Komiksowy człowiek pająk słynął m.in z chodzenia po ścianach, nadludzkiej siły, kondycji, zręczności i walki wręcz. Potrafił jeszcze wystrzeliwać sztuczną pajęczynę, ale takie sztuczki to tylko u Marvela. Ponadto w prawdziwym wspinaczkowym życiu za tego typu zagrywkę zostałby zdyskwalifikowany. Tu żadne nadprzyrodzone umiejętności nie wchodzą w grę

Wspinanie się, a żeby być bardziej precyzyjnym – bieganie po pionowych ścianach w oszałamiającym tempie – to dyscyplina dla najbardziej wszechstronnych ściankowych „superbohaterów”. Wygrywają ci, którzy są mieszanką wybitnych przedstawicieli różnych dyscyplin. Trzeba mieć turbodoładowanie w nogach w stylu Usaina Bolta, dysponować atomowym wyskokiem jak Adam Małysz, a najlepiej jeszcze niebywałą sprawnością ruchową niczym legendarna gimnastyczka Nadia Comaneci.– Trzeba to wszystko połączyć w jedno, żeby być szybkim na pionowej ścianie. Sama siła nic nie da, tak samo jak zwinność bez mocy zda się na niewiele. To jest sport mocno techniczny, ale z dużą dozą siły i sprawności ogólnej, koordynacji mięśniowej. Idealny speedclimber jest jednocześnie lekki, smukły, zwinny i szybki, ale też bardzo silny – wyjaśnia 26-letni Marcin Dzieński z Tarnowa. To mistrz świata i aktualny mistrz Europy we wspinaczce na czas oraz nasza nadzieja na nadchodzące igrzyska olimpijskie w Tokio, gdzie wspinaczka dopiero zadebiutuje w programie imprezy. 

Magiczne 6 sekund 

– Wszystko zaczęło się u dziadka w sadzie. Miałem kilka lat i moją ulubioną zabawą stało się chodzenie po drzewach. Pamiętam, że najbardziej upodobałem sobie śliwę. Była rozłożysta i miała mocne gałęzie. Rodzice się bali? Chyba nie. Pewnie widzieli, że całkiem dobrze sobie radzę. Od dziecka byłem aktywny. Trudno mi było wysiedzieć w jednym miejscu – opowiada Dzieński. – Jak dorastałem, to próbowałem różnych sportów: piłki nożnej, karate, dżudo, akrobatyki, jeździłem też na BMX-ie. Jakoś tylko te wszystkie aktywności prędzej czy później mi się nudziły. 

Marcin Dzieński
na co dzień trenuje
na ściance Klubu
Uniwersyteckiego
AZS Państwowej
Wyższej
Szkoły Zawodowej
w Tarnowie.Marcin Dzieński na co dzień trenuje na ściance Klubu Uniwersyteckiego AZS Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnowie. Lukas Nazdraczew

2004 r. W ramach akcji „Lato w mieście” 11-letni Marcin zapisuje się z kolegą do sekcji wspinaczkowej w klubie MKS Pałac Młodzieży w Tarnowie. Po kilku miesiącach kolega rezygnuje, Marcin trenuje dalej. Ćwiczy głównie ze starszymi zawodnikami i zdobywa coraz większe doświadczenie. Ciężka praca przekuwa się na sukcesy krajowe i zagraniczne. Jako uczeń technikum geodezyjnego może pochwalić się już dwukrotnym wicemistrzostwem świata juniorów. 

– We wspinaczce rywalizuję sam ze sobą. Zamykam się w swoim świecie i daję z siebie wszystko, co najlepsze – mówi. Obecnie jest rekordzistą kraju w biegu na 15-metrową ścianę. Stara się podkreślać „w biegu”, bo tę pionową trasę pokonuje na pełnej prędkości. Oczywiście zawodnicy są asekurowani specjalną linką, ale ona w żaden sposób nie pomaga ani nie ciągnie ich w górę. 

– Jest to wysiłek beztlenowy. Wszystko dzieje się tak szybko, że czasami nie pamiętam samego startu. Gdy zjeżdżam już ze ściany, serducho bije jak oszalałe. Tętno przekracza 160 uderzeń na minutę – wyjaśnia Dzieński. 

Autorem układu chwytów na 15-metrowej ścianie jest Francuz Jacky Godoffe. Pojedyncza trasa składa się z 20 chwytów i 11 stopni. Wszędzie ułożone są identycznie. Ściana jest odchylona o 5 stopni od pionu. 

