Jak długo pan się tym zajmuje?

Od trzech lat.

Skąd wziął się pomysł?

Spotykałem się często z kobietami prywatnie. Umawiałem się przez różne portale. Również na seks. W końcu mój kolega rzucił pomysł: „Ty się ciągle spotykasz, masz podejście do kobiet, spróbuj za pieniądze”. Przez kilka miesięcy ten temat wracał w rozmowach i w końcu stwierdziłem: „Czemu nie?”.

Jak się zaczyna?

Są portale, choćby ten, na którym pan mnie znalazł. Ogłoszenie kosztuje grosze – 50 zł za trzy miesiące. Kilka zdjęć, opis i to wszystko. Pięć minut i konto założone.

Ile pan czekał na pierwszy telefon?

Z poważną propozycją?

Niekoniecznie.

To był już następnego dnia. A poważny w ciągu tygodnia. Zadzwoniła dziewczyna, że jest z koleżanką i szukają pana, by do nich dołączył.

Dwie dziewczyny szukają faceta do trójkąta i jeszcze chcą za to zapłacić?

Tak bywa. Ale wiele osób tylko zawraca głowę. Dzwonią mężczyźni, którzy chcą się wymieniać zdjęciami albo chcą moje nagie foty. Po prostu zabieranie czasu. Mnóstwo tego. Na początku konkretnych telefonów było mało. Wszystko zaczęło się kręcić, gdy zmieniłem ogłoszenie i napisałem, że spotykam się z parami. Z tym że zaznaczam, iż jestem w 100% heteroseksualny. Są panowie, którzy próbują podpytywać: „A jak przypadkiem się zetkniemy tymi… częściami ciała?”. Mówię: „W trójkę w łóżku może tak się zdarzyć przez przypadek, ale jeśli zobaczę, że coś kombinujesz, to po prostu się ubieram, wychodzę, dziękuję, do widzenia”. Nie ma żadnej gadki, że to się więcej nie powtórzy. Już po rozmowie wyczuwam, że niektórzy niby szukają pana dla partnerki, ale widać, że mężczyzna jest biseksualny i chciałby spróbować. Wtedy mówię: „Dzwoń do kogoś, kto się tym zajmuje, poszukaj pana bi albo geja, bo są takie ogłoszenia”.

Wielu facetów dzwoni tylko po ty, żeby pogadać. Udaje taki, że jest w parze, i pyta: „A powiedz, jak byś to robił z moją żoną, od czego byście zaczęli? Jak byś ją rozbierał?”. Mówię: „Słuchaj, jeśli chcesz sekstelefonu, to biegnij do kiosku, kup mi doładowanie za stówkę i mogę ci opowiadać [śmiech]”.

A kobiety też tak zawracają głowę?

Nie. Panie dzwonią: „Jestem w delegacji, w hotelu, czy możemy się spotkać?”. Z tym że to zdarza się rzadko. Wcześniej sądziłem, że będą same kobiety dzwoniły, a głównie dzwonią panowie i szukają kogoś dla żony, dla dziewczyny. Na 10 telefonów są ze dwa od kobiet, a reszta to np. pan siedzi w Anglii, żona tutaj; inny jeździ na tirach, nie chce, żeby żona szukała facetów na mieście, żeby po klubach pokazywała się z innymi. Dogadują się więc, że znajdzie jej pana, który będzie z nią robił to, co on powinien robić. Tylko dyskretnie.

Czy to są umowy na dłuższy czas?

Tak. Ale wśród telefonów od facetów 80% jest od tych, którzy chcą pierwszy raz spróbować trójkąta. I co mnie zaskoczyło, to najczęściej mężczyźni namawiają swoje kobiety na takie spotkanie. Dzwoni pan, że wylatuje z Krakowa, będzie w Warszawie w weekend i chce się spotkać, bo szuka kogoś dla żony, ale najpierw chciałby mnie poznać, porozmawiać, a dopiero później przyjechać z partnerką. Umawiamy się na kawę w miejscu publicznym. Przeważnie się dogadujemy… To znaczy zawsze się dogadujemy. I za jakiś tydzień, dwa przyjeżdżają odwiedzić rodzinę w Warszawie albo biznesowo lub pozwiedzać. I wtedy jest wynajęty apartament w hotelu.

Czy pan wcześniej widzi te kobiety? Może się przecież okazać, że klientka kompletnie nie jest w pana typie.

