Chciał zasilić żarówkę oddaloną o ponad dwie mile, bez użycia przewodów. Ku konsternacji i złości mieszkańców oraz elektrowni, eksperyment został uznany za sukces. Co prawda później próbowano go podważać, ale stało się i wieść poszła w świat.

Teraz, ponad 100 lat później, startup energetyczny o nazwie Emrod, chce zrealizować marzenie Tesli o bezprzewodowej transmisji energii. Firma z Nowej Zelandii nawiązała współpracę z jednym z głównych dystrybutorów energii w kraju, aby zbudować bezprzewodową infrastrukturę elektryczną, która jej zdaniem może dostarczać energię wydajniej niż tradycyjne metody.

System wykorzystuje serię anten transmisyjnych, przekaźników i prostownika odbiorczego. Ten ostatni, przekształca mikrofale w energię elektryczną. Jedynym ograniczeniem systemu jest to, że każdy przekaźnik i antena muszą „się widzieć". Jednak nawet przy takim ograniczeniu, Emrod twierdzi, że infrastruktura będzie kosztować ułamek tego, co system przewodowy.

Wizja Nikoli Tesli ożyła dzięki startupowi Emrod

System transmisji jest podobno odporny na niekorzystne warunki pogodowe i atmosferyczne. Dopóki fizyczne struktury nie blokują widoczności, system powinien przesyłać energię elektryczną na tysiące kilometrów. Ta cecha sprawia, że idealnie nadaje się do przenoszenia energii z obiektów morskich lub podłączania wiatraka lub farmy słonecznej do sieci energetycznej.

Na razie nie wiadomo, kiedy system będzie używany. Emrod obecnie przeznacza zasoby na prace laboratoryjne, a próby terenowe spodziewane są po udoskonaleniu systemu.

Nie jestem specjalistą, ale zastanawiam się, jak system poradzi sobie z utrzymaniem jakości sygnału i stratami energii powstałymi podczas przesyłania.