Pokolenie dzisiejszych trzydziesto- czy czterdziestolatków wychowali ojcowie nieobecni. I niekoniecznie chodzi o tych, którzy zniknęli na wieść o potomstwie, czy o tych, którzy za wizją zarobku ruszyli za polskie granice. Również ci, którzy do domu wracali na obiad, nie zawsze potrafili „być" z dzieckiem. Jakie mamy tego efekty? Można ich szukać w gabinetach psychoterapeutów, statystykach rozwodów i tym, jak bolesne bywają spotkania z rodzicami przy niedzielnym obiedzie. 

Według amerykańskich badań jedynie 10 proc. dorosłych mężczyzn przyznaje, że swojego ojca może nazwać przyjacielem. Znacznie więcej osób określa swoje relacje jako skomplikowane. Dominuje poczucie żalu – o brak empatii, wsparcia czy w końcu o nieobecność. Trudno z takim bagażem tworzyć zdrowe związki. Usłyszałam kiedyś, że każdy dostanie coś od swoich rodziców i że najczęściej będzie to powód do terapii. Ciekawe, kto w takiej niechlubnej statystyce by wygrał: matki czy ojcowie... 

Dzień Ojca to trochę taki zły bliźniak Dnia Matki. Owszem, internet wypluje jakieś pomysły na prezenty, w Lidlu rzucą kolorowe męskie skarpetki, ale nie jest tak hucznie i kolorowo jak 26 maja. Nie świętujemy go z taką pompą, nie ma stoisk z kwiatami otwartymi tylko na tę okazję. Dlaczego? Bo matka jest tylko jedna i jej się należy szacunek. Mam wrażenie, że ojciec to u nas trochę rodzic drugiej kategorii. Nawet popkultura karmi nas tym stereotypem. Choć obraz ojca w mediach się zmienia, to dalej w serialach ojciec najczęściej jest pierdołą, z której można się śmiać, a matka musi go wiecznie ratować (Phil w "Modern Family" czy nawet tata świnki Peppy), ewentualnie czarnym charakterem (Cal z "Euforii" czy Darth Vader). 

Obraz własnych rodziców zmienia się, kiedy sami się nimi stajemy. Czasem to moment pełen zrozumienia, a czasem dopiero wtedy dociera do nas, jak bardzo zawalili sprawę. Dziś bycie ojcem jest zdecydowanie trudniejsze. Nie dość, że musisz spełniać wszystkie oczekiwania społeczeństwa względem męskości, być twardym, utrzymać rodzinę, a jednocześnie bawić się z dzieckiem, rozmawiać o emocjach i towarzyszyć na każdym etapie rozwoju. I wszystko fajnie, szkoda tylko, że wraz z wymaganiami nie idą w parze narzędzia do ich realizacji. Bo jeśli wrócicie pamięcią do dzieciństwa, to większość z was nie przypomni sobie zabaw z ojcami. Nikt też szczególnie się emocjami nie przejmował, jeśli już, to tym, by za bardzo nie wchodziły w drogę dorosłym. 

Dziś większość młodych ojców chce świadomie budować swoje relacje z dziećmi. W końcu zaczynamy rozumieć, że w duecie ojciec – dziecko wcale nie chodzi o bierne posłuszeństwo i szacunek wymuszony strachem. Często, żeby zacząć w ten sposób myśleć, trzeba odrzucić wszystko, co wynieśliśmy z domu, zakwestionować to, co było normą. Jednak oprócz rozprawienia się z relacją z własnym ojcem, warto dać sobie kredyt zaufania, bo szanse, że będąc rodzicem, będziemy popełniać błędy, są ogromne. Na szczęście dzieci nie psują się tak łatwo, a angażując się i podążając za dzieckiem, zrobisz znacznie więcej dobrego. 

I choć – będę to powtarzać, żeby nikomu nie przyszło do głowy marudzić, że kiedyś to było – bycie ojcem współcześnie jest trudniejsze, to istnieją też sposoby na to, by udało się to zrobić lepiej. Najlepszą inwestycją w relację ojca z dzieckiem jest to, czego wiele z nas nie otrzymało od swoich ojców, czyli czas. Owszem, może w tych pierwszych latach to nie jest najbardziej na świecie emocjonujący czas, ale potem zaczyna się robić znacznie ciekawiej. Wyjazdy survivalowe, zajęcia sportowe dla ojca z dzieckiem, wyjazdy pod namiot, możecie robić, co tylko chcecie, jeśli robicie to razem. Ta inwestycja, choć nie szybko, zwróci się z pewnością, na przykład wtedy, kiedy twoje nastoletnie dziecko nie będzie się bało, tylko przyjdzie do ciebie po pomoc. 

Choć to tylko moja teza, niepoparta badaniami, to mocno wierzę, że bez względu na to, jak bardzo pokiereszowała cię relacja z ojcem, możesz być tatą, jakim tylko chcesz. Nie mówię, że będzie łatwo i kolorowo, bo ojcostwo to czasem orka na ugorze. Ale dla tych dobrych chwil warto. Dla dziecka i dla siebie.