Spotkaliśmy się w biurze IGO-ART w Łodzi w słynnych loftach przy ulicy Tymienieckiego.

Igor Włodarczyk to postać nietuzinkowa i ciekawa z wielu powodów. Historia jego i jego rodziny to gotowy scenariusz na film.

Obecnie 30-latek, najmłodszy z trójki rodzeństwa (ma starszego brata i siostrę). Zodiakalna ryba. Zaczynał swoja przygodę zawodową jako 14-latek, a rok 2006 zmienił jego życie.

Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Filmową, Telewizyjną i Teatralną im. L. Schillera w Łodzi na kierunku organizacja produkcji filmowej i telewizyjnej.

Igor Włodarczyk. Miał 14 lat, gdy reżyserował swój pierwszy finał Miss Polonia. W tym roku poprowadził do zwycięstwa nową Miss World.Igor Włodarczyk. Miał 14 lat, gdy reżyserował swój pierwszy finał Miss Polonia. W tym roku poprowadził do zwycięstwa nową Miss World. Fot. Materiały własne

Od czego się to wszystko zaczęło? Skąd pomysł na tego rodzaju działalność?

– To dosyć śmieszna historia. Miałem 14 lat. Mama była dziennikarką czasopisma "Moda i Styl". To był pierwszy taki kwartalnik poświęcony modzie. Nie było "Vogue", "Elle" i innych pism o tej tematyce, które są dostępne dzisiaj. Mama była często zapraszana na różne wydarzenia modowe, konferencje prasowe i mnie zabierała, a ja chętnie jej towarzyszyłem. Miała też dużo kontaktów. W domu też zawsze oglądało się wszystkie konkursy Miss Świata czy Miss Polonia. Wtedy były to jeszcze kasety VHS, więc to się nagrywało, żeby było do czego wracać.

W 2005 po kolejnym finale Miss Polonia, na którym byłem, zauważyłem, że nie ma na tych konkursach reprezentantek województwa łódzkiego i powiedziałem to mamie. To była nisza, którą można było wypełnić pomyślałem. Miałem też od razu na myśli Łódź, moje rodzinne miasto. Tutaj powstała i działała też Krajowa Izba Mody.

Jaka była reakcja Twojej mamy?

– 99 procent matek pewnie by nie zareagowały tak jak moja, czyli pozytywnie. Zróbmy to i kupmy regionalną licencję Miss Polonia, odpowiedziała.

Mam szczęście, że mam takich rodziców. Tata też wspierał i cały czas wspiera nas mentalnie, choć zajmuje się zupełnie czymś innym.

Mama musiała założyć firmę, bo ja byłem niepełnoletni, i nazwała ją IGO-ART od mojego imienia, bo ja byłem pomysłodawcą. Nazwa ta funkcjonuje do dziś.

Zrobiliśmy swój pierwszy finał w Teatrze Muzycznym w Łodzi w 2006 roku i to była pierwsza nasza produkcja, prawie chałupnicza. Wystąpił zespół Blue Cafe, ale nie był to sukces komercyjny. Mieliśmy problemy, żeby spiąć to finansowo, i wówczas pojawił się tata i powiedział, że najwyżej sprzedamy samochód (śmiech). Do naszego projektu dołączyła moja starsza siostra Oliwia, która miała wtedy 21 lat. Ona jest bardzo sprawna organizacyjnie, a co najważniejsze, pasjonowała się od dawna tańcem i ta umiejętność okazała się bardzo przydatna. To właśnie ona przygotowuje nasze kandydatki od strony choreograficznej. Ja reżyserowałem, choć trudno w to uwierzyć, że robił to 14-latek. I tak matka z dwójką dzieci, co wyglądało trochę dziwnie, odniosła sukces, bo ówczesny zarząd Miss Polonia przyznał nam nagrodę za najlepszy finał regionalny, a mieliśmy konkurencję w postaci kilkudziesięciu innych organizatorów wojewódzkich i regionalnych eliminacji.

