Slava Ukraini!  

Pod postami modowych influencerów goszczących na Fashion Weeku pojawiła się lawina komentarzy od oburzonych internautów. ,,Czy wiesz, co się dzieje w Ukrainie?" - mogliśmy przeczytać pod zdjęciami m.in. włoskiej influencerki Chiary Ferragni relacjonującej pokazy i towarzyszący im pełen przepychu lifestyle. Włoszka dopiero po kilku dniach od wybuchu wojny zdecydowała się wskazać zbiórkę na rzecz Ukrainy, nie poprzestając przy tym w publikowaniu modowych relacji. Inna gwiazda social mediów, Leonie Hanne zadeklarowała natomiast, że gdyby nie zabookowane wcześniej zestawy ubrań na konkretne pokazy, najchętniej ubierałaby wyłącznie kolory niebieski i żółty. W geście solidarności z krzywdzonymi na Wschodzie, blogerka opublikowała też zdjęcie swojej latte z napisanym na piance hasłem ,,I love Ukraine". Sączyła je w luksusowym apartamencie paryskiego hotelu Plaza Athenee - po Mediolanie przyszedł czas na pokazy w stolicy Francji. Czy reakcja Ferragni była zbyt późna, a Hanne zbyt symboliczna? Czy mamy prawo wyrokować, jak powinny zachowywać się osoby publiczne? Pamiętajmy, że z konsekwencjami bieżącej sytuacji będziemy mierzyć się jeszcze przez długi czas i siły i środków do pomagania musi wystarczyć nam na cały ten okres. Oby początkowy zapał pomagających - m.in. tu w Polsce, przetrwał próbę czasu i zainspirował innych wspierających. 

 

Internetowi strażnicy moralności… 

Na tygodniu mody pojawiła się również polska reprezentacja, co prawda w dość okrojonym składzie. Mimo że pokazy wróciły wbrew przewidywaniom do kształtu sprzed pandemii, zdaje się, że nie uczestniczy w nich aż tak okazałe grono osób z modowego świata. Wysłanniczka luksusowego Domu Handlowego Vitkac, zmuszona była zablokować komentarze w związku z pojawiającymi się pod jej zdjęciami krytycznymi wpisami. Hejt dotknął też sam Vitkac, co spotęgowała ich niefortunna w czasie kampania nawiązująca do postsowieckiej estetyki i wykorzystane w niej stylizacje kojarzące się ze stylem militarnym. Dom Handlowy przeprosił na Instagramie obserwatorów i usunął materiały z social mediów. Nie zniknęły one jednak ze sklepu internetowego, co nie umknęło uwadze internetowych strażników moralności. Kilka dni temu Vitkac ogłosił, że przekazuje 300 tysięcy złotych na zweryfikowane zbiórki niosące pomoc ofiarom wojny w Ukrainie. 

 

Od nich w Rosji nie kupisz 

Sprzeciw wobec wojny w zadowalającej opinię publiczną formie okazał podczas włoskiego tygodnia mody Giorgio Armani, który przed rozpoczęciem swojego pokazu oświadczył, że nie użyje muzyki do swojego show. Na wymowny gest zdecydowała się także marka Balenciaga, usuwając z Instagramowego profilu wszystkie wcześniejsze zdjęcia i publikując flagę Ukrainy wraz z informacjami dotyczącymi zbiórki.  

 

Czy światowy przemysł miał się zatrzymać 24 lutego 2022 r.? Jak mieli odnieść się do sytuacji mniejsi przedsiębiorcy, a jak biznesowi giganci? Co do drugich, nie ma wątpliwości - wycofanie sprzedaży na rynku rosyjskim zarówno online, jak i stacjonarnie jest jedyną właściwą reakcją. Do tej pory na ten ruch zdecydowali się m.in. grupy Kering, Richemont i LVMH, w skład których wchodzą marki takie jak Christian Dior, Gucci, Cartier, Givenchy, a także Chanel i Hermes. Sprzedaż w Rosji wstrzymali też Mango i H&M, pod którego rządami znajdują się też marki Cos, Monki i &Other Stories. Mieszkańcy Rosji nie złożą już także zamówień na stronach takich sklepów jak Nike czy platformy Asos, Farfetch i My Theresa. Większość firm zdecydowała się również na przekazanie sporych sum na ratowanie Ukrainy. Internauci bojkotują te, które nie wydały jeszcze oficjalnego stanowiska i prorokują, że zdobędą się na ten ruch dopiero po ustąpieniu trwającego obecnie szturmu na sklepy, który narasta w Rosji w ciągu ostatnich dni w związku ze słabnącą wartością Rubla. Jedną z marek, która kazała czekać na swoje oświadczenie jest Zara, ogłaszając dopiero w sobotę, że wycofuje się z rynku rosyjskiego. 

