Trylogia braci Wachowskich (a teraz już - sióstr) to bezsprzecznie jedno z najważniejszych wydarzeń w historii kina - nieczęsto zdarza się, by filmy wpłynęły na popkulturę w tak dużym stopniu. Choć "dwójka" i "trójka" - a więc "Reaktywacja" i "Rewolucje" - stały już na znacznie niższym poziomie, a twórcy sprawiali wrażenie zagubionych w swoich wizjach, wciąż nie brakuje fanów, którzy jeszcze raz powróciliby do Macierzy.

Rodzeństwo Wachowskich - mimo propozycji - odmawiało jednak ponownych prac nad swoim flagowym dziełem. Choć potencjał marketingowy "Matrixa" jest niepodważalny, niechęć tłumaczyli faktem, że przygody Neo to historia skończona, niezasługująca na rozwlekanie jej na siłę  (taa, a "Rewolucje" to co?!)

Dyskusje na temat kolejnych części "Matrixa" rozgorzały na nowo po tym, jak Keanu Reeves (odtwórca roli Neo) przyznał, że chętnie znów wcieliłby się w swojego najważniejszego bohatera. Deklaracja padła podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji premiery najnowszej produkcji z udziałem aktora: niezłego filmu "John Wick 2".

Reeves postawił jednak jeden warunek: w reżyserię i pisanie scenariusza musiałyby być zaangażowane siostry Wachowskie. W innym wypadku Macierz nie miałaby sensu. "Kolejny Matrix może i byłby trochę dziwny, ale dlaczego nie?" - komentował rozentuzjazmowany aktor.