W Anglii kalosze nazywa się zwykle wellingtonami (Wellington boots lub wellys), choć słynny zwycięzca spod Waterloo nigdy gumiaków nie nosił. Ale po kolei.

Arthur Wellesley (bo takie nazwisko nosił pierwszy książę Wellington) był brytyjskim oficerem. Zanim zdobył sławę na polach bitew, znany był z tego, że przywiązywał dużą wagę do stroju. Do tego stopnia, że za siodłem miał specjalną torbę na czyste ubranie, bo bitwa, nie bitwa, przebrać się trzeba. Jego żołnierze – za plecami, oczywiście – nazywali go „Pięknisiem”. Nic dziwnego więc, że miał własnego szewca, Hoby’ego z londyńskiej St. James Street. Poprosił go, by przygotował dla niego specjalne buty wzorowane na tych, które nosili kawalerzyści z Hesji. Miały się sprawdzać podczas jazdy konnej, ale też elegancko wyglądać na mniej formalnych spotkaniach (zapewne w torbie za siodłem nie było już miejsca na buty na zmianę).

PRZECZYTAJ TEŻ: Historia jednego przedmiotu: lody w wafelku

Hoby uszył z cielęcej skóry buty sięgające mniej więcej do połowy łydki, lepiej przylegające do nogi, bez zdobnych obszyć i z niskim obcasem (ok. 2,5 cm). W 1815 r. po wygranej bitwie pod Waterloo Wellington, który już wcześniej cieszył się sławą dzięki zwycięstwom w Indiach, Hiszpanii czy Portugalii, teraz stał się mega-hiper-super-celebrytą. Takim Nawałką po awansie reprezentacji na mundial. A raczej Maradoną po zdobyciu Pucharu Świata w 1986 r. W końcu Napoleona nazywano bogiem wojny, a on tego boga pokonał. Więc wszyscy Brytyjczycy chcieli być jak Wellington. I gdy zobaczyli, jakie buty nosi, zaczęli zamawiać u szewców podobne (swoją drogą, dziś z idolami jest przecież identycznie). I tak ten rodzaj butów nazwano wellingtonami (osoby z pokoleń między czasami napoleońskimi a generacją Z pewnie pamiętają beatles buty i rollingstonki). Na fali wielkiej popularności pogromca Bonapartego został premierem, później postawiono mu pomnik, na jego cześć nazwano też niezliczoną liczbę ulic, pancernik „Iron Duke” i osadę w Nowej Zelandii, która została stolicą kraju. A także wołowinę a’la Wellington, choć tu akurat niektórzy wskazują, że skojarzenie mogło być pośrednie i potrawa zyskała nazwę od kaloszy wellingtonów. No właśnie, bo gdzieś nam umknęły gumowe buty. Wellington nosił wszak obuwie z cielęcej skóry.

Arthur Wellesley
(1769-1852).
Bardziej znany jako
Wellington. Zamówione
przez niego
buty dały początek
kaloszom, a w Ameryce
- po przeróbkach - powstały
z nich popularne
kowbojki.Arthur Wellesley (1769-1852). Bardziej znany jako Wellington. Zamówione przez niego buty dały początek kaloszom, a w Ameryce - po przeróbkach - powstały z nich popularne kowbojki. TA0RCK

Wynalazek Goodyeara

W czasach Wellingtona bogaci mieli buty skórzane, a biedni drewniaki lub bose stopy. Wszystkich zaś łączyło jedno – przemoczone nogi w czasie ulew. Znano już kauczuk, który wody nie przepuszczał, więc próbowano z niego robić buty lub choćby osłony, jednak ten materiał w niskich temperaturach kruszył się, a w wysokich przyklejał się do stóp lub z nich spływał.

Zaradzić temu postanowił Amerykanin Charles Goodyear i przez 10 lat poświęcił wszystko, by stworzyć gumę, która zachowa swoje właściwości w różnych temperaturach. W 1834 r. dodał do niej kwas azotowy. Guma po zastygnięciu była gładsza i nie przyklejała się do ciała. Goodyear już liczył zyski, bo bostońska poczta zamówiła u niego torby dla listonoszy, ale kiedy nadeszły upały, torby się porozciągały i przestały nadawać do użytku. Wynalazca wrócił do pracy. W 1839 r. zmieszał gumę z siarką i to był strzał w dziesiątkę. Pięć lat później uzyskał patent na gumę wulkanizowaną. Można było szukać zastosowań wynalazku.

