Scenariusz przejęcia Disneya przez kogokolwiek wydaje się bardzo niewiarygodny, bo przecież ta wytwórnia trwa od dziesięcioleci i ma na swoim genialne produkcje, zarówno filmowe, jak i animacje. Jednak okazuje się, że nawet taki gigant może mieć problemy finansowe, Disney stracił w przeciągu dwóch lat połowę swojej wartości.

Jeśli obserwujecie branżę filmową to z pewnością wiecie, że niedawno miała miejsce zmiana warty na stanowisku prezesa. Na ten fotel powrócił Bob Iger, który otrzymał kontrakt na dwa lata. Mówi się, że mają one wystarczyć na przeprowadzenie przejęcia przez Apple. Byłaby to jedna z najważniejszych decyzji nowego-starego prezesa, a on sam zapisałby się w dziejach Disneya jako ostatnia osoba pełniąca to stanowisko.

Disney na sprzedaż

Jak podaje serwis The Wrap, jeden z jego informatorów, pełniący wysokie stanowisko w Disneyu, twierdzi, że wbrew pozorom obu firmom jest do siebie bardzo blisko, posiadają one „podobną tożsamość marki" i skorzystałyby na tej fuzji. Żadna ze stron oczywiście nie komentuje tych sensacyjnych doniesień i w rzeczywistości nie wiadomo, czy Apple jest zainteresowany przejęciem.

Wydaje się, że kluczową postacią może tu być właśnie Bob Iger, który od dawna współpracuje z Apple. Wiadomo, że przyjaźnił się on ze Stevem Jobsem, a przed jego śmiercią wspólnie pracowali nad fuzją firm. Od 2011 do 2019 roku Iger zasiadał w zarządzie Apple. Zdecydował się z niego odejść kiedy powstał konflikt interesów wraz z otwarciem platformy Disney+.

Obecna kapitalizacja rynkowa Disneya to 177 mld dol. W porównaniu do Apple z 2,354 bilionów dolarów, to naprawdę niewiele. Zwłaszcza, że wytwórnia straciła prawie połowę swojej wartości w zaledwie dwa lata.