W ilu parkach rozrywki na świecie był pan?

Były ich setki na wszystkich kontynentach. Szczerze mówiąc nigdy tego nie policzyłem.

Który był najlepszy?

Trudno powiedzieć, bo każdy park na świecie ma w sobie coś ciekawego: design, urządzenia, nietypowy pomysł lub rozwiązania. Najbliższy naszemu sercu jest Europa-Park w Rust w zachodnich Niemczech, ponieważ tak jak Energylandia prowadzony jest rodzinnie. Otrzymujemy od nich ogromne wsparcie w wielu kwestiach a także pomoc w szkoleniu pracowników.

Które atrakcje wspomina pan jako najciekawsze?

Najciekawsze dla mnie są roller coastery drewniane. Fascynuje mnie ich złożona konstrukcja. Technologicznie bywają bardziej zaawansowane niż te stalowe, oldschoolowa została tylko konstrukcja. Ale klasyka jest najpiękniejsza i ponadczasowa.

Któryś szczególnie zapadł panu w pamięć?

Bardzo lubię Wildfire w szwedzkim parku Kolmården Wildlife.

To czemu podobnego jeszcze nie ma w Energylandii?

Uchylę rąbka tajemnicy – drewniany roller coaster powstanie w Energylandii w 2020 r. To będzie spełnienie moich marzeń. Na razie wielkim sukcesem jest Hyperion – wyjątkowy, bo najwyższy i najszybszy w swojej kategorii mega coaster w Europie. To indywidualny projekt robiony na zamówienie, zrealizowany we współpracy ze szwajcarską firmą Intamin.

Kiedy wraz z żoną rozpoczynaliśmy budowę Energylandii marzyłem o podobnym roller coasterze. Wyliczyłem wówczas, że będzie nas na niego stać za 20 lat. Jednak los był dla nas łaskawy i wybudowaliśmy go już po czterech.

Skąd pomysł na Energylandię?

W pewnym momencie życia prowadziłem kilka świetnie prosperujących firm jednocześnie. Głównym źródłem dochodów była firma, w której zajmowaliśmy się produkcją spodów obuwniczych, czyli podeszw. Ciężko pracowałem, bo wszystko, czym się zajmuję, staram się robić najlepiej jak potrafię. Jednak w natłoku zajęć zauważyłem, że nie mam czasu dla rodziny, że męczy mnie wykonywanie codziennie tych samych czynności. Pewnego dnia przyszedłem bardzo zmęczony do domu, żona usiadła obok mnie i powiedziała ,,Sprzedaj to!”. Pierwszą moją reakcją był  śmiech, bo jak można sprzedać świetnie prosperującą firmę, która jest naszym głównym źródłem utrzymania? Jednak po chwili uświadomiłem sobie, że nie boję się zacząć od nowa. Sprzedałem wszystko, zyskując mnóstwo czasu dla rodziny. Bez pomysłu na przyszłość wypożyczyliśmy campera i postanowiliśmy zwiedzić Europę. Jednym z naszych przystanków był włoski park rozrywki. Siedząc na ławce i obserwując jedną z atrakcji, moje dzieci zadały pytanie: ,,Tatusiu, dlaczego u nas w Polsce nie ma takiego parku?”. Wtedy poczułem, że właśnie to jest przyszłość, o której ja, moja żona i dzieci możemy wspólnie marzyć, i którą możemy wspólnie tworzyć.

Jak wybiera pan atrakcje do swojego parku?

Na początku wspólnie z dziećmi wybieraliśmy i testowaliśmy urządzenia w innych parkach rozrywki. Pierwsze projekty były po prostu naniesieniem na mapę tych urządzeń. Kolejnym krokiem było poszukiwanie producentów spełniających odpowiednie kryteria dotyczące najwyższej jakości, niezawodności i zapewniających najwyższy stopień bezpieczeństwa, a następnie planowanie wizualne, czyli komputerowa symulacja nowej przestrzeni parku. Szybko jednak okazało się, że nowo otwarty park cieszył się tak dużym zainteresowaniem gości, że musieliśmy w pośpiechu planować rozmieszczanie kolejnych atrakcji. Dziś naszymi projektami zajmują się profesjonaliści. Na świecie są cztery wiodące firmy: holenderska Vekoma, niemiecka MACK Rides oraz szwajcarskie Bolliger & Mabillard i Intamin. Do tej pory kupowaliśmy gotowe projekty roller coasterów, ale od niedawna stać nas już na przygotowywane indywidualnie dla nas modele jak Formuła Roller Coaster, Jungle Adventure czy Mega Coaster Hyperion.