Igor Włodarczyk, Jagodą Włodarczyk, Oliwia JesionowskaIgor Włodarczyk, Jagodą Włodarczyk, Oliwia Jesionowska Fot. Materiały własne

Czy to was zmobilizowało do kontynuacji?

– Tak, i w 2007 roku nastąpił przełomowy moment. Rozbiliśmy bank, kandydatka z naszego regionu Basia Tatara jako pierwsza łodzianka w historii została Miss Polonia. To było mocne wejście. Nasz regionalny konkurs wchodził na coraz wyższy poziom. Kolejne trzy lata finałów ogólnopolskich odbywały się w Łodzi. I było coraz lepiej i profesjonalnej.

W 2010 weszliśmy w kolejny ogólnopolski projekt The Look of the Year.

Od 2016 my jesteśmy głównym organizatorem Miss Polonia i doprowadziliśmy do tego, że nasza kandydatka po raz drugi wygrała konkurs Miss Word. To jest naprawdę mocne i jest powodem do chluby. Zaczynaliśmy od małej firmy z siedzibą w mieszkaniu na łódzkim Widzewie, a jesteśmy teraz na polskim i międzynarodowym rynku. Można powiedzieć amerykański sen.

Jak byłeś odbierany przez swoich rówieśników w tamtym czasie?

– Różnie, raczej się nie afiszowałem z tym, kiedy byłem w gimnazjum. Osoby w tym wieku nie myślą o własnym biznesie. Bycie nastolatkiem to raczej okres buntu i zaprzeczenia. U mnie tego nie było. Nie miałem też bliskich relacji z rówieśnikami, bo bardziej oddawałem się już wtedy swojej pasji. Kiedy ukazał się artykuł w prasie pt. "Pracujący gimnazjalista", to nauczyciele nie przyjęli tego zbyt dobrze. Byłem poddawany większej presji. Dopiero w liceum sytuacja się zmieniła i tam otrzymałem duże wsparcie od nauczycieli i Pani Dyrektor, która mi kibicowała przy wielu wydarzeniach przeze mnie reżyserowanych i organizowanych. Byłem też zaangażowany w organizację studniówki. Liceum, w którym się uczyłem, wspierało takich szaleńców i nie tłumiło indywidualności. Mogę tylko za to podziękować, że dany był mi taki dobry czas. Do tej pory utrzymuję też kontakty z kilkoma osobami z mojej klasy.

A jak wspominasz okres studiów?

– Studia to już inna bajka. Nie miałem problemu z wyborem, wiedziałem, jakie to mają być studia. Szkoła filmowa. Wiedziałem, że to nie będzie łatwe, bo rzadko kto dostawał się za pierwszym razem i to w dodatku zaraz po maturze. Mnie się udało i myślę, że wpłynęło na to moje wcześniejsze doświadczenie. Uważam, że to był bardzo dobry wybór i świetny okres w moim życiu. Nauczyłem się wielu profesjonalnych rzeczy. Mimo że szkoła filmowa to dosyć hermetyczne środowisko, ja nigdy nie odczuwałem, że jestem gorszy, bo każdy w tej szkole ma swój kawałek tortu.

Jesteś też wykładowcą?

– Tak zacząłem od współpracy z Uniwersytetem Łódzkim, gdzie prowadzę zajęcia na kierunku dziennikarstwa na specjalizacji PR, organizacja eventów, sponsoring.

Dziekan mojej rodzimej Alma Mater zaproponował mi prowadzenie zajęć dot. organizacji widowisk i roli event managera i prowadziłem je przez dwa semestry. Zobaczymy, czy będzie kontynuacja, bo nie jestem etatowym wykładowcą. Ta praca sprawia mi przyjemność i zawsze to nowe doświadczenie.

Jagodą Włodarczyk, Igor Włodarczyk, Karolina Bielawska, Oliwia JesionowskaJagodą Włodarczyk, Igor Włodarczyk, Karolina Bielawska, Oliwia Jesionowska Fot. Materiały własne

Z tego, co wiem, planujesz też doktorat. Czasowo to chyba wielkie wyzwanie?

