Kilka dni temu po mediach społecznościowych przetoczył się klip, w którym gwiazdy - na czele z Julianne Moore, Scarlett Johansson i Markiem Ruffalo - zachęcają do zagłosowania w zbliżających się wyborach prezydenckich w USA. Autor filmiku to Joss Whedon, reżyser m.in. "Avengersów". Cichym bohaterem produkcji jest Ruffalo, a komentatorzy zza Oceanu przyznali, że choć klip, przynajmniej oficjalnie, ma wydźwięk profrekwencyjny, jest wymierzony przeciwko republikańskiemu kandydatowi - Donaldowi Trumpowi.

Według oficjalnych statystyk, za Oceanem głosuje coraz mniej ludzi. Największy spadek widać wśród osób, które dopiero wkraczają w dorosłość, tzw. "milenialsów". O ile w 2008 roku frekwencja w tej grupie społecznej wyniosła 48,5 proc., o tyle cztery lata później - już tylko 41,2 proc. A mówimy tutaj o wyborach, w których można było zagłosować na idola młodych Amerykanów, a więc Baracka Obamę.

A teraz? "Wybór, który i tak będzie zły", jak żartują mieszkańcy Stanów Zjednoczonych. Z jednej strony Hillary Clinton, która - jak pokazała niedawna debata - jest kompletnie nieatrakcyjnym politykiem dla młodego człowieka: mówiąca dyplomatycznym językiem, obeznana w polityce, ale niekoniecznie charyzmatyczna. Z drugiej - Donald Trump, nieprzewidywalny biznesmen, tyleż skuteczny, co nieokrzesany.

Trudno więc dziwić się, że opiniotwórcze amerykańskie ośrodki próbują przekonać dwudziestoparoletnich wyborców do aktywnego uczestnictwa w politycznym życiu. Jak tłumaczą czołowi publicyści, to grupa, która w największym stopniu może wpłynąć na wynik listopadowych wyborów, obok Latynosów i Afroamerykanów.

Satyryczny portal "Funny or Die", by pobudzić tych młodych ludzi, opublikował właśnie - w ramach kampanii "Everyone Votes" - filmik, w którym Katy Perry przekonuje, że do urn możemy pójść, nawet wyglądając, eufemistycznie mówiąc, nieatrakcyjnie.

Katy Perry Votes Naked from Funny Or Die

Podobnych klipów możemy spodziewać się więcej.