Jak świat mody i reklamy odkrył Darka Zalewskiego? 

To banalna historia. Partnerem mojej szwagierki jest aktor, który w konspiracji z moją żoną namówił mnie na sesję zdjęciową. Wybrał z mojej szafy stylizacje, zrobił mi kilka zdjęć w plenerze i wysłał do swojej agencji. Potem była długa cisza, aż pewnego dnia dostałem telefon z zaproszeniem na casting. Zaskoczony zadzwoniłem do Mateusza, który powiedział, żebym jechał tam, gdzie mi każą. Pojechałem i dostałem to zlecenie. To była końcówka 2017 r. Moją pierwszą poważniejszą kampanią był spot, który nagrywaliśmy przez trzy dni dla jednej z polskich marek produkujących sprzęt RTV. W najśmielszych wizjach nie przypuszczałbym, że będę występować w kampaniach reklamowych!

Później zaczęły się pojawiać następne zlecenia? 

Zacząłem jeździć na castingi w 2018 r. Przerażały mnie tłumy. Przekonałem się, że w branży reklamowej jest miejsce dla każdego. Poszukują różnych postaci, od zwykłego Polaka, po kogoś nieprzeciętnego czy charakterystycznego.

Jak się odnajdywałeś na castingach? 

Na początku byłem bardzo nieśmiały. Zastanawiałem się: "Co ja tu robię?". Nie miałem żadnego przygotowania aktorskiego. Pracuję zawodowo, więc musiałem brać urlop, żeby pojechać na casting. Jazda do Warszawy ode mnie to dwie godziny, potem kilka godzin czekania na korytarzu, pięć minut nagrań i z powrotem do domu. Na początku trochę przeżywałem, jak nie byłem wybierany do roli. Miałem chwile zwątpienia ale szybko mi przeszło i zacząłem traktować to zupełnie na luzie, a im bardziej na luzie do tego podchodzisz, tym lepiej ci wychodzi. Tak samo jest przed kamerą - im bardziej jesteś naturalny i mniej grasz, tym lepsze efekty.

Został modelem przed pięćdziesiątką, dziś pojawia się w reklamach i magazynach. O swoich początkach w branży opowiada Dariusz Zalewski.Został modelem przed pięćdziesiątką, dziś pojawia się w reklamach i magazynach. O swoich początkach w branży opowiada Dariusz Zalewski. (Fot. chilimodels.com )

Od czasu pandemii mniej castingów odbywa się stacjonarnie, raczej aktorzy nagrywają w domu tzw. self tapes. 

To w moim przypadku wyszło na plus. Nie traciłem urlopu. Ma to jednak też drugą stronę - w studiu masz dobre oświetlenie, dostajesz sugestie reżysera i wiesz, co masz robić, chociaż onieśmielają cię inne osoby - konkurencja.

Nie myślałeś o przeprowadzce do Warszawy, żeby być tam, gdzie najwięcej się dzieje w tej branży? 

Praca to mój wentyl bezpieczeństwa, nie rzucę jej. Zdaję sobie sprawę, że przygoda modelingowo-reklamowa nie będzie trwać wiecznie. Media i telewizja potrzebują cały czas nowych twarzy ale mam nadzieję, że uda mi się jeszcze trochę popracować w tej branży. Pewnie gdybym mieszkał w Warszawie, mógłbym mieć więcej zleceń. Z własnego wyboru przez kilka lat nie byłem na ani jednym dniu wakacji z rodziną. Poświęcałem urlop na castingi, sesje i plany zdjęciowe. Dopiero w zeszłym roku udało nam się wyskoczyć na dłuższy urlop w ciepłe kraje. Nie wiem, kiedy następnym razem będę miał taką możliwość.

Jaka była pierwsza marka modowa, z którą współpracowałeś? 

Zaproszono mnie do sesji garniturów Lancerto. To była trzydniowa praca, specjalnie dla mnie uszyto garnitur, który dostałem po sesji. Przyjechał do mnie na specjalnym wieszaku, pięknie zapakowany, wypachniony, z dołączoną talią kart. Byłem oczarowany! Do czasu tej sesji ukrywałem to, co robię, ale traf chciał, że na plan zdjęciowy przyjechał Olivier Janiak z programem "Co za tydzień". Udzieliłem mu wywiadu i byłem podpisany nazwiskiem, a że program ma dość sporą oglądalność, nie miałem wyjścia i musiałem się przyznać...

Naprawdę ukrywałeś to przed bliskimi?! 

Kiedy ktoś mówił, że widział mnie w telewizji czy magazynie, odpowiadałem, że to pewnie ktoś podobny. Niektórzy nawet radzili, żebym się tym zainteresował, bo może ktoś wykorzystuje mój wizerunek bezprawnie (śmiech). Dalsza rodzina nie wiedziała nic - ani moja mama, ani siostra. Nie miałem potrzeby się tym chwalić. Nie wiedziałem też, jakie będą reakcje. Pochodzę z niewielkiego miasta i hejtu mogło być tyle samo, co lajków. Nie zdawałem sobie sprawy, że będzie to tak dobrze odebrane. Myślę, że zdecydowanie więcej ludzi mi kibicuje, niż gada za moimi plecami. A największą fanką moich wyczynów jest moja mama.