– Doktorat tak, zależy mi na tym, ale rzeczywiście brakuje trochę czasu. Od nowego roku akademickiego mam nadzieję się tym zająć. Ja jak się za coś biorę, to robię to na maxa.

Jaki obszar cię interesuje?

– To, co dotyczy nowych mediów, media społecznościowe. W tym widzę potencjał.

Jaki jest Igor prywatnie?

– Wbrew powszechnie panującej opinii o osobach działających w show-biznesie nie zaczynam dnia od kieliszka szampana (śmiech). Nie siedzę też na rautach do białego rana. Bankiety to nie moja bajka. Po ziemi stąpam realnie, wiem, jaka jest cena takiego życia. Po rodzicach jestem silny. Zdaję sobie sprawę, że znajomości w show-biznesie często są powierzchowne. Z drugiej strony trudno jest też zachować dystans z tymi, z którymi się pracuje. Warto jednak go utrzymać i oddzielić życie prywatne od zawodowego. Nie mam takiej potrzeby, by zaprzyjaźniać się z tymi ze świecznika. Wolę swoje sprawdzone grono.

Po takim intensywnym okresie jak ten ostatni lubię leniwie odpoczywać. Kanapa, film, spacery z psem. Mam beagle'a i on mnie dyscyplinuje. Czas spędzony z rodziną też bardzo dobrze mi robi i jest dla mnie ważny. Staram się wykorzystać każdą okazję do spotkania z nimi. Na stale mieszkam w Warszawie, więcej pracuję zdalnie, ale pojawiam się w Łodzi zawsze, kiedy jest taka potrzeba. Mamy dużo projektów w całej Polsce, nie tylko jesteśmy organizatorem Miss Polonia.

Jak mam czas, to jadę na urlop, staram się wtedy oderwać od telefonu, ale czasem muszę go odebrać, bo wiem, że to jest nasza firma i muszę.

Morze, plaża najbardziej leniwie na leżaku. Książka, gazeta. Zwiedzanie też, ale nie cały czas. Muszę wiedzieć, gdzie byłem, jaka kultura, jakie miejsce. Nie siedzę tylko w resorcie, pijąc drinki z palemkami.

A jakie masz zainteresowania poza pracą?

– Lubię filmy, seriale, kino, mniej teatr. Co do muzyki nie mam jednego typu, albo mi się podoba, albo nie. Sytuacja w Ukrainie zbliżyła mnie do gatunku muzyki ludowej mieszanej z elektroniczną. Lubię thrillery, ale komedie też, za dużo dramatów w naszym otoczeniu, najmniej horrory.

Gadżet, bez którego nie możesz się obyć?

– Telefon to narzędzie do wszystkiego. Ale mam też tradycyjny swój notes i nie przerzucę się do kalendarza wirtualnego. Robię w nim notatki i się z nim nie rozstaję, ale telefon jest podstawą.

Nie jestem gadżeciarzem, nie mam słuchawek i padów, tych wszystkich nowości. Jestem tradycyjny. Lubię jeździć samochodem. Teraz jest to audi A6. Ale to siostra jest w naszej rodzinie najlepszym kierowcą.

Praca z rodziną to chyba też wyzwanie?

– My naprawdę jesteśmy zżyci. Owszem, dochodzi do tarć, ale to jest naturalne w każdej pracy. Mama ma silną osobowość, siostra jest bardziej wyważona, więc rozkład sił jest właściwy.

Nasza historia to super motyw na film. Mój znajomy powiedział, że w Ameryce dawno już by powstał. Kto wie?

Wróćmy do ostatniego sukcesu. Jak wyglądały przygotowania?

– Ten sukces był dla nas sporym zaskoczeniem, choć robiliśmy wszystko w tym kierunku, aby odnieść jak najlepszy wynik. Praca trwała dwa lata.