W 1853 r. Anglik Hiram Hutchinson kupił od Goodyeara prawa patentowe do produkcji gumowych butów i otworzył we Francji pierwszą fabrykę kaloszy . A l’Aigle. W kraju, gdzie 95% mieszkańców nadal chodziło w drewniakach, gumowe buty szybko się przyjęły, a firma jako Aigle (orzeł) istnieje do dziś.

W 1856 r. Amerykanin Henry Lee Norris również odkupił prawo do patentu i swoją produkcję rozpoczął w Szkocji. Jego firma zarejestrowana jako North British Rubber Company zaczęła wytwarzać gumowe kalosze wzorowane na skórzanych butach Wellingtona. Wkrótce nazwa wellingtonki przylgnęła do gumiaków na dobre.

Sam Goodyear tego nie doczekał, bo zmarł w 1860 r., i trzeba dodać, że mimo swoich wynalazków odszedł w nędzy, a znana firma oponiarska nigdy nie należała do niego – została tylko nazwana na jego cześć.

Zielone huntery

Gdy wybuchła Wielka Wojna, nam znana jako I wojna światowa, i gdy żołnierze utknęli w okopach, brytyjskie dowództwo pilnie potrzebowało dla nich butów, które sprawdzą się w błotnistych warunkach. Zamówiono je w znanej już nam North British Rubber Company. Zakłady pracowały dzień i noc, dostarczając żołnierzom 1 185 036 par gumiaków.

PRZECZYTAJ TEŻ: Historia jednego przedmiotu: soczewki kontaktowe

II wojna światowa to znów gigantyczny wzrost zapotrzebowania, a więc i produkcji. Jednak przełom modowy nadszedł w 1955 r. Założona przez Norrisa firma wypuściła model Green Hunter – kalosze wyjątkowe, bo nie czarne, a zielone. Najbardziej spodobały się brytyjskiej arystokracji mającej wiejskie posiadłości. Do tego stopnia, że do dziś na ludzi z wyższych sfer mieszkających na brytyjskiej wsi mówi się „Green Welly Brigade”, czyli Brygada Zielonego Kaloszka. Producent stworzył też specjalny model Royal Hunter Wellington dla rodziny królewskiej. Z czasem model Hunter stał się tak popularny, że kalosze zaczęto po prostu nazywać hunterami a w końcu sama North British Rubber Company zmieniła w 2006 r. nazwę na Hunter Boot Ltd.

Książę William w zielonych hunterach.Książę William w zielonych hunterach. Julian Parker / UK Press via Getty Images

Swojskie pepegi - skąd się wzięła ta nazwa?

Do Polski kalosze trafiły dość szybko. I to w dwóch wersjach – jako gumowe buty z cholewami, czyli wellingtonki, oraz jako osłonki wsuwane na but. Te drugie zwano z francuska galoszami (od galoches, czyli osłon na obuwie, pierwotnie robionych z drewna), stąd nazwa „kalosze” dla całego gumowego obuwia, gdyż francuski był językiem salonów.

W 1923 r. grupa fachowców z branży gumowej utworzyła w Grudziądzu przedsiębiorstwo pod nazwą Polski Przemysł Gumowy Towarzystwo Akcyjne w Grudziądzu, w skrócie PePeGe. W ciągu pierwszych sześciu lat firma stała się jedną z największych tego typu w Europie, a jej gumowe buty reklamowano nazwą firmy, więc w powszechnej świadomości zaistniały jako pepegi. Po wojnie znacjonalizowane przedsiębiorstwo przemianowano na Stomil, ale nazwa „pepegi” już zdążyła się utrwalić.

Na koniec ciekawostka. W Związku Radzieckim, gdzie królowały filcowe walonki, po połączeniu ich z gumą stworzono gumofilce, które stały się symbolem walki z kapitalizmem. Gdy do władzy doszedł Nikita Chruszczow, kapitalistyczne (i droższe) skórzane buty na cztery lata zniknęły z rynku. W latach 1961-1964 gumiaki w ZSRR rządziły niepodzielnie.