Od czasu kiedy w końcu się dowiedziała! 

Dowiedziała się zupełnie przypadkiem. Brałem udział w spotach reklamowych dla Allegro i ktoś ze znajomych siostry zobaczył mnie w telewizji. Musiałem się przyznać. Mama bardzo mi kibicuje. Dopytuje, czemu nie wrzucam nowych zdjęć, martwi się, gdy jeżdżę na plany. Jest kochana!

To naprawdę niewiarygodne, że ukrywałeś się z tym! Skromność w tym zawodzie to rzadkość! 

Nie mnie oceniać, ale myślę, że mi nie odbiło. Jestem dalej tym samym normalnym facetem, którym byłem.

Został modelem przed pięćdziesiątką. O początkach w branży opowiada Dariusz Zalewski.Został modelem przed pięćdziesiątką. O początkach w branży opowiada Dariusz Zalewski. (Fot. chilimodels.com )

Jaka jest historia twojej fryzury? Wspominałeś, że wymyśliła ją jedna z wizażystek na planie. 

To była kampania dla jednego z dużych koncernów paliwowych. Przyjechałem na plan i zobaczyłem na zdjęciu referencyjnym totalnie siwego gościa z koczkiem i brodą, a miałem wtedy zupełnie krótkie włosy. Wizażystka Aneta Kolendo-Borowska powiedziała mi: "Jesteś podobny do Aidena Showa", i pokazała mi jego zdjęcia. Nie miałem pojęcia, kim on jest. Aneta pracowała nade mną trzy godziny i gdy zobaczyłem się w lustrze, zupełnie nie mogłem siebie poznać. Byłem kompletnie siwy, do tego jeszcze koczek! Martwiłem się, czy zmyję to z siebie, bo na drugi dzień musiałem być w pracy. Zaufałem jednak Anecie, prześledziłem zdjęcia Aidena Shawa, zainspirowałem się jego stylem i zacząłem zapuszczać włosy. W pracy trochę się niepokoili, czy mam jakieś problemy (śmiech). Musiałem się przemęczyć z odrastającymi włosami, ale udało się i teraz nie wyobrażam sobie siebie w poprzedniej fryzurze. Przyzwyczaiłem się. Z początku jedynie dłuższa broda przeszkadzała mojej żonie, ale już nie narzeka. Jestem wdzięczny Anecie, bo ta zmiana wizerunku przysporzyła mi dużo zleceń, przestałem wyglądać jak wszyscy.

To była świetna decyzja, wyglądasz naprawdę wyjątkowo! 

Często słyszę, że jestem nietypowy, niepolski, inny. Ja tak nie uważam, nie widzę w sobie nic wyjątkowego. Nie chcę, żeby to wyglądało na udawaną skromność - mam masę kompleksów, ale z drugiej strony pogodziłem się z tym, jak wyglądam. Żona zawsze mnie doceniała, mówiła że jestem przystojny i że jestem w jej typie. Od 28 lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.

Myślę, że jest więcej fanek twojej urody! 

Miałem zlecenie od jednej z marek budowlanych na sesję do kalendarza, gdzie klient przyznał, że to jego żona miała decydujący głos przy wyborze modela…

Przygotowując dla ciebie stylizacje do reklamy, trafiłam na twoje świetne modowe zdjęcia - czy twoje podejście do mody zmieniło się w trakcie pracy w tej branży? 

Widząc czasem niektóre stylizacje na wieszaku, omijałbym je z daleka, ale dzięki takim osobom jak ty i innym stylistkom wiem, że połączone z jakimiś detalami i dodatkami mogą tworzyć niesamowitą całość. Niejednokrotnie wydawało mi się, że coś do czegoś nie pasuje, ale jak mnie w to ubrano i zobaczyłem to później na zdjęciu, byłem pozytywnie zaskoczony. Często inspiruję się stylem z planów zdjęciowych. Zdarza mi się też czasem odkupić coś od stylistki, gdy wpadnie mi w oko. Nie zamykam się na żaden styl, jestem otwarty. Dobrze czuję się zarówno w garniturach, jak i strojach casualowych.

Jakie najbardziej nietypowe stylizacje miałeś na sobie na sesjach? 

Na planach nie władasz tego, co byś chciał. Na przymiarkach jest dużo stylizacji, jedne ci się podobają bardziej, inne mniej. Nie dalej jak tydzień temu brałem udział w kampanii dla sklepu z markową odzieżą, gdzie miałem na sobie garnitur Bossa, pod spodem bluzę z kapturem Vansa i do tego zielone Crocsy. Kolejna stylizacja z tej sesji to krótkie spodenki, trampki w żółte buźki, długi płaszcz i czapka. Pewnie nie założyłbym tego na ulicę, ale było to ciekawe doświadczenie.

