Sonda Orion należąca do NASA pomyślnie wykonała jeden z kluczowych manewrów swojej dziewiczej podróży: przelot obok Księżyca, podczas którego zbliżyła się do jego powierzchni na odległość zaledwie 130 km. Było to ważne z kilku powodów, ale przede wszystkim oznaczało krytyczny test dla układu napędowego.

Orion wykonał cztery korekty trajektorii w drodze na Księżyc, co sprawiło, że jego silnik pracował przez 2 minuty i 30 sekund. To dało u odpowiednią prędkość i przygotowało do wejścia na odpowiednią orbitę, żeby okrążyć Księżyc po elipsie.

Dzięki temu w pewnym momencie znajdował się w odległości zaledwie 130 km od powierzchni Srebrnego Globu. Jest to pierwszy tego typu wyczyn w dziejach statków kosmicznych orbitujących wokół Księżyca.

Misja Artemis z kolejnym sukcesem

Następnym manewrem będzie wejście na wsteczną orbitę wokół Księżyca. Orion pozostanie na niej przez około tydzień, aby przetestować różne systemy, w tym naprowadzanie, nawigację, komunikację, zasilanie i kontrolę termiczną. Warto zauważyć, że odległa orbita wsteczna zabierze Oriona na odległość ponad 64 tys. km poza Księżyc. Sonda ma powrócić na Ziemię 11 grudnia.

NASA obiecała, że ujawni więcej szczegółów na temat przelotu i przedstawi aktualizacje ocen po wystrzeleniu rakiety Space Launch System i Exploration Ground Systems (w tym wieży startowej) na specjalnej konferencji prasowej. Wtedy będzie okazja, żeby pochwalić się dokonaniami oraz przedstawić przynajmniej część wyników pomiarów dokonanych dzięki przelotowi Oriona.