Wszystko zaczęło się od kontuzji, której Markieff Morris - gracz Wizards - nabawił się w pierwszej półfinałowej potyczce z Celtics. Każdy, kto choć trochę interesuje się koszykówką (i ogólnie - sportem) wie jak bolesne potrafi być skręcenie kostki:

 

Tymczasem dwa dni po tym incydencie, w kolejnym meczu Wizards z Celtics (przypomnijmy: playoffy w NBA rozgrywa się do 4 wygranych meczów), o kontuzji Morrisa wszyscy zapomnieli - zawodnik biegał, grał, skakał bez nawet najmniejszego grymasu bólu.

To wystarczyło zwolennikom teorii spiskowych, by natychmiast stwierdzić, że po parkiecie nie biegał Markieff Morris, ale... Marcus Morris, jego brat bliźniak, również grający w NBA (tyle że w drużynie z Detroit, która do fazy playoff się nie zakwalifikowała). Zdumiewające podobieństwo braci rozgrzało do czerwoności internautów na całym świecie.

Trudno sobie wyobrazić, jakie sankcje czekałyby braci Morris i drużynę Marcina Gortata, gdyby ta teoria okazała się prawdą. Dlatego my traktujemy domysły raczej z przymrużeniem oka. Współczesna medycyna nie z takimi przypadkami sobie już radziła...