Masz lat naście i marzysz o wyprowadzce. Starzy trują i wizja mieszkania samemu wydaje się być idealna. A potem przychodzi dorosłość i zderzasz się ze ścianą. Albo kilkoma: słaba praca, słaba zdolność kredytowa, ceny mieszkań, właściwie nieistniejący rynek wynajmu. Marzenia o własnym mieszkaniu zamieniasz na wynajęty pokój z wieloma współlokatorami. Jest fajnie. Przynajmniej przez jakiś czas. Potem do dwóch wprowadzają się dziewczyny, trzeci nie do końca rozumie ideę higieny, a czwarty postanawia nauczyć się grać na perkusji. 

Scenariusz bywa też inny. Wyprowadziłeś się, mieszkasz z partnerką i po ślubie stwierdzacie, że bez sensu płacić za wynajem. „Wybudujmy się, pomieszkamy w tym czasie u rodziców" – to równia pochyła dla wielu związków, szczególnie na początku ich drogi. 

Prawie połowa Polaków w wieku od 25 do 34 lat mieszka z rodzicami. Średnio potrzebujemy aż 28 lat, żeby się usamodzielnić. Jesteśmy na dobrej drodze, by za chwilę dogonić włoskich bamboccioni, którzy do trzydziestki raczej nie myślą o własnym kącie. Z resztą już dorobiliśmy się własnej nazwy. W Polsce tych, którzy nie spieszą się z wyprowadzką, nazywa się gniazdownikami. 

Wróćmy na chwilę do randki ze wstępu. Gdybyśmy odwrócili role, nie byłoby tak źle. Sytuacja, w której kobieta mieszka z rodzicami, nie jest już tak jednoznacznie negatywna jak w przypadku mężczyzn. Stereotypy mają się świetnie i w postrzeganiu społeczeństwa to on ma być panem i władcą domu. Faktem jest, że w Polsce kobiety szybciej wyprowadzają się z domu rodzinnego. Średnio mężczyźni spędzają w nim dwa lata dłużej. A skąd te różnice? Ano na przykład stąd, jak wchodzimy w związki. Kobiety wiążą się często z partnerami starszymi o właśnie dwa-trzy lata. Podobna różnica wieku występuje też w podjęciu pierwszej pracy. Kobiety zaczynają ją średnio dwa lata wcześniej niż młodzi mężczyźni. 

Niestety nawet dwa lata zarabiania więcej obecnie nie dają gwarancji, że na mieszkanie będzie nas stać. I mimo że internet wydał wyrok i dla postronnych obserwatorów mieszkanie z rodzicami to prawdziwa hańba, ja nie jestem aż tak zdecydowana w ocenie. Czasy, w jakich przyszło nam wchodzić w dorosłość, odbiegają od normalności. Dziś na wieloletnie zadłużenie i ryzyko niewypłacalności patrzymy jak na życiowy cel. Gratulujemy tym, którym udało się wziąć kredyt. Przez jakiś systemowy błąd wierzymy, że posiadanie mieszkania świadczy o zaradności. Na to potrzeba innej miary. 

Rząd bardzo chce dzieci. I rodzin. I żeby te rodziny miały dzieci, najlepiej dużo. Mamy więc 500 plus, dodatki do żłobków, kapitał opiekuńczy. Niestety ktoś tu chyba zapomniał, że rodziny, szczególnie te z dziećmi, powinny gdzieś mieszkać. A skoro z każdym dniem na mieszkania stać nas coraz mniej, to i chęci do prokreacji nie rosną. Daleko mi do oczekiwania, że w ramach kolejnego programu zaczną rozdawać mieszkania, ale obecny rynek wymaga uporządkowania i regulacji, aby samodzielne mieszkanie stało się realne dla większości młodych osób. 

I zupełnie nie mówię o tym, żebyśmy teraz dali sobie spokój i na stałe zamieszkali w swym pokoju z plakatami z "Bravo" nad łóżkiem. Są rodziny, w których nawet krótki wspólny czas grozi długą terapią w przyszłości. Możemy chyba jednak trochę spuścić z tonu i zdjąć winę z tych, którzy mimo funkcjonowania jak dorośli dalej mieszkają z rodzicami. 

To kiedy jest już za długo? Wtedy, kiedy zupełnie niechcący z wspólnego mieszkania przez rok po ślubie zrobiło się już pięć lat, bo wybór podłogi do kuchni to trudna decyzja i musicie jeszcze trochę nad nią pomyśleć. Wiem, że są rodziny, w których to się udaje, ale mocno wierzę, że związki jeszcze bardziej potrzebują prywatności. 

Za długo jest również wtedy, kiedy wystąpił błąd lekarski i w dalszym ciągu nie udało się odciąć pępowiny. Fajnie jest być blisko ze swoimi rodzicami – niefajnie podrzucać mamie brudne gacie do prania. I wydaje mi się, że nie ma znaczenie, czy są one męskie, czy damskie. Całkiem miło jest zjeść wspólną kolację – niemiło, jeśli codziennie od 32 lat gotuje ją twoja mama. 

Żeby było fair, proponuję przypadki rozpatrywać indywidualnie. Zakładamy niewinność, a wyrok skazujący wydajemy, dopiero gdy podejrzany okaże się niesamodzielnym, niechętnym do pracy i podjęcia choć próby bycia dojrzałym, dużym dzieckiem. Tym, którzy na mieszkanie z mamą decydują się z wygody, mówimy stanowcze "nie". Kobietom, które z wyprowadzką czekają, aż znajdą męża z mieszkaniem, również dziękujemy. W dorosłość można wchodzić małymi, nawet całkiem pokracznymi krokami. Jednak żeby ruszyć naprzód, warto puścić rękę rodzica.