Jak lubisz ubierać się na co dzień? 

Pracuję w urzędzie, gdzie obowiązuje mnie dress code, ale ubieram się teraz odważniej. Dawniej nie wyobrażałem sobie, żeby założyć superstary do garnituru, a teraz jest to dla mnie norma. Gdy zacząłem chodzić w przykrótkich spodniach bez skarpet, trochę się ze mnie naśmiewali w miejscowości, w której mieszkam. Nie uważam się za znawcę mody - zawsze ubierałem się tak, żeby było mi wygodnie i żebym pasował do otoczenia. Myślę że najlepszym stylem jest taki, w którym ty się najlepiej czujesz i który jest dla ciebie wygodny. Nie można być więźniem stylu i podążać ślepo za modą. Gdybym ubierał się zbyt młodzieżowo, mógłbym być postrzegany za kogoś, kto chce się odmłodzić, a tego nie chcę. Oczywiście są jakieś elementy, które kiedyś wydawały mi się nie do przyjęcia, jak np. czapka, którą dawniej traktowałem jako ochronę przed zimnem, a teraz jest często dodatkiem do ubioru.

Jest jakiś mężczyzna z obszaru mediów czy życia publicznego, którego styl ci się podoba? 

Nie ma chyba takiej konkretnej osoby. Kiedyś byłem zachwycony Marcinem Prokopem. Mam jednak świadomość, że ludzie z telewizji nie mają wielkiego wpływu na to, jak wyglądają - być może sami by się tak nie ubrali.

Został modelem przed pięćdziesiątką. O swoich początkach w branży opowiada Dariusz ZalewskiZostał modelem przed pięćdziesiątką. O swoich początkach w branży opowiada Dariusz Zalewski Fot. chilimodels.com

Które realizacje zapadły ci szczególnie w pamięć? 

Ostatnio brałem udział w fajnym projekcie, w ramach którego lewitowałem w powietrzu. Byłem zawieszony przez kaskaderów na linach. Pewnie niebawem się ukaże, ale nie mogę zdradzać szczegółów. Miło mi też, że marki wracają do mnie - np. marka Volcano. Praca z nimi to przyjemność. Wynajdują niesamowite lokalizacje w Polsce i dzięki nim mogę zobaczyć naprawdę urokliwe miejsca. Brałem też udział w świetnych reklamach Skody czy Opla, którą realizowałem z ekipą z Niemiec.

Przy projektach spotykasz wiele medialnych osób. 

Na planach poznaję dużo fantastycznych osób. Pracowałem m.in. z Kasią Sokołowską, Kasią Zielińską, Januszem Palikotem. Jeden ze spotów, w którym grałem, reżyserował dyrektor Opery Narodowej Mariusz Treliński. Praca z nim była przygodą życia! Nie grałem dotąd w projekcie realizowanym z takim rozmachem. Teraz mogę sobie wyobrazić, jak wygląda praca w Hollywood.

Jak dużo czasu zajmuje ci praca na planach? 

To jest sinusoida. Raz jest tego bardzo dużo, a zaraz potem posucha. W ciągu ostatnich dwóch tygodni zrealizowałem sześć projektów, ale może być tak, że przez kolejny miesiąc nie dostanę żadnego zlecenia. Trzeba cierpliwie czekać. Na szczęście dostaję już też zlecenia bezpośrednio od agencji przy modowych projektach, klienci sami też do mnie wracają. Z każdego projektu się cieszę, bo wiem, że poznam kogoś nowego i zdobędę nowe doświadczenie. Jestem pełen podziwu dla młodych, kreatywnych, otwartych na świat ludzi, którzy władają kilkoma językami, są pracowici i cierpliwi. Wielki szacunek dla nich.

Co najbardziej zaskoczyło cię w tej pracy? 

Byłem zaskoczony, ile osób pracuje na planie. Za pierwszym razem chciałem coś przetrzeć, gdy zobaczyłem gdzieś odciśnięty palec. Usłyszałem, że jest specjalna osoba od tego. Byłem w szoku, ale teraz wiem, że dzięki temu na planach panuje ład, wszystko jest rozpisane i każdy wie, co ma robić. Wiadomo, że czasami jest intensywnie, człowiek jest zmęczony, zdarza się, że czeka się godzinami. Gdy ktoś mnie pyta, co ja tam właściwie robię, mówiąc że czekam, bo na tym polega ta praca. Pamiętam jeden plan, kiedy przyjechałem na zdjęcia o 9, a zacząłem grać o 16.

Żałujesz czasem, że nie zacząłeś pracy w reklamie wcześniej? 

Sam nie wiem, ale mam świadomość, że młodych ludzi jest mnóstwo, a takich w moim wieku mniej. Konkurencja jest wielka. Widzę na castingach wielu pięknych, młodych ludzi. Fantastycznie ich obserwować, ale praca jest dla niewielu.