Śmieci i zanieczyszczanie środowiska to problem globalny, z którym mierzymy się we wszystkich zakątkach świata. I choć wydawać może się, że na największych trucicieli, m.in. ogromne zakłady przemysłowe, firmy transportowe czy hodowle zwierząt, nie mamy żadnego wpływu i pozostają nam starania w skali własnego domu czy otoczenia (oszczędzanie energii, niemarnowanie żywności, ograniczenie spożycia mięsa, torby wielorazowego użytku, sortowanie śmieci itd.), to ekolodzy przekonują, że jest inaczej.

Ich zdaniem mamy przecież wybór i możemy świadomie wspierać firmy podejmujące starania na rzecz ochrony środowiska, m.in. intensyfikujące wysiłki w zakresie recyklingu, którego przykłady mogliśmy oglądać ostatnio podczas Singapore Design Week. Jak się za chwilę przekonacie, chodzi jednak o naprawdę innowacyjne i daleko posunięte przetwarzanie oraz ponowne wykorzystanie surowców postkonsumpcyjnych, postindustrialnych czy postrolniczych, w wyniku którego powstają wyroby o wartości wyższej niż pierwotne (upcykling). Pytanie tylko, ile osób będzie w stanie zaakceptować w swoim domu dywan z sierści psów czy akcesoria z krowiego łajna? Zresztą zobaczcie sami: 

Głośniki i inne akcesoria z krowiego łajna

Krowie łajno jest wprawdzie naturalnym materiałem, ale jak wiemy odchody zwierząt powstające podczas hodowli to poważne źródło zanieczyszczeń środowiska - już badania z 2017 roku pokazywały, że amoniak i inne związki azotu zawarte w odchodach bydła i innych zwierząt mogą mocniej szkodzić jakości powietrza niż spaliny samochodowe (a do tego należy jeszcze dołożyć metan), nie wspominając już o tym, że marnują i zanieczyszczają cenne zasoby gruntu i wody. W związku z tym najlepiej byłoby je po prostu ograniczyć, ale proces ten idzie bardzo powoli, więc Adhi Nugrah, projektant oraz naukowiec Bandung Institute of Technology, postanowił spróbować przekształcać odchody w… przedmioty codziennego użytku. Proces zakłada czyszczenie łajna wodą, co usuwa nieprzyjemny zapach, łączenie z plastikiem (również z recyklingu) i klejem do drewna, a następnie „wypiekanie" w niskiej temperaturze - zespołowi udało się już stworzyć w ten sposób lampy, stołki czy głośniki. Co najważniejsze, po przedmiotach nie widać, z czego zostały wykonane, bo gotowy materiał wygląda jak wiele innych szarych tworzyw eko, a proces jest łatwy i wymaga niewiele energii, więc zdaniem projektanta można w niego zaangażować lokalną ludność i tym samym pozwolić jej na dodatkowe dochody.

 

Lampy ze starych pralek

Nie oszukujmy się, lubimy nowości i większość z nas ma w zwyczaju wymieniać elektronikę, zanim się zepsuje lub jej wydajność przestanie być wystarczająca - co prawda częściej kupujemy nowe smartfony, inteligentne zegarki, słuchawki, laptopy czy nawet telewizory niż pralki, lodówki czy zmywarki, ale i tu problem jest poważny. W związku z tym inny z singapurskich projektantów, a mianowicie David Lee, zaproponował lampy (sufitowe, podłogowe i biurkowe) z elementów odzyskanych z wyrzuconych pralek - artysta wykorzystuje elastyczne węże pralki, w których umieszcza taśmy LED, a następnie formuje je w wybrane kształty. Jak podkreśla, elastyczność przewodów pozwala na ich owinięcie wokół innych przedmiotów i uzyskanie tym samym nie tylko rozwiązań praktycznych, ale i form artystycznych. Nie da się ukryć, że lampy-węże wyglądają całkiem ciekawie i z pewnością będą pasowały do industrialnych wnętrz.

 

Meble z odpadów plastikowych

Ten przykład jest szczególnie interesujący i znaczący, bo dotyka nie tylko jednego z największych ekologicznych problemów współczesnego świata, czyli zanieczyszczenia plastikiem, ale i jego pomysłodawcą jest firma, która sama zaśmieca w ten sposób środowisko i chce coś z tym zrobić. A mowa o właścicielach popularnego hotelu Potato Head na Bali, którzy rozpoczęli tym samym misję „zero odpadów" - we współpracy ze specjalistami i różnymi projektantami ocenili oni każdy element swojej działalności, a następnie opracowali sposób jego usprawnienia. Efektem są m.in. meble plażowe czy akcesoria hotelowe wyprodukowane z materiałów odzyskanych z okolicznego wybrzeża, w tym parasole z kory palmowej i krzesła z plastikowych śmieci. Co najważniejsza, misja ciągle trwa i chociaż Potato Head już drastycznie ograniczyło produkcję odpadów, to podkreśla, że wciąż jest wiele do zrobienia, by zrealizować hasło „N*thing is Possible".