– Owszem, układ na ścianach jest taki sam, ale nie ma czegoś takiego jak dwie identyczne ścianki. Każdy kamień można nieco inaczej uchwycić, co może dać lub zabrać setne części sekundy. Poza tym dochodzi psychika. To zawsze jest inne miejsce, inne punkty odniesienia, pogoda, wilgotność, jakieś mikroskopijne różnice w wyczuciu chwytów. Przy tak niewielkich różnicach czasów ma to kolosalne znaczenie – tłumaczy Dzieński. – Najbardziej lubię ścigać się na ściance w Chamonix we Francji. Zawsze jest tam mnóstwo kibiców oraz piękne otoczenie – góry, słońce, wspaniała energia. Taki klimat daje mi pozytywnego kopa. Uwielbiam ścigać się na zawodach, gdzie jest tłum ludzi, gorąca atmosfera, gdy czuję doping – dodaje.

Na ścianie miesiące
przygotowań
trzeba skumulować
w kilka sekund.
Jak zrobisz falstart,
to do widzenia.Na ścianie miesiące przygotowań trzeba skumulować w kilka sekund. Jak zrobisz falstart, to do widzenia. Marcin Kin

Zawody Pucharu Świata, MŚ czy ME są podzielone na dwie rundy. W kwalifikacjach zawodnicy biegną dwa razy. Do kolejnej fazy przechodzą ci z najlepszymi czasami. W finałach starty rozgrywane są w systemie pucharowym – szybszy zawodnik przechodzi dalej. Poziom jest niesamowicie wysoki. Cel: wbiec na szczyt w czasie poniżej 6 sekund. We wspinaczce czasowej to magiczna bariera. Przekraczają ją tylko najlepsi na świecie, którzy marzą o prestiżowych osiągnięciach. To oznacza, że wspinacz osiąga w pionie prędkość 2,5 m/s. Życiówka Dzieńskiego wynosi 5,76 s, zaś rekord planety należy do Irańczyka Rezy Alipoura, który uzyskał kosmiczne 5,48 s! Mówi się, że to już maksymalnie wyśrubowane osiągnięcie, niemożliwe do pobicia. Coś w rodzaju rekordu Bolta na 100 m, który 11 lat temu pomknął w 9,58 s. 

Marzenia o Tokio 

– Kocham rywalizację, a jeszcze bardziej wygrywanie. To jest jak narkotyk. Największą nagrodą jest dla mnie bycie na podium i słuchanie Mazurka Dąbrowskiego. Od początku marzyłem, żeby wspinaczka weszła do programu igrzysk olimpijskich. Odkąd ogłoszono to oficjalnie, myślę tylko o jednym – złotym medalu na swojej szyi – opowiada. 

Dzieński wciąż walczy o kwalifikację do Tokio. Najbliższa okazja do jej uzyskania już pod koniec marca – podczas mistrzostw Europy. Aby marzyć o zdobyciu medalu, trzeba być nie tylko superszybkim wspinaczem, ale też całkiem niezłym w boulderingu (trudne drogi wspinaczkowe do 5 m, bez asekuracji) i prowadzeniu (wspinanie z liną, drogi mają około 30 m, punktowany jest każdy chwyt), czyli trójboju. Na IO kwalifikuje się 20 mężczyzn i tyle samo kobiet. Najlepszy okres w karierze Dzieńskiego przypadł na sezon 2016. W paryskiej hali Bercy po niezwykle emocjonującej walce, zdobył upragniony tytuł mistrza świata. W wielkim finale zmierzył się z „perskim leopardem” Rezą Alipourshenazandifarem. Dzieński bezlitośnie wykorzystał poślizgnięcie rywala i po 5,83 s dotknął przycisku na szczycie ściany. Był pierwszym Polakiem, który sięgnął po ten laur w tej dyscyplinie. Oprócz zdobycia mistrzostwa świata aż trzy razy z rzędu triumfował w zawodach Pucharu Świata. Do tej pory taka passa nie zdarzyła się żadnemu innego zawodnikowi. 

Marcin Dzieński ścigał się z superszybką windą w Centrum Olimpijskim
w Warszawie. Pokonanie 23 metrów zajęło mu 12,12 s. Czasu drugiej na mecie
windy światowe agencje nie podają.Marcin Dzieński ścigał się z superszybką windą w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Pokonanie 23 metrów zajęło mu 12,12 s. Czasu drugiej na mecie windy światowe agencje nie podają. Marcin Kin

Człowiek kontra maszyna 

W ramach popularyzacji nowych dyscyplin olimpijskich Dzieński wziął udział w niezwykłym eksperymencie, jakim był wyścig z… windą w siedzibie PKOl w Warszawie. Pojedynek był bardzo wyrównany. Elektryczny rywal przekraczał 2 m/s, czyli prędkość, z jaką poruszają się najlepsi wspinacze na czas. Ostatecznie górą był Spider-Man z Tarnowa. Czas, jaki uzyskał, to 12,12 s. 