W 2019 Karolina wygrała konkurs Miss Polonia i miała reprezentować nas na Miss World w 2020, ale pandemia pokrzyżowała plany i ten konkurs się nie odbył. W grudniu 2021 poleciała na Miss World, mimo że była już wybrana jej następczyni Miss Polonia Natalia Gryglewska. My jednak kontynuowaliśmy pracę z Karoliną i zdecydowaliśmy, że to ona będzie naszą kandydatką w Miss Świata. W grudniu 2021 roku odbyło się 4-tygodniowe zgrupowanie Miss World w Portoryko, ale ponownie przez pandemię finał został odwołany i przeniesiony na marzec 2022. Mieliśmy więc więcej czasu, który wykorzystaliśmy na dalsze akcje PR-owe i to też nam pomogło.

Postawiliśmy na działalność społeczną i taki wizerunek chcieliśmy utrzymać także ze względu na sytuację wokół. Akcje typu pomoc dla osób w kryzysie bezdomności. Karolina wydawała zupę na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Hasłem przewodnim było "Korona z głowy". Wspomogliśmy instytucje pomocowe, domy samotnej matki, domy dziecka, DPS-y. Dzięki naszej inicjatywie powstała też pierwsza publiczna łaźnia.

Miss Świata to nie tylko konkurs pięknych sukienek. Liczy się osobowość i charyzma, a przede wszystkim misja.

My staramy się iść w tym kierunku, który wypływa z osobowości naszej kandydatki. To musi być naturalne, nie siłowe. W oparciu o jej zainteresowania budujemy ten wizerunek.

Karolina pasjonuje się podróżami, ale pandemia to nie był dobry czas na taki wizerunek, więc postawiliśmy na działania charytatywne, bo to też jest jej bardzo bliskie. Wolontariuszka nie tylko piękna zewnętrznie, ale ma otwarte serce na krzywdę innych. I to się sprawdziło.

Igor Włodarczyk Miss World Karolina Bielawska, Jagodą Włodarczyk (mama), Martyna DudekIgor Włodarczyk Miss World Karolina Bielawska, Jagodą Włodarczyk (mama), Martyna Dudek Fot. Materiały własne

Ja wygląda praca z dziewczynami? Jakie są relacje między nimi?

– Każda z nich jest inna i to nie jest łatwe. Jedna ma większe predyspozycje, druga mniejsze.

My musimy je kreować, szkolić, wydobywać to, co najlepsze. Sami też cały czas zdobywamy doświadczenia, wyciągamy wnioski. Miss wybiera jury co roku i my co roku mamy nową postać do wykreowania. Czasu nie jest za dużo, tempo więc jest spore. Korzystamy też z pomocy innych specjalistów.

Przestrzegam też przyszłe kandydatki, żeby nie myślały, że tytuł Miss Polonia to wyłącznie trampolina do sukcesu. Ta funkcja jest reprezentacyjna w Polsce i na świecie, a z tym wiąże się wielka odpowiedzialność i presja. To też działania charytatywne, które nie przynoszą takich apanaży finansowych i nie daje gwarancji na szybką karierę w show-biznesie. Korona to nie tylko czerwony dywan. Trzeba z siebie dużo dać i poświęcić dużo własnego czasu, a to nie jest łatwe. I co najważniejsze, musi być współpraca.

I to, że Karolina wygrała, to był nasz wspólny sukces. Umiała się zaangażować, poświęcić czas i nam zaufała co do kierunku wizerunkowego. Poza tym biegle mówi po angielsku i nie boi się wystąpień publicznych.

To nasz trzeci udział w konkursie Miss Świata. W 2017 Agata Biernat, w 2018 Milena Sadowska, a teraz Karolina Bielawska. Jest się czym chwalić.

Te nasze miss się sprawdzają. Praca z pięknymi dziewczynami jest fascynująca, ale za tym kryje się dużo pracy organizacyjnej. To, że któraś z nich zdobędzie koronę, to dopiero początek. To nie tylko uroda i wymiary, dzisiejsze konkursy odgrywają inna rolę niż 20 lat temu. I dochodzi jeszcze proza życia, jaką są finanse. Rozmowy ze sponsorami, zdobywanie środków, firm do współpracy, bartery itp. To obszar, który jest najtrudniejszy, a niezwykle ważny.

