek. A mówiąc precyzyjniej cyklem autorstwa amerykańskiego pisarza Roberta Jordana, który z powodu śmierci autora skończył jego wybitny kolega po fachu, a mianowicie Brandon Sanderson. "Koło czasu" przenosi nas do świata zwanego Światem Koła, w którym kiedyś wysoko rozwinięta technologia funkcjonowała obok magii, nazywanej Jedyną Mocą. Posługiwały się nią wówczas zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nazywani Aes Sedai - niestety eksperymenty z mocą skończyły się tragicznie, a świat musiał stawić czoła Czarnemu, antytezie Stwórcy. Udało się go pokonać za sprawą Lewsa Therina Telamona, zwanego Smokiem, ale proroctwa jasno mówią o tym, że pewnego dnia powróci. Serial zaczyna się 3 tysiące lat po tych wydarzeniach, kiedy to Moiraine, jedna z członkiń Aes Sedai, wyrusza w niebezpieczną podróż po świecie, by odnaleźć pięciu młodych śmiałków, z których jeden według przepowiedni okaże się Smokiem Odrodzonym, który stanie do walki w Ostatniej Bitwie.

 

"Arcane" (Netflix)

Kiedy Netflix zapowiedział, że bierze się za adaptację kultowej gry wideo, towarzyszyły nam mieszane uczucia - z jednej strony wiedzieliśmy, że potrafi zaserwować świetną animację, wystarczy tylko spojrzeć na "Castlevanię" (miodzio!), a z drugiej, jaką historię może mieć do zaproponowania gra sieciowa League of Legends, w której do walki stają dwie próbujące zniszczyć się nawzajem drużyny. Jak się jednak okazuje już po obejrzeniu pierwszego odcinka, wszystkie wątpliwości można odłożyć na bok - "Arcane", bo tak właśnie nazywa się serial, to dojrzała, mroczna i trudna opowieść o życiu dwóch sióstr, które życie boleśnie doświadczało od małego. Vi i Powder żyją w podziemnej, ubogiej dzielnicy Zaun, każdego dnia podziwiając, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby urodziły się w bogatym górnym mieście Piltover. Napięcie między miastami rośnie, gdy w Piltover wynaleziona zostaje nowa technologia, która pozwala każdemu śmiertelnikowi kontrolować magiczną energię, a w Zaun nowa substancja zmieniająca ludzi w potwory - rywalizacja między nimi rozdziela rodziny i przyjaciół.

 

"Ciemny kryształ: Czas buntu" (Netflix)

A skoro już przy animacjach jesteśmy, to warto zatrzymać się na chwilę także przy "Ciemnym krysztale: Czasie buntu", chociaż od razu uprzedzamy, że nie jest to produkcja dla każdego - całość opiera się bowiem na animowanych kukiełkach, zupełnie jak w pierwszej części z 1982 roku, bo mamy tu do czynienia z prequelem filmu fantasy Jima Hensona "Ciemny kryształ". Jeśli jednak taka forma realizacji nam nie przeszkadza (nie dajcie się zmylić tej na pozór „dziecinnej" oprawie, bo zarówno oryginał, jak i nowa część, to mroczne i momentami niezwykle brutalne dzieła!), to znajdziemy tu naprawdę wyjątkową historię: Kryształ Prawdy, stanowiący źródło niewyobrażalnej mocy, został skażony przez okrutnych Skeksów, a krainę zaczyna pustoszyć tajemnicza choroba. Kiedy trójka Gelfingów odkrywa straszną prawdę o mocy Skeksów i umierającej planecie, postanawia wyruszyć w niebezpieczną podróż, rozpalając po drodze płomień rebelii i stając do walki o losy swojego domu. Niestety wiele wskazuje na to, że na jednym sezonie się skończy, bo oglądalność nie była niestety tak duża, żeby kontynuacja serii była finansowo opłacalna - niemniej to naprawdę oryginalna propozycja, więc warto poświęcić jej czas.

 

"Wiedźmin" (Netflix)

Tego Pana nie trzeba w naszym kraju przedstawiać chyba nikomu, bo Andrzej Sapkowski stworzył postać, którą zachwycaliśmy się na kartach książek i w kolejnych rozdziałach gry wideo, a teraz porywa także z ekranów. Produkcja Netflixa to prawdziwy hit, więc "Wiedźmina" po prostu trzeba zobaczyć - chociaż jeden sezon, żeby… wyrobić sobie zdanie na jego temat, bo nie da się ukryć, że serial z Henrym Cavillem w roli głównej dzieli fanów. Z jednej strony jego oglądalność jest fenomenalna i Netflix z pewnością będzie jeszcze długo doił tę krowę, a z drugiej wielu fanów sagi polskiego pisarza czy gry REDów się od niego odbiła, zarzucając mu spłycenie opowieści oraz całkowity brak klimatu oryginału. Co więcej, osoby, które nie czytały książek, mogą mieć pewne problemy z odnalezieniem się w pierwszym sezonie, który dosłownie skacze po różnych bohaterach i liniach czasowych. Niemniej samą historię Geralta z Rivii, białowłosego zabójcy potworów, którego losy splecione są z pewną potężną czarodziejką i skrywającą groźną tajemnicę młodą księżniczką, warto poznać… jeśli nie z książek, to chociaż z serialu.

