Jak przekonują branżowi eksperci, autonomiczne drony to przyszłość drobnych dostaw - zamówień internetowych, leków czy jedzenia, ale jak widać przed nami jeszcze daleka droga, by wszystko odbywało się sprawnie i bezpiecznie. Za sprawą jednego z autonomicznych pojazdów latających Google, a mówiąc precyzyjniej należącej do Alphabet firmy Wing, mogliśmy przekonać się, dlaczego ustawodawcy tak niechętnie wydają pozwolenia na testy i operacje tego typu w obszarach zabudowanych. 

Dron Google zakończył dostawę na liniach wysokiego napięcia

Dron podczas dostawy jedzenia podjął próbę wylądowania na liniach wysokiego napięcia, zapalił się i przy okazji pozbawił prądu ok. 2000 okolicznych domów i zakładów przemysłowych. Jak informuje lokalna firma Energex, na szczęście nikt nie został ranny na skutek wypadku, a przerwa w dostawie prądu trwała tylko 45 minut, bo w gruncie rzeczy pracownicy nie musieli nawet ściągać drona z linii… po tym jak stanął w płomieniach praktycznie nic z niego nie zostało. 

„Właściwie nie musieliśmy zdejmować drona, bo stanął w płomieniach i się spalił" - tłumaczył rzecznik firmy, dodając jeszcze w wypowiedzi dla ABC News, że „posiłek był wciąż gorący w pudełku dostawy, kiedy załoga tam dotarła".

Jak przekonuje z kolei rzecznik Wing, dron zmuszony został do „zapobiegawczego kontrolowanego lądowania", podczas którego nieumyślnie osiadł na liniach wysokiej napięcia. Firma przeprosiła za problemy i jednocześnie zapewniła, że prowadzi wewnętrzne śledztwo, by dowiedzieć się, co doprowadziło do tej sytuacji i ulepszyć swoje algorytmy. Warto tu podkreślić, że Wing ma duże doświadczenie w tego typu dostawach, bo już w 2016 roku zaczęło współpracę testową z Chipotle w USA, a od 2017 roku dostarcza w Australii leki i burrito - w sierpniu tego roku informowało zaś, że ma już flotę składającą się ze 100 tys. Dronów.

Energex poinformowało też, że nie będzie szukać żadnego odszkodowania, bo jedyne szkody to spalona własność Wing, a przerwa w dostawie prądu nie była długa. Niemniej dostawca energii chce wykorzystać ten incydent, by przestrzec rekreacyjnych operatorów dronów, zwłaszcza dzieci: 

Piętnaście lat temu prosiliśmy ludzi, aby uważali, gdzie puszczają latawce podarowane dzieciom na Boże Narodzenie. Teraz prosimy rodziców, aby bardzo uważali na to, gdzie ich dzieci latają dronami - komentuje rzecznik firmy.