 

Nie reklamuj swojego biznesu! 

Mimo że w wielu publikowanych przez influencerów ankietach przeważają głosy, aby twórcy udostępniali swoje standardowe treści, by dać nimi wytchnienie od tragicznej sytuacji, początkowy odzew na ich publikacje i działania związane z promocją własnych projektów był jednoznaczny - macie robić to, co my - zdawali się krzyczeć wzburzeni internauci. Chociaż nie wiadomo przecież, w jaki sposób autorzy komentarzy wspierają Ukrainę?

Sporo firm zdecydowało się wstrzymać promocje wiosennych kampanii, niektóre postanowiły całkowity dochód ze sprzedaży przeznaczyć na zbiórki, inne wesprzeć je tylko w określonym procencie. Wiele marek zorganizowało zbiórki w swoich siedzibach jak np. Nusa Ani Skury. Influencerka prowadząca brand z ubraniami i rzemiosłem z Bali, na obserwowanym przez ponad 400 tysięcy osób profilu na Instagramie, przez tydzień udostępniała informacje dotyczące zbiórek i ogłoszenia związane z udzielaniem pomocy poszkodowanym z Ukrainy. Skura znana w Internecie jako What Anna Wears wyznała w ostatnich dniach, że produkty, które zwykle wyprzedają się w ciągu doby od pojawienia się w sklepie, ciągle są dostępne, ponieważ nie reklamuje ich, tak jak zwykle na łamach swoich zasięgowych profili. Kilka dni wcześniej, na Instagramie Nusa pojawił się film z wypowiedzią jednej z pracujących tam Ukrainek - Vitki. W nagraniu dziewczyna dzieli się tym, że dzięki pracy nie tylko zarabia pieniądze, dzięki którym może wspierać swoją rodzinę w Ukrainie ale też choć na chwilę ma szansę oderwać się myślami od tragedii, która ma miejsce w jej ojczyźnie. ,,Media społecznościowe są dla nas głównym kanałem komunikacji, jeśli przestaniemy to robić, przestaniemy sprzedawać i po prostu nasza firma nie będzie mogła istnieć." - możemy przeczytać we wpisie pod nagraniem.

Na granicę! 

,,Źle się czuję z tym, że nie pojechałam na granicę, mimo że pomagam w inny sposób, konkretnej rodzinie. Niezręcznie jest mi też publikować zdjęcia sprzedażowe" powiedziała mi właścicielka marki Lasarta Sonia Kopańska w nawiązaniu do relacji influencerów, którzy od ponad tygodnia pomagają w transporcie uciekinierom z Ukrainy. Internauci chętnie rozliczają marki z tego, jaki procent decydują się przeznaczyć na pomoc. Miejmy w pamięci to, że 20 lat temu nie można było nałożyć odpowiedniej nakładki na zdjęcie profilowe na Facebooku, czy skomentować czyichś działań anonimowo na szeroką skalę. Dlaczego aktualnie wielu rości sobie prawo do oceny czyjegoś postępowania w ramach jego firmy czy marki osobistej?

Mówi się, że Polacy tak gościnnie i heroicznie witają sąsiadów z Ukrainy, bo doskonale pamiętamy, kiedy to naszym przodkom działa się krzywda. To pamięć rodowa, ona płynie w naszych żyłach, jest w naszym polu. Jednak, czy wolno komuś wymagać od innych konkretnej reakcji? Czy mamy rzucić nasze biznesy i wszyscy udać się na granice, by ratować przybyszy z Ukrainy? Mało kto z nas jest w stanie obecnie przespać spokojnie całą noc, ale sklepy spożywcze, apteki, banki i drogerie funkcjonują jak dawniej. Bądźmy dla siebie wyrozumiali i łagodni...