 

A jeśli nie będziecie mogli znieść wiedźmina w takim wydaniu, to zawsze możecie spróbować animacji "Wiedźmin: Zmora Wilka", w której poznajemy historię Vesemira, czyli mentora słynnego Białego Wilka. Aby uciec od biedy, młody bohater postanawia zostać wiedźminem zawodowo zabijającym potwory, ale kiedy na jego drodze staje nowe zagrożenie, musi stawić czoła demonom przeszłości.

 

"Mroczne materie" (HBO Max)

Mroczne materie to z kolei ekranizacja trylogii brytyjskiego pisarza fantasy Philipa Pullmana, która kręci się wokół dwóch wątków - wędrówce głównych bohaterów przez wieloświat równoległych wymiarów oraz zmaganiach pomiędzy światem ziemskim i niebiańskim. Autor stworzył naprawdę wyjątkowe uniwersum, będące nietuzinkową mieszanką klasycznych (np. czarownice) i unikatowych elementów (pancerne niedźwiedzie czy dajmony, czyli dusze pod postaciami zwierząt), a wszystko okraszone wpływami fizyki kwantowej, teologii, filozofii czy religii. Z tego właśnie względu, chociaż powieść dedykowana była młodszym użytkownikom, jest równie chętnie czytana przez dorosłych i wydaje się, że dokładnie tak samo jest z serialem. Ten zaczyna się w momencie, kiedy Lyra decyduje się ruszyć na pomoc przyjacielowi, który pewnego dnia zaginął - przy okazji odkrywa groźny spisek i próbuje zrozumieć tajemnicze zjawisko zwane Pyłem. Podczas podróży przez przeróżne światy spotyka na swojej drodze zdeterminowanego i odważnego chłopca o imieniu Will - wspólnie poznają niezwykłe istoty i niebezpieczne sekrety, a los żywych i umarłych zdaje się być w ich rękach.

 

"Carnival Row" (Amazon Prime Video)

Wygląda na to, że Orlando Bloom sam musi być fanem fantasy, bo najpierw kultowa rola Legolasa we "Władcy Pierścieni", później "Piraci z Karaibów", a niedawno "Carnival Row". Ten ostatni przenosi nas do fikcyjnego wiktoriańskiego świata, w którym ludzie i mitologiczne stworzenia żyją obok siebie. Tyle że daleko im do harmonijnej egzystencji, bo ludzie boją się tych stworzeń, przez co nie wolno im żyć, kochać i latać na wolności. Serial skupia się na historii ludzkiego detektywa, który z pomocą tych mitycznych istot próbuje rozwikłać zagadkę serii morderstw i w międzyczasie przekonuje się, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda - mówiąc krótko, nie każdy „potwór" jest potworem, a człowiek człowiekiem. Nie da się ukryć, że pomysł na show jest niezwykle ciekawy, bo w gruncie rzeczy to taka opowieść w stylu Sherlocka Holmesa, tyle że pełna baśniowego klimatu, a do tego Amazon zadbał o realizację na najwyższym poziomie, więc efekt jest też bardzo przyjemny dla oka. 

 

"Rozczarowani" (Netflix)

No dobra, było już poważnie, to teraz pora na fantasy z przymrużeniem oka, które z pewnością trafi też do fanów… "Simpsonów" i "Futuramy", bo mowa o serialu stworzonym przez twórcę tych kultowych tytułów, czyli Matta Groeninga. "Rozczarowani", bo o nich właśnie mowa, porywają widzów do upadającego średniowiecznego królestwa, w którym absurdalne przygody przeżywa młoda, niewylewająca za kołnierz księżniczka Bean, jej zadziorny elfi towarzysz Elfo i osobisty demon Luci. To niezwykłe trio napotka na swojej drodze ogry, duszki, harpie, chochliki, trolle, wodne stworzenia i mnóstwo… ludzkich półgłówków. Mówiąc krótko, jeśli należycie do fanów Matta Groeninga i lubicie absurdalne poczucie humoru, to będziemy śmiać się do łez, a jeśli nie… no cóż, spróbujcie, może magia księżniczki i tak zadziała. 

 

"Willow" (Disney+)

Przepowiednia głosi, że rządy okrutnej królowej Bavmordy ukróci dziewczynka, która ma się właśnie narodzić, dlatego władczyni rozkazuje zamordować wszystkie niemowlęta płci żeńskiej. Z życiem uchodzi tylko mała Elora, która przypadkiem trafia do wioski karłowatych Nelwynów - tam znajduje ją rolnik Willow, który postanawia wyruszyć w podróż, by odnaleźć matkę dziecka. Tak mniej więcej prezentowała się fabuła filmu "Willow" z 1988 roku, za którą odpowiadał George Lucas, mający ambitne plany stworzenia kolejnego dzieła na miarę "Gwiezdnych wojen", tyle że w świecie fantasy. No cóż, plany to jedno, a rzeczywistość drugie, więc fani filmu musieli czekać 34 lata na kontynuację, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Na Disney+ 30 listopada w końcu zadebiutuje sequel, tym razem w formie serialu, w którym do swojej roli powróci odtwórca tytułowej roli, który zbierze nową drużynę i stawi czoła nowym zagrożeniem w zaczarowanym świecie wróżek i dwugłowych potworów. My czekamy z niecierpliwością!