Chciałoby się powiedzieć: a jednak! Kilkanaście dni temu na oficjalnej stronie artysty pojawiła się rozpiska miast (bez dat), które miały być przystankami na trasie koncertowej Marsa. Wśród nazw znalazła się m.in. Łódź. Fani byli pewni występu do tego stopnia, że na Facebooku szybko pojawiły się strony, w których zapisywali się chętni uczestnictwa w wydarzeniu.

W sumie nic wielkiego. To nie pierwszy raz, kiedy muzyk ogłosił jakiś koncert jeszcze przed oficjalnym komunikatem organizatorów. Niedawno podobnie było choćby przy okazji zapowiedzi Radiohead na Open'erze czy występu Foo Fighters, również na największym polskim festiwalu muzycznym (choć ci drudzy zrobili to w mniej oczywisty sposób).

Ale teraz było inaczej, bo... Łódź szybko ze strony artysty znikła. I kiedy wraz z nią zniknęła nadzieja na posłuchanie artysty na żywo, stała się rzecz niespodziewana. Okazało się bowiem, że Bruno Mars jednak w Polsce wystąpi. Tyle że w krakowskiej Tauron Arenie, która powoli staje się ulubioną przez zagranicznych artystów polską halą koncertową. Krakowianie dopiero co otrząsnęli się z najazdu fanek Justina Biebera, a już teraz wiedzą, że w przyszłym roku pod Wawelem pojawią się entuzjaści Ennio Morricone, Aerosmith, System of a Down czy Linkin Park.

Przyszły rok w ogóle zapowiada się wyjątkowo dla fanów muzyki. W Polsce zagrają takie tuzy jak Depeche Mode, Sting, Elton John, Robbie Williams czy Red Hot Chili Peppers. A to - mamy nadzieję - nie koniec wielkich ogłoszeń!