 

Dywany z psiej sierści

I tu wracamy do tych bardziej kontrowersyjnych pomysłów, bo choć widzieliśmy już pomysły wykorzystania ludzkich włosów do produkcji mat do czyszczenia/usuwania plam olejowych z dróg, to na samą myśl o położeniu czegoś podobnego w swoim salonie sprawia, że czujemy się nieswojo, prawda? Znana singapurska projektantka próbuje nas jednak oswoić z tym pomysłem, prezentując oryginalne dywaniki z sierści psów, podkreślając przy tym, że jest to świetny sposób na zagospodarowanie ogromnej ilości tych odpadów. Proces przetwarzania zakłada filcowanie, tuftowanie, dzianie i prasowanie, aby zamienić resztki sierści w „skóry", które można wykorzystać jako dywaniki domowe. I choć sierść psów nie jest może problemem dla środowiska, to projektantka wskazuje, że może być eko alternatywą dla tworzyw sztucznych lub naturalnych, wolną od okrucieństwa.  

Meble domowe z fusów i makulatury

Czego jeszcze poza sierścią zwierząt mamy w domu pod dostatkiem? Kawy i makulatury, których będzie tylko przybywać, a szczególnie tej ostatniej, bo po pandemii dużej części z nas został nawyk zamawiania niemal wszystkiego online, a przesyłki oznaczają dużo kartonów. Jak tłumaczy wietnamska projektantka Phuong Dao, to właśnie pandemiczne życie skłoniło go do tworzenia z tego, co miał akurat pod ręką, czyli w tym wypadku fusów po kawie i gazet. Okazuje się bowiem, że kiedy połączymy je ze spoiwem, otrzymujemy bardzo wytrzymały budulec, z którego można tworzyć ekologiczne meble - na dowód projektant zaprezentował zestaw o nazwie "Cà Ràng", czyli niski stolik i krzesła, inspirowane tradycyjnym wietnamskim palnikiem, przy którym gromadziły się całe rodziny, by zjeść, porozmawiać i ogrzać się przy ogniu. 

Wentylatory z odpadów fabrycznych

Jak tłumaczył z kolei filipiński projektant Joseph Rastrullo w czasie pandemii wielu jego znajomych pracujących w zakładach przemysłowych (produkujących klimatyzatory, samochody, przewody elektryczne) czy budowlanych, pytało, co można zrobić z tego typu odpadami. Jego odpowiedź była prosta… wszystko, wystarczy pomysł i dobre chęci! Tak zaczęła się jego przygoda z eleganckimi barkami czy geometrycznymi artystycznymi wentylatorami z resztek kabli. Wystarczy rzut oka, żeby przekonać się, że choć punktem wyjścia były śmieci, to ostatecznie mamy do czynienia z dziełami sztuki. Szczególnie że większość tych przedmiotów jest wykonywana ręcznie, autor zdradził na przykład, że stworzenie wspomnianego wiatraka zajmuje nawet trzy tygodnie, ale obecnie szuka sposobu na masową produkcję. Z jednej strony do dobra wiadomość, bo zagospodarowanych zostanie mnóstwo odpadów, a z drugiej to dowód na to, jak wiele ich jest i jaki stanowią problem. 

 

Od śmieci do skarbów - tak można podsumować całą wystawę o nazwie EMERGE, podczas której wspomniani projektanci dzielili się swoimi pomysłami. I choć część z nich wydaje się nawet zbyt kontrowersyjna i może wręcz zniechęcić początkujących „ekologów", jak choćby akcesoria z krowiego łajna czy dywany z sierści zwierząt (o ironio, bo futra przecież ciągle w użyciu!), to wszystkie zwracają uwagę na globalne problemy zanieczyszczenia środowiska, które są dziełem człowieka.

Istnieje naprawdę spora różnorodność, jeśli chodzi o to, jakich materiałów używają projektanci i skąd je ratują. Część z nich jest postkonsumpcyjna, część ma charakter postindustrialny, a część rolniczy. Projektanci są z natury dociekliwi - i rozwiązują problemy. Istnieje wysoki poziom świadomości problemów i konieczności robienia czegoś małego, na swój własny sposób, aby spróbować je zwalczyć. I myślę, że wszyscy chcielibyśmy, aby te (pomysły) były skalowalne - podsumowuje kurator wystawy Suzy Annetta.