Jakie atrakcje cieszą się największą popularnością?

Zdecydowanie roller coastery. Zresztą dążymy do tego, by być parkiem roller coasterów i mieć ich najwięcej na świecie. W Europie najwięcej ma Europa Park – 13, a na świecie Six Flags Magic Mountain w Kalifornii – 19. W Energylandii jest obecnie 12 roller coasterów, w tym flagowe Hyperion, Speed Water Coaster, Boomerang, Formuła, Mayan, Dragon RMF i Energuś.

Marek GoczałMarek Goczał Tomasz Koscielny

Czy są atrakcje, których zakupu pan żałuje?

Żałuję to za dużo powiedziane. Ne jestem do końca zadowolony z urządzeń, które obracają się wokół własnej osi. Uważam, że są przeznaczone do obwoźnych lunaparków i docelowo takie urządzenia chcemy wycofywać lub zamieniać na inne.

Jak wygląda pana „typowy dzień pracy”?

Na pewno nie jestem fanem spędzania czasu w biurze. Każdego dnia szczegółowo doglądam parku – to bardzo ważne prowadząc taki biznes. Codziennie przemierzam cały park przynajmniej kilka razy.

A ile razy musi pan przejechać się na atrakcjach parku?

Staram się jeździć najczęściej jak to jest możliwe. Każdą atrakcja przejechałem setki razy. Testuję też w innych parkach rozrywki wszystkie urządzenia podobne do tych planowanych u nas, a później przed oddaniem do użytku gości w Energylandii, osobiście sprawdzam jakość wrażeń.

I jakie są ich wrażenia?

Stopień zadowolenia wynosi 98%, czyli jest nieźle. Goście zarówno wchodzą, jak i wychodzą z uśmiechem na twarzy. Co trzeci deklaruje chęć odwiedzin Energylandii jeszcze w tym samym sezonie, rośnie zainteresowanie biletami całorocznymi. Podczas naszych badań sprawdzamy m.in. czas wyjścia z parku (większość opuszcza nasz Park w ostatniej godzinie), jak i zainteresowanie poszczególnymi atrakcjami (aż ¾ korzysta z roller coasterów, jednak trzeba zaznaczyć, że jest bariera minimalnego wzrostu lub wieku, co wyklucza osoby za niskie czy za młode). Najpopularniejszy jest Coaster Hyperion, drugi w kolejności okazał się Speed Water Coaster (w kategorii wodnych roller coasterów najwyższy i najszybszy na świecie). Wnioski nasuwają się same. Nasi goście upodobali sobie nowości, jednak ogromną popularnością cieszy się także ultraszybki Roller Coaster Formuła z wyrzutem magnetycznym, który pozwala przyspieszyć do 100 km/h w zaledwie 2-3 s. Formuła to tak zwany launch coaster, który jest konstrukcją prototypową, stworzoną na potrzeby Energylandii. Co ciekawe na Formule doznajemy zarówno przeciążeń dodatnich, jak i ujemnych (od -1 do 4 G).

Czy klienci narzekają na kolejki do atrakcji? Może to czas na wprowadzenie opasek „priority” za dodatkową opłatą, by omijać kolejki?

W porównaniu z europejskimi parkami, u nas naprawdę nie ma kolejek. W okresach takich jak kwiecień, wrzesień i październik swobodnie można korzystać ze wszystkich atrakcji bez jakichkolwiek kolejek. Nasza przepustowość to już 30 000 osób na godzinę. Nie planujemy wprowadzenia opasek typu „fast pass”.

Jakie ma pan w głowie pomysły na kolejne atrakcje?

W planach mamy rozbudowę Energylandii do 150 hektarów. Aktualnie mamy blisko 30 hektarów, ale jesteśmy już w trakcie rozbudowy o tzw. Smoczy Gród. Chcemy także rozbudować mocno infrastrukturę komunikacyjną, czyli drogi wewnętrzne dla pojazdów i ciągi piesze, chodniki, aleje, parkingi oraz hotele. Już teraz na ulicy granicznej oddzielającej obecny Park Energylandia w mieście Zator od Przeciszowa, gdzie powstaje Smoczy Gród, wybudowane zostały podziemne tunele, które służyć będą komunikacji z nowym obszarem rozrywki.

Czy planują państwo podnieść ceny? Na tle europejskiej konkurencji bilety do Energylandii są tanie.

Nigdy nie osiągniemy europejskich cen. Podwyżki w przyszłości na pewno będą, lecz nieznaczne uzależnione od rosnących kosztów lub inwestycji. Najwyższa jakość musi kosztować, ale musi być także przystępna dla naszych gości.