Czasami czytać pewne newsy można mieć wrażenie, że w całym ruchu Black Lives Matter chodzi bardziej o PR’owe wypromowanie się wielkich korporacji niż o faktyczną walkę z rasizmem. Wystarczy przytoczyć zresztą niedawną wpadkę Microsoftu w tej sprawie i słynne już (niedoszłe) graffiti tej firmy. Tymczasem nieco podobnie do sprawy podchodzi Google, które uznało, że kod ich przeglądarki (konkretniej chodzi o projekt Open Source o nazwie Chromium), jest rasistowski.

Wszystko przez znane wszystkim zwroty takie jak "Czarna Lista" oraz "Biała Lista", które wzmacniają przekonanie, że "czarny = zły" a "biały = dobry". Chociaż najwcześniejsze wzmianki i starania o zmiany takich zwrotów rozpoczęto już w Maju 2018, to jednak ostatnio przybrały one na sile i znaczeniu po śmierci George'a Floyda w USA oraz trwającymi tam zamieszkami. Z jednej strony chwalenie się tym przekazem akurat teraz wygląda na tanie zagranie PR’owe, z drugiej zaś - jak chwilę pomyślimy coś w tym jest...

"That Word Black" autorstwa Langstona Hughesa ilustruje ten problem w lekki, aczkolwiek dosadny sposób." Praca ta wyraźnie stawia granicę w miejscu, w którym zwroty i słowa zawierają odniesienia do rasizmu i sugeruje zastępując je przykładowymi "blocklist" (Lista Zablokowanych) oraz "allowlist" (Lista Dopuszczonych).

Tak czy inaczej ostatecznie w linijkach kodu programów zmianie ulegnie około 2000 odniesień do słowa "Blacklist".

A co Wy myślicie o tym? Czy kod rzeczywiście może być rasistowski, czy to już pewna przesada i tani PR?

źródło: 9to5google.com