E-booki mają się do zwykłych książek mniej więcej tak, jak pliki MP3 do kaset magnetofonowych czy płyt winylowych. Treść ta sama, tyle że w cyfrowej formie. Może i "odduchowionej", ale o ile wygodniejszej. W przeciwieństwie do papierowych wydawnictw e-książki są dostępne natychmiast, wszędzie tam, gdzie można się połączyć z internetem. Zależnie od urządzenia, na którym czytasz - zwanego e-readerem - najczęściej przez sieć Wi-Fi. W niektórych modelach wystarczy dostęp do 3G. Najprostsze trzeba połączyć z komputerem.

Elektroniczną książkę można przeszukiwać jak dokument tekstowy, dodawać zakładki i adnotacje, a jeśli trafisz na nieznany wyraz, sprawdzisz go w zainstalowanym słowniku. Masz słaby wzrok? Zmień wielkość czcionki.

Nie wszystko i nie zawsze tanio

W zagranicznych e-księgarniach znajdziesz większość nowości. Jeśli interesują cię starsze lub niszowe pozycje, prawdopodobnie również do nich dotrzesz. Na naszym rynku elektroniczne książki to ciągle nowość. Nie licz na duży wybór. Są Kuczok, Dehnel i tłumaczenia Larssona. Lecz np. listy Mrożka i Lema dostaniesz tylko na papierze. Katalogi największych polskich e-sklepów zbliżają się do 10 tys. pozycji. Na Amazonie: do miliona.

Ceny w zagranicznych e-księgarniach to kilka do kilkunastu dolarów. "Snuff" Prachetta kosztuje 14 dol., biografia Jobsa to wydatek 20 dol. Te same książki w formie papierowej kosztują w polskich księgarniach - odpowiednio - 110 i 50 zł. Skąd różnica? Pierwszy z tytułów sprowadzany jest na zamówienie, drugi funkcjonuje w normalnej dystrybucji. Kupując e-książki niedostępne w Polsce, oszczędzasz dużo. Tytuły, które dostaniesz w normalnej księgarni, w formie e-booka kosztują mniej więcej tyle samo, co wydania papierowe.

W sieci znajdziesz też bezpłatne e-książki. To klasyczne pozycje, do których prawa autorskie wygasły. Joyce, Christie albo Dickens w oryginale? Sprawdź www.gutenberg.org albo "raczkujące" Google eBooks. Tytuły polskie? Na www.wolnelektury.pl  (na Google eBooks są też skany kanonu naszej literatury - do czytania online).

E-book na e-papierze

Jeśli chcesz czytać e-booki, powinieneś kupić e-reader. To tabliczka wielkości zeszytu A5 (standardem jest ekran o przekątnej 6 cali), której baterię ładujesz raz na miesiąc. Sprzęt możesz zabrać ze sobą nie tylko do samolotu czy pociągu, ale i autobusu albo parku. Waży tyle, co cienka książka, nie ma w środku części ruchomych (dane są przechowywane w pamięci flash), a jego wyświetlacz jest znacznie bardziej trwały niż szklane, dotykowe ekrany smartfonów.

Czytnik ma jeszcze jedną, kolosalną przewagę nad innymi urządzeniami używanymi do otwierania e-booków: ekran w technologii e-ink. Zamiast z podświetlanych punktów o regulowanej barwie, jak w technologii LCD (tablety, notebooki, monitory) - składa się mikrokapsułek z czarnymi i białymi cząstkami zawieszonymi w cieczy. Obraz uzyskiwany jest poprzez ich "obracanie" za pomocą pola elektromagnetycznego. Wyświetlanie treści nie wymaga więc ciągłego zasilania, ekran pozostaje doskonale czytelny również w słońcu, a tekst wygląda jak na papierze. Czasem nawet lepiej! Gdy wybierzesz się z czytnikiem na plażę, docenisz matowe tło ekranu - jest mniej męczące niż odbijający światło papier.

Uwaga! Jeśli planujesz zakup "prawdziwego" e-readera i znajdziesz czytnik w supercenie, upewnij się, że nie jest to po prostu odtwarzacz multimedialny z ekranem LCD. Na rynku pojawiły się też takie urządzenia - dwukrotnie tańsze od e-inkowych, ale pozbawione zalet płynących z tej technologii.

Czy ma ona jakieś wady? Nie ma róży bez kolców. E-papier nie jest podświetlany. Jeśli chcesz czytać w nocy, musisz zapalić lampkę. Do tego dochodzi powolne odświeżanie ("przewracanie kartek") i brak koloru.

