Dziś patriotyzm rozumiemy na wiele sposobów. W czasie pokoju nikt nie zastanawia się na oddawaniem życia za ojczyznę. Czujemy się związanie lokalnie, a nie globalnie. Współczesne patriotyczne postawy to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, historii kraju, czy dbałość o najbliższe otoczenie. Nic z tego jednak nie przyda się w czasach konfliktów wojennych. Czy jesteśmy zatem skłonni dać z siebie więcej?

8 lat temu, kiedy Rosja wprowadziła wojsko na Krym i pojawiały się pierwsze ostrzeżenia o tym, jak może się to skończyć, w ankiecie MillwardBrown SA zapytano Polaków czy skłonni są oddać życie za ojczyznę. Aż 49% badanych nie poświęciłoby swojego życia, zdecydowanie gotowych na ten krok było jedynie 17% ankietowanych. No tak, powiedzieć można, że to przecież cywile, a walczyć powinni żołnierze. Faktycznie więcej z nich było gotowych na takie poświęcenie, bo aż 71% szeregowych (odsetek rósł wraz z rangą ankietowanych), wciąż niemal 1/3 wykluczała taką opcję.

Jednak wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono. Mieszkańcom Ukrainy Putin postanowił sprawdzić karty i póki co – to rozdanie przegrywa. Ukraińcy stanęli ramię w ramię z żołnierzami i zaciekle bronią swojej ojczyzny. Bez broni, bez mundurów wychodzą naprzeciw rosyjskiemu wojsku. Coraz więcej osób odstawia rodzinę na granicę, by zapewnić im bezpieczne schronienie, a sami wracają, by walczyć. Wracają też ci, którzy od lat mieszkali poza granicami Ukrainy. Jednak w obliczu wojny czuję potrzebę obrony własnego kraju.

W przeszłości w przypadku konfliktów zbrojnych ludzie mieli pewien czas, by oswoić się z wojną. Dziś, rozwój technologii sprawił, że właściwie od pierwszej minuty ataku, w strefie walk może się znaleźć cały kraj, zaatakowani mogą zostać żołnierze, jak i cywile. Nie ma czasu, żeby się zastanawiać. W trybie przetrwania mózg ogranicza reakcje do zamrożenia, walki lub ucieczki. Ci, którzy decydują się zostać i walczyć działają pod wpływem niewyobrażalnego stresu, w nieustannym poczucie zagrożenia i ryzyka utraty życia. Strach jest nieodłącznym towarzyszem wojny. Często działa mobilizująco. To właśnie strach pozwala stanąć naprzeciw czołgom. Daje siłę fizyczną, daje poczucie mocy i pozwala zmierzyć się z przeciwnikiem. Strach o życie własne i bliskich jest motorem napędowym do obrony, jednak działa, dopóki nie jest zbyt duży.

Według psychologii pola walki zarówno żołnierz, jak i cywil jest w stanie opanować swój strach. Niezbędne do tego jest jednak przekonanie o słuszności sprawy, dla której się walczy. Widać to doskonale w wiadomościach spływających z frontu: Ukraińcy, którzy bronią swoich rodzin i domów mają znacznie większą wolę walki, niż rosyjscy żołnierze, którzy zostali zesłani bez informacji z kim, o co i po co mają walczyć.

Nie wystarczy więc pochodzenie, by z pieśnią na ustach i odwagą w sercu oddawać życie za kraj. Nie pomoże też wykładany w szkole patriotyzm. Potrzeba wiary w cel i przekonania, że walka jest słuszna. To daje siłę, by w obliczu wojny brać ślub i chwilę później razem walczyć na froncie, jak zrobili Yaryna Ariewa i Światosław Fursin już pierwszego dnia rosyjskiej inwazji.

Na eskalację konfliktu i w końcu atak od wielu lat przygotowywała się zarówno Rosja, jak i Ukraina. Śmiem wątpić, czy da się być przygotowanym na najazd wojsk, jednak Ukraińcy zmęczeni sytuacją i życiem w ciągłym strachu, dziś nie odpuszczają i chcą walczyć do końca. W sytuacjach ekstremalnych, potrzeba ekstremalnych środków i z pewnością są nimi tysiące chętnych bronić swojego kraju Ukraińców.