Gdy już ustalamy szczegóły, pytam o wiek partnerki. Nie spotykam się na siłę, byle tylkozarobić pieniądze, bo mam też zwykłą pracę. To nie jest moje jedyne źródło dochodu. Traktuję to raczej hobbystycznie. Uwielbiam seks, lubię to robić w większym gronie – z dwiema kobietami, z trzema, nie przeszkadzają mi mężczyźni w łóżku, o ile mnie nie dotykają.

Rozumiem więc, że nie ma kogoś takiego jak młoda kobieta nie w pana typie?

Młode kobiety są zawsze piękne. A tak poważnie, staram się podpytać rozmówcę o partnerkę. Jak ktoś mi mówi, że nadwaga, że duża kobieta, to odmawiam. Ja jestem szczupły i źle bym się czuł, kochając się z kobietą, która waży 90 czy 100 kg.

A była taka sytuacja, że już na miejscu musiał pan odmówić?

Nie. Z moimi klientami jest tak, że zanim się spotkamy, to często ponad pół godziny rozmawiamy przez telefon. I takich rozmów bywa kilka. Jednego dnia dzwonią i o coś wypytują, po tygodniu znów o coś, bo im się przypomni…

A o co najczęściej pytają?

Mężczyźni chcą wiedzieć, jak to się odbywa, czy mają przy tym być, czy nie. Mówię: „To zależy od ciebie. Jeśli chcecie trójkąta, to muszą być trzy osoby”. Facet dopytuje, czy ma obserwować, czy od razu dołączyć. Tłumaczę, że takie rzeczy wychodzą naturalnie. Ja takim parom proponuję najpierw spotkanie w hotelowej restauracji. Rozmawiamy, poznajemy się i gdy idziemy do pokoju, to oni już czują się swobodniej. Jeśli wynajmujesz apartament i ktoś wpada: „Puk, puk, dzień dobry, przyszedłem zrobić robotę”, to kobieta jest zestresowana, bo jak mówiłem, 80% to ludzie, którzy są pierwszy raz w trójkącie. Bywa, że dzwoni facet, który miał np. w młodości przygodę z kolegą i koleżanką i teraz chciałby to z żoną powtórzyć. Ostatnio zadzwonił chłopak, mówi, że są 10 lat po ślubie, wszystko im się układa, ale w łóżku… no, gabarytowo jest bardzo, bardzo mały. I chciał, żeby ktoś za niego to zrobił, zwłaszcza że żona chciałaby bardzo ostro, a on jak robi to ostro, to momentalnie kończy, więc ona nie ma z tego przyjemności. Zdecydowali się na spotkanie ze mną. Długo wcześniej rozmawialiśmy. On na początku chciał, byśmy zrobili to we trójkę, potem doszedł do wniosku, że czułby się źle, widząc, że ona podnieca się ze mną. Więc radzę mu: „To sobie odpuść, bo nikt nie chce awantur”. A różnie mężczyźni reagują. Za parę dni on dzwoni, że przemyślał sobie i że on pójdzie z nami do hotelu, zje z nami kolację, a potem jego żona pójdzie ze mną do pokoju…

A on będzie na dole obgryzał paznokcie?

Poprosił tylko, że jak będzie dzwonił, to żeby ona odebrała telefon, bo chce wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Chce mieć taki kontakt raz na pół godziny.

Co pół godziny? To ile trwa spotkanie?

Jeżeli jest z kolacją, to przeważnie godzinę, półtorej rozmawiamy, później mniej więcej półtorej godziny spędzamy w pokoju.

Ale płaci się tylko za to, co w pokoju?

Ja biorę za całe spotkanie. Oczekuję pieniędzy za mój czas, a nie za to, co w tym momencie robię. Stawka to 150 zł za godzinę. Niedawno ktoś pytał, czy dojadę do miejscowości oddalonej o 100 km.

I dojeżdża pan?

Mogę, ale wiadomo, że czas spędzony za kółkiem też się liczy do stawki. Facet mówił, że ma dość swojej żony, bo non stop jej się chce, więc on już dzwoni po pomoc, bo nie daje rady [śmiech]. I jego najważniejsze pytanie brzmiało: „Czy jesteś długodystansowcem? Bo z nią tak łatwo nie będzie”.

I jak to się skończyło? Pojechał pan?

To był telefon dwa dni temu, więc jesteśmy w kontakcie.

Wróćmy więc do ogłoszeń. Większość zdjęć na portalach jest z penisami na wierzchu. To pana zdaniem w czymś pomaga czy przeszkadza?

