Wydawać by się mogło, że o tym, jak wygląda orgazm, wiemy dużo. Jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, co dzieje się w organizmie, kiedy odczuwa rozkosz. Jakie mechanizmy muszą zadziałać, żeby orgazm się pojawił, i czy różnią się one u kobiet i u mężczyzn? Zapytałam o to psycholożkę, psychoterapeutkę i seksuolożkę Annę Wieczorek.

Anna Wieczorek: - Każdy orgazm odczuwa inaczej, a co najważniejsze, nie jest i nie powinien być wyznacznikiem dobrego seksu. Występuje duże zróżnicowanie w zakresie długości trwania orgazmu oraz jego intensywności. W czasie orgazmu dochodzi do zmian naczyniowych oraz napięcia mięśni. Zmiany, jakie występują podczas orgazmu (na skutek pobudzenia układu przywspółczulnego) u kobiet, to skurcze mięśni szkieletowych, rytmiczne zaciskanie się mięśni otaczających pochwę, skurcze mięśni dna miednicy, macicy, odbytu, zwiększona lubrykacja, erekcja sutków, przyśpieszony oddech, nabrzmiałe wargi sromowe. Po orgazmie dochodzi do fazy spoczynku - ulgi, a genitalia stają się nadwrażliwe na dotyk.

U mężczyzn na skutek stymulacji psychogennej lub somatycznej dochodzi do pobudzenia układu przywspółczulnego, co powoduje wystąpienie erekcji. Następuje wzrost obwodu prącia i zmiana koloru. Dochodzi do powiększenia o 50 proc. obwodu jąder i uniesienia ich tuż poniżej krocza. Wzrasta napięcie mięśni, czynność serca i ciśnienie tętnicze krwi. Orgazm osiągany jest w momencie kulminacyjnego wzrostu napięcia seksualnego. Szczytowe pobudzenie układu przywspółczulnego powoduje wyzwolenie orgazmu. Wzrasta częstotliwość oddechu, akcji serca i ciśnienia tętniczego krwi.

Orgazm za każdym razem możemy odczuwać inaczej i inną drogą do niego dojść. Czy oznacza to jednak, że istnieje wiele rodzajów orgazmów? Łechtaczkowy, pochwowy, sutkowy, analny… Zamieszanie to zawdzięczamy Zygmuntowi Freudowi, który w 1905 roku uznał, że orgazm łechtaczkowy jest niedojrzały i wszystkie kobiety powinny dążyć do osiągnięcia tego lepszego – pełnego pochwowego orgazmu. Czy rodzaje orgazmów są mitem, czy jest w tym ziarno prawdy?

- W nauce nie dzielimy orgazmów na pochwowe i łechtaczkowe! Orgazm jest jeden i jest równy i tak samo ważny. To okropnie krzywdzący mit, który wprowadza w kompleksy zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Kobiety czują się niepełnowartościowe ze względu na to, że nie uzyskują orgazmu przez penetrację, a partnerzy czy partnerki czują się słabymi partnerami seksualnymi, bo według nich nie potrafią doprowadzić kobiety do orgazmu przez penetrację. Nie istnieje podział na orgazmy, jest JEDEN, różnią się natomiast sposobem do niego prowadzącym - czyli różnym rodzajem pobudzenia.

Do orgazmu może doprowadzić nie tylko stymulacja łechtaczki, penetracja, ale też wiele innych sposobów, między innymi takich jak stymulacja sutków czy drażnienie okolic wzgórka łonowego, odbytu, a nawet po prostu dotykanie ciała czy patrzenie sobie w oczy. Według badań każdy orgazm jest tak naprawdę łechtaczkowy, bo to właśnie łechtaczka okala całą pochwę i jest całkiem sporym organem. Każdy orgazm jest tak samo wartościowy.

Jednak na szali pojawia się jeszcze orgazm wielokrotny, nazywany czasem kaskadowym. To moment, kiedy kolejne fale rozkoszy przychodzą po sobie. Może to nastąpić po kilku sekundach lub minutach. Choć można znaleźć wiele porad na temat tego, jak doprowadzić partnerkę do orgazmu wielokrotnego, to nie jest powiedziane, że każdej kobiecie uda się taki przeżyć. Przyjęło się też, że ten rodzaj przyjemności zarezerwowany jest głównie dla kobiet. Czy mężczyźni również mogą przeżyć orgazm wielokrotny?

- U mężczyzn faza odprężenia powoduje przeniesienie pobudzenia z układu przywspółczulnego na współczulny, dzięki czemu dochodzi do rozluźnienia mięśni miednicy i ustąpienia erekcji na skutek odpływu krwi z ciał jamistych prącia, zmniejsza się objętość jąder, nasila się poczucie przyjemnego znużenia, a zdolność do reakcji na ponowną stymulację seksualną jest słabsza niż u kobiet (zdarzają się wyjątki). U kobiet również dochodzi do przeniesienia pobudzenia z układu przywspółczulnego na współczulny. Towarzyszy mu ustępowanie podniecenia seksualnego, ale u kobiet proces ten zachodzi wolniej niż u mężczyzn i daje możliwość przeżycia kolejnego lub kolejnych orgazmów.

Choć to właśnie orgazm i jego osiągnięcie lub doprowadzenie do niego partnerki/partnera często stanowi cel, wcale nie musi tak być. Z badań przeprowadzonych w 2017 roku przez Archives of Sexual Behavior wynika, że tylko 65 proc. heteroseksualnych kobiet zawsze lub często osiąga orgazm podczas seksu. Mężczyźni mają się na tym polu zdecydowanie lepiej, bo aż 95 proc. badanych udzieliła takiej samej odpowiedzi. Badań na ten temat jest sporo, ale zawsze wynika z nich, że więcej kobiet niż mężczyzn nie doświadcza orgazmu w trakcie stosunku. Nawet 10 proc. z nich może nie odczuwać go nigdy. Czy można być zadowolonym ze swojego życia seksualnego, nie osiągając orgazmu?

- Można mieć satysfakcjonujący seks bez orgazmów. Seks to nie tylko orgazm i penetracja! Warto pozbyć się presji dochodzenia, a nasze życie seksualne na pewno się zmieni, orgazmy są przyjemne i potrzebne, warto do nich dążyć, ale nie są koniecznością. Seks to szeroki wachlarz doznań zarówno fizycznych, jak i psychicznych, to budowanie więzi, intymności, eksploracja ciał, dotyk, całowanie, przytulanie, bliskość. Orgazm to reakcja fizjologiczna, orgazm jest przede wszystkim w głowie! Stąd czasem mamy do czynienia z orgazmem bez wytrysku. Najczęściej wytrysk i orgazm zachodzi u mężczyzn jednocześnie, ale czasem zdarza się, że tak nie jest.

Natura jest bestią znacznie cwańszą, niż moglibyśmy przypuszczać. Dostaliśmy orgazmy – ale nie za darmo. Ta chwila przyjemności miała być sposobem na przetrwanie gatunku, wynagradzać trud ciąży i zachęcać do prokreacji. Na szczęście nauczyliśmy się czerpać przyjemność z seksu bez konieczności posiadania potomstwa. Metod na osiągniecie orgazmu jest sporo i wciąż poszukujemy nowych. Nie powinno to jednak stanowić jedynego celu i przysłaniać faktu, że sam seks jest równie przyjemny.