Igor modowy? Ulubione marki?

– Kiedyś byłem bardziej odważny, kolorowy, preferowałem styl sportowy. Teraz jestem stonowany. Lubię marynarki i garnitury i uważam, że dobrze w nich wyglądam. Połowa szafy to garnitury i marynarki. Czasami na czerwone dywany trzeba się wystroić.

Nie mam swojej jednej ulubionej marki. Lubię ubrania od Jarosława Ewerta, bardziej pojechane, ale przeze mnie akceptowalne na przykład czarne spodnie z białym lampasem i granatowa bomberka. Lubię Zarę, bo ich marynarki i garnitury dobrze na mnie leżą. Właśnie tam kupiłem camelowy garnitur na powitanie naszej Miss Świata.

Czuję się dobrze w golfach pod marynarką. Największy problem mam z butami z powodu niestandardowych stóp. Ale jeśli już, to muszą być bardzo dobrej jakości. Klasyczne jeansy obowiązkowo, a latem najlepiej czuję się w klapkach szortach i T-shirtach.

Robienie zakupów nie sprawia mi wielkiej przyjemności. Jak muszę, to idę, a chodzenie do przymierzalni bardzo mnie męczy. Do marek i metek nie przywiązuję wagi.

Nie kupuję też przez internet, bo muszę zawsze przymierzyć, dotknąć.

Ulubiony zapach?

– Już może oldschoolowy zielony Hugo Boss – starszy brat mnie nim zainspirował, bo sam używał. Lubię też takie bardziej ciężkie, skórzane Toma Forda.

Czego się boi Igor?

– Ciężko odpowiedzieć szybko na to pytanie, ale chyba najbardziej boję się utraty bliskich. Wiem, że nic nie jest wieczne, ale tego boję się najbardziej. Tak jak wspominałem, na początku mam w rodzicach duże wsparcie i dobrze nam ze sobą. Boję się zostać bez nich, choć nigdy nic nie wiadomo, bo kolejność może być różna. Nad sobą się nie roztkliwiam, bo jak mówią rodzice, swoje już przechorowałem. Urodziłem się z ostrą niewydolnością oddechową i dawali mi zero procent na przeżycie.

A bardziej optymistycznie na koniec. Jakie masz marzenia?

– Mam marzenia, ale podchodzę do nich racjonalnie. Dwa lata temu podczas rodzinnego wywiadu telewizyjnego padło to pytanie, chodziło o te zawodowe. Powiedzieliśmy, że warto byłoby powtórzyć sukces Anety Kręglickiej, pierwszej Polki, która została Miss Świata. I to marzenie się spełniło, ale bez ciężkiej pracy i konsekwencji by tego nie było.

Moje obecne to być po drugiej stronie. Teraz to my robimy coś dla telewizji i ktoś to akceptuje, a ja chcę sam decydować, co dopuścić do realizacji, a co nie. Mam wyczucie i to chciałbym zrealizować, stanąć po drugiej stronie, być reżyserem telewizyjnym. Choć telewizja odchodzi do lamusa i chyba jestem ostatnim pokoleniem, które z niej korzysta. Widzę się także na uczelni jako wykładowca. Nie wiem, czy do końca swojego zawodowego życia będę realizował projekty związane z wyborami miss.

Prywatnie chciałbym poznać więcej miejsc na świecie, podróżować. Interesuje mnie Ameryka Południowa. Poza tym podróże wzbogacają, to inwestycja w rozwój, nowe miejsca kultury. Zobaczymy, co czas przyniesie.

To film czy książka?

– Moja mama chce pisać książkę, a ja może zrobię film. Historia naszej rodziny jest tego warta, IGO-ART to tylko wycinek naszego życia. Wszystko przed nami.