Jeśli nie widzieliście jeszcze Hakerów czy Szybcy i wściekli. Tokio Drift, to wystarczy odpalić Twittera i dobrze poszukać. A mówiąc całkiem poważnie, absolutnie do tego nie zachęcamy, pokazujemy jedynie, co dzieje się obecnie na platformie, gdzie mocno okrojony skład pracowników najwyraźniej nie jest w stanie nad wszystkim zapanować. Wystarczy spojrzeć na kanały, na których pojawiają się całe filmy, co narusza oczywiście regulamin usługi w zakresie praw autorskich, ale nikt się tym obecnie nie zajmuje.

Czy Twitter w rękach Elona Muska to na pewno „dobra" zmiana?

Część użytkowników wykorzystuje wątki, by dzielić się hollywoodzkimi hitami i wygląda na to, że administracja Twittera na to nie reaguje. Inni wyjaśniają, że to jeszcze nic, bo platforma wręcz podpowiada takie kanały w „polecanych", chociaż wcześniej - zgodnie z regulaminem usługi - takie treści były szybko oznaczane i usuwane, aby użytkownicy nie mieli do nich dostępu.

Twitter będzie odpowiadać na zgłoszenia domniemanego naruszenia praw autorskich, takie jak zarzuty dotyczące nieautoryzowanego użycia obrazu chronionego prawem autorskim jako zdjęcia profilowego lub nagłówka, zarzuty dotyczące nieautoryzowanego użycia filmu wideo lub obrazu chronionego prawem autorskim przesłanego za pośrednictwem naszych usług hostingu multimediów lub tweety zawierające linki do materiałów rzekomo naruszających prawo - czytamy w regulaminie.

Wygląda jednak na to, że coś się w temacie zmieniło, bo jak informuje Insider proceder dosłownie kwitnie na Twitterze - jeden z użytkowników przesłał w sobotę cały film Hakerzy podzielony na 49 wpisów, które zebrały ponad 14 tys. polubień i w niedzielę materiały wciąż były dostępne. Inny użytkownik Twittera opublikował Need for Speed w 66 tweetach za pośrednictwem konta o nazwie Need for speed movie, które również można było oglądać całą niedzielę, podobnie zresztą jak japoński film o superbohaterach Kamen Rider Heisei Generations Forever.

W sobotę można było też obejrzeć na Twitterze Szybcy i wściekli: Tokio Drift, ale w tym przypadku moderatorzy zareagowali - materiał udostępniony w sobotę, obecnie nie jest już dostępny i próba obejrzenia skutkuje typowym komunikatem „Ten tweet pochodzi z zawieszonego konta". Mówiąc krótko, pracownicy najpewniej robią, co mogą, ale 50 proc. redukcja zatrudnienia musiała w końcu zebrać żniwa.