Ja mam jedno takie, bo ludzie często pytają o rozmiar. Chcą też dodatkowe zdjęcia. Nie wysyłam. Jest jedno zdjęcie umieszczone – zobacz sobie. Widziałem, że niektórzy mają tylko zdjęcia penisów, ale wiem, że kobietom raczej nie chce się tego oglądać.

Większość panów z ogłoszeń ma po 20 lat, a pan jest po trzydziestce. To pana atut?

Nie wiem, bo nie kontaktowałem się z innymi, którzy się tym zajmują, i nie wiem, jakie jest zainteresowanie ich ogłoszeniami. Do mnie dzwonią zwykle pary 30-40 lat i myślę, że taki facet nie chciałby, żeby jakiś małolat przyszedł jego żonę pieprzyć. Zresztą widzę, że na portalu ciągle pojawia się ktoś nowy i po trzech miesiącach już go nie ma. Mam też klientów, którzy dzwonią i mówią: „Obdzwoniłem wszystkich, ale chcemy się spotkać z tobą, bo widać, że wiesz, o czym mówisz, a inni coś tam dukają”.

Czy na ten numer z ogłoszenia ma pan osobny telefon?

Mam telefon na dwie karty – jedna prywatna, druga… firmowa [śmiech].

Jak pan nazywa tę profesję?

Gdy kolega, który podrzucił ten pomysł, dzwoni do mnie, to pyta: „Jesteś w pracy czy w robocie?”. Odpowiadam: „W pracy. W robocie nie odbieram” [śmiech]. Ale to tylko taki nasz kod. Nie jestem męską prostytutką, bo nie świadczę tylko usług seksualnych. Nie jestem żigolakiem ani utrzymankiem. Jeśli miałbym sam siebie określić, to jestem panem do towarzystwa.

Odkąd pan się tym zajmuje, bardziej dba pan o siebie? Częściej chodzi na siłownię albo do kosmetyczki? Inaczej się ubiera?

Nie. Nie chcę udawać kogoś innego. Tak chodzę na co dzień. Tak się czuję dobrze i niczego nie zmieniam.

Kobiety, które dzwonią, chcą seksu czy czegoś innego?

W ogłoszeniu napisałem, że jeśli potrzeba, to mam kolegę chętnego do trójkąta, więc panie często pytają o to. Z tym że, niestety, kolega ma pracę na zmiany i trudno zgrać odpowiedni termin. Ja lubię umówić się na początku tygodnia na weekend, ale w ogłoszeniu podałem, że spotykam się cały czas, więc ludzie czasami dzwonią o trzeciej w nocy: „To co, za pół godziny?”. No, niestety nie. Mam życie prywatne, mam swoją pracę – z tym, że z wyprzedzeniem mogę ustalić godziny, tak by mieć wolne, kiedy trzeba.

Czy zdarzają się kobiety, które mówią, że nie chcą seksu, tylko szukają partnera na wyjście do teatru albo na bankiet?

Tak. Stawka jest taka sama, ale jak pani chce być dłużej, to moja maksymalna cena wynosi 600 zł za noc. Spodziewałem się, że to będą kobiety, które mają więcej lat, ale nie – to panie w moim wieku albo młodsze.

One z góry mówią, że nie chodzi o seks?

Różnie. Czasami trochę by chciały… Jak coś wypiją na takim bankiecie, różne pomysły przychodzą im do głowy: „Skoro już mam opłacone, to może…” [śmiech]. Zwykle jednak chodzi o towarzystwo. Uzgadniamy, że jestem jakimś kolegą czy kontrahentem, choć tego ostatniego staram się unikać.

Dlaczego?

Bo czasem kogoś zainteresuje temat i chce robić ze mną interesy [śmiech].

Czy miał pan sytuację, że potem na mieście spotkał się pan z klientkami?

Tak. Jeśli widzę osoby, które się ze mną spotkały, nie robię pierwszego kroku, tylko czekam, aż one się przywitają, bo ktoś może być w towarzystwie i zaraz będą pytania, skąd się znamy. A jeśli przypadkiem byłby z nimi ktoś, kto wie, czym się zajmuję, to wiadomo: ja mówię im „Cześć” i można wydedukować…

Był pan polecany dalej?

Dzwonił pan z Krakowa, o którym już mówiłem, umówił się na spotkanie sam, potem z żoną. Jakiś czas później telefon z tych samych okolic i identyczny scenariusz. Wszystko było jakbym drugi raz z tą samą osobą rozmawiał, więc chyba mnie polecili.

Dlaczego kobiety rzadziej dzwonią?

