Nie sposób porównywać walki na froncie z walką z dezinformacją. Siedząc bezpiecznie w domach i  przeglądając newsy nie mamy w sobie nic z bohaterów. Nie oznacza to, że nie mamy swojej roli. Każdy, kto dziś decyduje się przekazać informację dalej staje przed trudnym wyborem. Od jego decyzji zależy, czy przekaże dalej treści nieprawdziwe, szkodliwe i wspierające rosyjski rząd, czy zatrzyma ich rozprzestrzenianie.

Według raportu „Dezinformacja oczami Polaków" aż 80% badanych spotkało się z fake newsami. Po aktualnie trwającej wojnie informacyjnej myślę, że te statystki znacznie wzrosną. W ostatnich dniach walka na tym froncie nie ustaje. Każdej godziny są produkowane i rozpowszechniane nieprawdziwe treści. W myślach wielu fake news jest tak zmyślony, że każdy od razu się zorientuje, że nie ma nic wspólnego z prawdą. Niestety nie – nabrać może się każdy. Fake newsy to treści, które uderzają w najczulsze struny. Wzbudzają strach, współczucie, oburzenie. Właśnie dlatego łatwo nam w nie uwierzyć. Wpisują się w aktualne nastroje społeczne. Opierają się na prawdziwych wydarzeniach, by budować wiarygodność. Często tylko mała część fake newsa mija się z prawdą, a to znacząco podnosi jego szansę na przekazanie dalej. Znajomy, żona kolegi, ciocia, czy kumpel z policji - autorzy fałszywych treści podpierają się cudzym autorytetem. To wszystko sprawia, że nawet doświadczonym użytkownikom Internetu łatwo jest wpaść w pułapkę. Jak zatem uchronić się przed fake newsami?

1. Zatrzymaj się 

Zanim udostępnisz szokującą, kontrowersyjną, czy tragiczną informację zatrzymaj się. Weź głęboki oddech i ostudź emocje. Wiele fake newsów ma dokładnie taki cel – wywołać emocjonalną reakcję. W przypadku wojny informacyjnej warto dać wygrać rozsądkowi.

2. Zweryfikuj 

Sprawdź autora (czy to specjalista w dziedzinie, czy to jego oficjalne konto w social mediach), sprawdź datę, porównaj z innymi źródłami. Nie przekazuj dalej treści od nieznanych Ci osób. Szukaj informacji u tych, którym możesz zaufać. Znacznie lepiej sprawdzi się dziennikarz dużej stacji telewizyjnej, który jest na miejscu wydarzeń niż znajoma cioci, która usłyszała coś od koleżanki.

3. Oceń korzyści 

Zastanów się, kto najbardziej skorzysta na przekazaniu danej informacji dalej. Wiele fałszywych treści przekazujemy w dobrej wierze, chcąc uchronić innych lub im pomóc. Jednak czy na informacji o potencjalnym sutenerze na granicy skorzysta kobieta uciekająca z Ukrainy, która nie zrozumie treści w języku polskim, czy strona rosyjska, której zależy, by wywołać zamieszanie.

4. Zgłaszaj fake newsy 

Jeśli trafiłeś w sieci na fake newsa – nie pozwól mu żyć dalej. To, że Tobie udało się go rozpoznać, nie oznacza, że za chwilę nie trafi na podatny grunt. Zgłaszaj fałszywe treści i ich autorów w social mediach, blokuj i przestań obserwować. Ich celem jest dotarcie do jak największej liczby odbiorców. Możesz stanąć im na drodze (zrobisz to za pośrednictwem cert.pl).

5. Korzystaj z fact chekingu 

To inicjatywy, serwisy, czy konta w mediach społecznościowych, które zajmują się weryfikacją treści w Internecie. Dziś działają na pełnych obrotach. To właśnie za ich pośrednictwem możesz sprawdzić, czy to co przeczytałeś jest prawdziwe. Polecam: fakehunter.pap.pl, demagog.org.pl i fakenews.pl . Warto również śledzić profil Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, który na bieżąco analizuje sytuację w sieci i ostrzega przed atakami dezinformacji oraz Włącz Weryfikację - NASK.

Celem fake newsów jest dezinformacja na szeroką skalę. To ona powoduje, że przestajemy sobie nawzajem ufać, pogłębiają się podziały, a wroga zaczynamy dostrzegać nie po tej stronie, co trzeba.  O farmach trolli usłyszeliśmy szerzej w czasie pandemii, kiedy Internet zalewały treści antyszczepionkowe. Dziś przekierowały swe moce na informacyjną walkę z Ukrainą. Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych podaje, że aż 90% kont zaangażowanych w dezinformację na temat wojny w Ukrainie i działania prorosyjskie, wcześniej rozpowszechniało treści antyszczepionkowe. Trolle to osoby zatrudnione do siania dezinformacji. Doskonale potrafią grać na emocjach, wychwytywać pęknięcia w społeczeństwie, straszyć, by utrudnić odbiorcom racjonalną ocenę treści. Są jednak pewne przesłanki, które mogą świadczyć o tym, że mamy do czynienia z treścią wyprodukowaną na zlecenie:

  • emocjonalny język i zdjęcia, 
  • brak źródła informacji, 
  • pojawiają się błędy językowe i orograficzne, 
  • treść powiela stereotypy, 
  • w komentarzach pojawia się wiele „potwierdzających" przytoczoną treść, 
  • autor lub konto w social mediach wyglądają podejrzanie.

Z dezinformacją mierzą się wszyscy: od zwykłego użytkownika po duże portale informacyjne. To nie czas na budowanie zasięgów, czy szukanie sensacji. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek musimy brać odpowiedzialność za to, co publikujemy w sieci. Niezależnie od tego, do ilu osób docieramy.