Zabierając się do pracy nad tym artykułem, właściwie nad większością, całkiem nieświadomie zadaję sobie pytanie: dlaczego akurat ja mam o tym pisać? Czy ja się w ogóle znam? Dopada mnie to zazwyczaj, gdy robię research i czytam wypowiedzi innych na dany temat. W moim wyobrażeniu oni się znają – ja nie. Nawet jeśli obiektywnie moja wiedza jest podobna i nawet jeśli wiem więcej. Czuję się niewystarczająco kompetentna. To syndrom oszusta, który każe mi wątpić. Może dopaść cię w pracy, związku, w sporcie, hobby, a nawet po zdiagnozowaniu choroby. We wszystkim można poczuć się niewystarczającym, choć zupełnie mija się to z prawdą.

Syndrom oszusta to pojęcie psychologiczne. Mówi o sytuacji, kiedy niezależnie od faktycznych sukcesów i osiągnięć czujemy się niekompetentni, swoje zasługi przypisujemy przypadkowi i szczęściu, a nie włożonej w nie pracy, oraz brakuje nam wiary we własne możliwości. Statystyki mówią, że 70 proc. ludzi spotyka się z nim choć raz w swoim życiu. I choć wcześniej sądzono, że dotyczy głównie kobiet, dziś wiemy, że mężczyźni także nie są na niego odporni. Powiedziałabym raczej, że jest zjawiskiem dość demokratycznym i uderzyć może w każdego. Szefowa operacyjna Facebooka, Sheryl Sandberg, Lady Gaga, Natalie Portman, Tom Hanks czy David Bowie również mierzą się lub musieli stawić mu czoła. Tom Hanks w jednym z wywiadów przyznał wprost, że czuje się jak oszust i boi się, że w końcu ktoś to odkryje, a on wszystko straci.

Choć może trafić na każdego, są pewne cechy charakteru, które mogą służyć syndromowi oszusta. Częściej przyczepia się on do perfekcjonistów, osób bardzo ambitnych, obawiających się porażki i motywowanych zewnętrznie – czyli takich, które potrzebują uznania innych. Jeśli należysz do takich osób, znacznie częściej swoje sukcesy będziesz umniejszał, a zasługi przypisywał szczęściu, pogodzie czy sąsiadce. I jasne, nie zawsze na wszystko masz wpływ, ale im dłużej będziesz wmawiać sobie, że każde osiągnięcie jest dziełem przypadku, tym bardziej będziesz w to wierzył.

Czym grozi syndrom oszusta? Im dłużej się z nim zmagasz, tym niższą będziesz miał samoocenę i wmawiasz sobie, że nie zasługujesz na to, co masz. Ale poza gorszym samopoczuciem może to przynieść też bardziej wymierne konsekwencje. Bardzo prawdopodobne jest, że osoby z syndromem oszusta nie zdecydują się na podjęcie ryzyka, przyjęcie trudniejszego zadania czy awansu, zamiast tego będą swoim życiem kierować po bezpiecznej drodze. Tej, na której trudniej o porażkę, ale też takiej, na której satysfakcja i ewentualna nagroda jest mniejsza.

Cykl oszusta

Im więcej sukcesów odnosisz, im więcej starasz się robić, tym większa szansa, że i ciebie dopadnie syndrom oszusta. Ba, wszyscy dookoła czasem pracują na to, byś zwątpił i zanegował swoje osiągnięcia: Udało się! Ale miałeś szczęście! Co za fart! W tym momencie, zamiast cieszyć się z sukcesu, zaczynasz wątpić, ale problem zaczyna się znacznie wcześniej. Osoby zmagające się z syndromem oszusta, kiedy dostają jakieś zadanie, mogą postąpić w dwojaki sposób: część rzuca się w wir pracy, wierząc, że tylko ogromny wysiłek jest w stanie uchronić je przed porażką, a część – z powodu ogromnego lęku zaczyna prokrastynować, odkładając wykonanie zadania na minuty przed deadline'em. Pierwsza grupa wierzy, że brak im talentu i wszystko przychodzi im trudniej niż innym, więc całą nadzieję pokładają w ciężkiej pracy, ci drudzy przekonani są, że ich sukces jest dziełem zupełnego przypadku, a oni nie przyłożyli do niego ręki.

Sytuacji nie poprawiają słowa uznania ani nagrody. Nawet kolejne sukcesy nie niszczą błędnego przekonania o niskiej wartości. Bardzo często pojawia się wtedy lęk przed zdemaskowaniem. Osoba z syndromem oszusta obawia się, że zaraz wszyscy dowiedzą się, że nie nadaje się do pracy, że się nie zna, że po prostu oszukiwała, przez co zostanie zwolniona, wyśmiana i straci swoją pozycję.

Czy jestem oszustem?

Pamiętaj, że syndrom oszusta zdarza się nie tylko w pracy i potrafi namieszać w głowie również w życiu prywatnym, może się przytrafić zarówno w związku (Nie jestem jej wart, jest dla mnie za dobra), jak i na treningu (Miałem szczęście, rywal miał dziś gorszy dzień). Zastanawiasz się, czy ciebie też to dotyczy? Odpowiedzi twierdzące na poniższe pytania sugerują, że coś jest na rzeczy.

  • Skupiasz się na popełnionych błędach, nawet jeśli nie przekreśliły sukcesu? 
  • Jesteś perfekcjonistą? 
  • Obawiasz się, że szef/koledzy odkryją, że nie znasz się na swojej pracy? 
  • Często myślisz: Nie zasługuję na to? 
  • Uważasz, że to, czym się zajmujesz, jest proste i każdy mógłby cię zastąpić? 
  • Nie cieszysz się z sukcesów?

Syndrom oszusta to w dużej mierze sposób, w jaki myślisz o sobie. To dobra wiadomość, bo to znaczy, że możesz go zmienić. Skoro już wiesz, z czym masz do czynienia, zacznij inaczej przyglądać się swoim osiągnięciom. Jeśli do tej pory analizowałeś same błędy, postaraj się obok nich wymienić te rzeczy, które zrobiłeś dobrze i jesteś z nich zadowolony. Zrezygnuj lub przynajmniej ogranicz porównywanie się z innymi. Pamiętaj, że ludzie rzadko kiedy chwalą się porażkami, więc to co widzimy – na żywo, LinkedInie czy Facebooku, to często ich najlepsza wersja samych siebie. Nie znaczy to jednak, że nie mają na swoim koncie porażek albo tak jak ciebie, nie zżera ich stres. Po prostu o sobie wiesz znacznie więcej, w takim porównaniu już na starcie nie masz szans. Jeśli jednak podjęte kroki nie przynoszą oczekiwanych efektów, temat warto przepracować z terapeutą. Być może syndrom oszusta tak bardzo wpłynął na twoją samoocenę, że samodzielna praca nie wystarczy, by się z nim uporać.