Gdy było mało telefonów, zacząłem podpytywać koleżanki – rzuciłem temat panów do towarzystwa. „Absolutnie nie – odparła znajoma – a co to, ja sobie chłopa nie znajdę?”. Mówię: „Ale to nie o to chodzi. Pamiętasz, jak poznałaś faceta w klubie? Mówiłaś, że jest fajny, a potem stwierdziłaś, że to jakiś oszołom. A tu, jak masz ochotę na seks, dzwonisz do faceta z ogłoszenia, masz zapłacone, bez nerwów, dyskretnie. Facet zrobi, co chcesz, i tyle”. Jednak nie da się przetłumaczyć. Kobiety myślą, że skorzystanie z takiej oferty oznacza: „Jestem stara i brzydka, bo muszę płacić za seks”. A ja tłumaczę, że po prostu kupujesz spokój i dyskrecję.

Czy viagra się przydaje?

Nigdy nie stosowałem.

A zdarzyło się, że pan odmówił, bo „zarobiony jestem”? Jeśli ktoś chce się spotkać o 20, a następna osoba o północy?

Nie ma sprawy, jeśli tylko wiem, że pierwsze spotkanie wcześniej się skończy.

Czy może być tak, że pojedzie pan do klientki i się w niej zakocha?

Raczej nie. Mogę być zauroczony, bo niektóre są przepiękne, ale po prostu jestem wynajęty, spotykamy się i tyle. Jeśli ta kobieta wie, czym ja się zajmuję, ja wiem, że ona dzwoni po panów takich jak ja, to ten związek na pewno…

…nie byłby romantyczny [śmiech]. Czy zdarzają się śmieszne sytuacje?

Śmieszne w łóżku? Nie.

A straszne?

Myślałem, że w tej branży może mi się coś przydarzyć, typu agresja, jakiś pan nie wytrzyma tego, co widzi, itd., ale nie. Ja zawsze uświadamiam klientów, że tego, co się stanie i co zobaczą, już się nie da „odzobaczyć”. Więc musisz być na 100% pewien, że jesteś na to gotowy.

Patrząc na pana doświadczenia, ile jest osób, które chciałyby spróbować trójkąta? 50%? Mniej? Więcej?

Patrząc po moich znajomych, to więcej. Na mikołajki miałem wiele telefonów, że „moją dziewczynę to kręci, czy możemy się umówić, że będzie pan prezentem dla niej?”.

I wtedy jest wymaganie, żeby się pan wstążką przewiązał?

[śmiech] Nie. Ale pytają, czy mam czapkę św. Mikołaja. Przepraszam, ktoś dzwoni. Właśnie z ogłoszenia. Czy mogę odebrać?

Jasne [chwila przerwy].

Przepraszam. Dzwonił pan, który chciałby spróbować trójkąta z żoną. Od razu słychać, że pierwszy raz, bo bardzo się stresował.

Pan jest w stałym w związku?

Spotykam się z kimś, ale związkiem bym tego nie nazwał. Jeśli w moim życiu pojawia się kobieta, to zaznaczam, że spotykać się możemy, ale na jakieś uczucia z mojej strony nie można liczyć.

Ale bierze pan pod uwagę, że to się kiedyś może zmienić?

Oczywiście. Zawsze mogę się zakochać.

Zastanawiał się pan, czy wtedy lepiej będzie swoją przeszłość przemilczeć, czy opowiedzieć wszystko? Ze szczegółami.

[Śmiech] Wiadomo, że wolałbym nie opowiadać. Wychodzę z założenia, że jeśli dwie osoby zaczynają się spotykać, to nie miały wpływu na to, co było wcześniej, tak się życie ułożyło. Nie można mieć do kobiety pretensji, że miała iluś tam partnerów, że jest po rozwodzie czy ma dziecko.

I pan liczy na podobną wyrozumiałość?

Niektóre kobiety potrafią spytać wprost, w ilu związkach byłeś albo z iloma kobietami spałeś. Ja od razu mówię, że nie odpowiadam na takie pytania. Nie interesuje mnie, z iloma ty byłaś. To jest przeszłość. Znamy się od tego momentu i to się liczy.

Czy myślał pan o tym, by rzucić pracę i tylko tym się zająć?

Nie. Lubię swoją pracę. Lubię i pracę, i robotę [śmiech].

Wywiad jest częścią tematu numeru "Seksbiznes" z numeru "Logo" z lutego 2020. Inne materiały z tego cyklu:

Operator seksesemesów. Kto siedzi po drugiej stronie?

Klub swingersów. Co wolno, a czego nie wolno?

Ekskluzywny sex-shop. Co znajdziemy w środku?