– Na co dzień rywalizuję na 15-metrowej trasie, a teraz miałem do pokonania aż 23 m, czyli wysokość szóstego piętra. Do tego ściana była śliska jak szklanka – opowiada Dzieński. – To była walka z samym sobą, żeby cisnąć do końca, mimo iż pod koniec ze zmęczenia nie czułem już rąk. Zazwyczaj na treningach biegam te przepisowe 15 m i moje ciało jest przystosowane właśnie do takiego wysiłku, a tutaj miałem jeszcze 8 m do pokonania, a to jest przecież dla mnie około 50% więcej dystansu niż standardowo. Winda okazała się wymagającym przeciwnikiem. Była podświetlona, więc kątem oka widziałem, jak mnie w pewnym momencie doganiała, na szczęście miałem jeszcze siłę, żeby przyśpieszyć i dać z siebie wszystko na finiszu. W końcówce włączyłem turbodoładowanie i wygrałem o włos. I dodaje: – Jestem wielkim fanem takich eksperymentów. Wspinaczka sportowa będzie na igrzyskach i najwyższa pora przybliżać ją kibicom, zwłaszcza że Polacy odnoszą sukcesy w tej dyscyplinie sportu. W ostatnich trzech mistrzostwach świata w „czasówkach” zdobyliśmy aż cztery medale. To naprawdę znakomite wyniki, a konkurencja przecież nie śpi. Poziom sportowy na świecie podnosi się praktycznie z miesiąca na miesiąc, więc trzeba mieć warunki i bardzo ciężko trenować, by się dalej rozwijać i rywalizować o najwyższe cele. 

Jak wygląda trening speedclimbera? 

Sprint po ścianach to tak naprawdę lekkoatletyczna dyscyplina, którą można porównać do sprintu po ziemi. Treningi też są bardzo podobne. Dużo czasu trzeba spędzić na siłowni, płotkach, drążkach, wykonywać zajęcia skocznościowe. Trzeba mieć też mocno rozwinięte górne partie mięśni. We wspinaczce czasowej przygotowanie fizyczne to absolutna baza. Zawodnicy dużo czasu spędzają na siłowni, gdzie wypracowują moc, ale wykonują też dużo ćwiczeń specjalistycznych, które poprawiają zwinność i szybkość. 

– Wszystko jednak w połączeniu z siłą. Zdarzają się naprawdę hardkorowe treningi z poważnymi obciążeniami. W pełnym przysiadzie na sztandze dźwigam 150 kg, a w martwym ciągu 170 kg. W najcięższym okresie mój tygodniowy plan treningowy wygląda następująco: cztery siłownie, cztery jednostki piometryczne, czyli zajęcia skocznościowe, oraz cztery treningi na ścianie. A poza tym sporo sobie urozmaicam: jeżdżę na rowerze, chodzę na boks i próbuję innych konkurencji wspinaczkowych. W naszym sporcie duże znaczenie ma technika. Ułożenie rąk, praca nóg, przeskoki na chwytach. Wszystko to wypracowuje się na treningach na ścianie – mówi Dzieński. 

Przygotowanie fizyczne to jedno, ale ogromne znaczenie odgrywa również psychika. Odporność na stres przed wysiłkiem, który trwa zaledwie kilka sekund, gdzie nie ma miejsca na choćby najmniejszą pomyłkę, czasami jest ważniejsze od mocnych mięśni. Niektórzy nawet oceniają, że 20% to przygotowanie fizyczne, a 80% to mocna psychika. – Trzeba te miesiące przygotowań skumulować w kilka sekund. Jak zrobisz falstart, to do widzenia. Udźwignięcie tej presji nie jest proste – mówi Dzieński. 

Wspinaczka stylem życia 

W Polsce powstają kolejne kluby ze ściankami wspinaczkowymi. Cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Dla wielu fanów tej aktywności fizycznej to coś więcej niż sposób na spędzenie wolnego czasu, to już styl życia. 

– Ścianki są o wiele lepsze od siłowni. Wspinając się, rozwijamy całe ciało, łańcuchy mięśniowe. Poprawiamy też stabilizację stawów, kręgosłupa. Wspinanie się poprawia również gibkość. Szczególnie polecam ten sport dzieciom w wieku szkolnym, które przykurczone i zgarbione spędzają w ławce po kilka godzin dziennie. Treningi na ściance budują również wydolność oddechową, ogólną sprawność, koordynację i siłę, a także poprawiają metabolizm, pomagają w walce z otyłością, ale przede wszystkim są świetną zabawą – zachęca Dzieński.