Przywary mogą zniknąć. W Korei Południowej pojawił się Kyobo eReader - androidowy czytnik z barwnym e-inkiem. Urządzenie łączy zalety e-papieru (komfort czytania, oszczędność energii) i LCD (kolor, szybkie odświeżanie). Jeśli technologia okaże się tak dobra, jak twierdzi producent, czeka nas rewolucja.

Iriver Story HD Iriver Story HD  Zdjęcia: Łukasz Falkowski, materiały prasowe (montaż)

Kyobo eReader to androidowy czytnik z kolorowym e-inkiem. Cena: odpowiednik 1000 zł. Rewolucja nadchodzi z Korei!

Zacznij od e-księgarni

Kupując taki lub inny czytnik, "zapisujesz" się do jednego z dwóch wydawniczych ekosystemów - wybierasz, z których internetowych księgarni będziesz pobierać książki. W praktyce wszystko sprowadza się do dylematu: Amazon czy reszta świata? Masz Kindle'a? Zyskujesz dostęp do bardzo dużego wyboru tytułów zagranicznych, ale nie ściągniesz płatnych książek z większości polskich e-księgarni (wyjątki - ebookpoint.pl i część pozycji z katalogu Nexto ). Amerykański potenat szykuje się do wejścia na nasz rynek, więc istnieje duża szansa, że dostępność rodzimych książek na Kindle'a wzrośnie jeszcze w 2012 r.

Chcesz czytać po polsku już teraz? Poszukiwania zacznij od wycieczki po internetowych księgarniach. Jest kilka dużych: eClicto , Empik , Legimi , BezKartek.pl czy wspomniane Nexto i ebookpoint.pl (w USA liczą się przede wszystkim Amazon i Barns & Noble , przy czym ten drugi nie jest dostępny dla posiadaczy polskich kart kredytowych). Sprawdź, który ze sklepów oferuje interesujące cię tytuły, a następnie - w jakich formatach (i z jakimi zabezpieczeniami!) je sprzedaje.

Dwa najpopularniejsze to EPUB i Mobi. Oba umożliwiają przeszukiwanie tekstu i łatwą zmianę wielkości czcionki. Praktycznie wszystkie czytniki obsługują przynajmniej jeden z nich. A jeśli akurat trafi się książka w niekompatybilnym formacie, konwersja (chociażby za pomocą darmowego programu Calibre) nie stanowi problemu.

Gorzej jest z PDF-ami - to trzeci rodzaj e-książek, na szczęście najmniej popularny. Większość czytników obsługuje takie dokumenty, jednak pliki PDF rzadko kiedy "pasują" do ekranów. Inaczej niż w przypadku EPUB i Mobi - PDF praktycznie nie poddaje się przeskalowaniu poprzez zmianę wielkości czcionki i ułożenia tekstu na nowo (tak by mieścił się na wyświetlaczu). Co gorsza, wyświetlanie PDF-ów wymaga znacznie większej mocy obliczeniowej niż w przypadku plików EPUB albo Mobi i mało który czytnik sobie z tym radzi. W zasadzie do czytania takich plików nadają się tylko tablety i nietypowe e-readery 10-calowe.

Osobną sprawą są zabezpieczenia (DRM).

To właśnie one decydują o tym, jakie publikacje będziesz mógł czytać na wybranym urządzeniu. Amazon ma swój standard. Książki z tego sklepu mogą być otwierane tylko na Kindle'u albo w smartfonowej lub tabletowej aplikacji. Jeśli chcesz czytać polskie wydawnictwa, postaw na sprzęt obsługujący Adobe DRM (znany jako Adobe ID lub Adobe Digital Editions). Zabezpieczenia DRM mogą być naniesione na pliki w każdym ze wspomnianych formatów - EPUB, Mobi i PDF (a więc standard DRM i format plików to dwie osobne sprawy; nie należy ich ze sobą mylić). Jak ognia unikaj e-readerów, które nie obsługują żadnego rodzaju zabezpieczeń DRM!

Za e-reader nie warto przepłacać

Do tej mądrości doszliśmy metodą testów. Wybrałeś ekosystem Amazona? Jesteś skazany na Kindle'a. Testowany przez nas Kindle Keyboard (z Wi-Fi) ma rozsądną cenę (600 zł z wysyłką z USA), bardzo dobry ekran, lekką obudowę i przemyślane oprogramowanie, w którym wszystkie najważniejsze funkcje są na swoim miejscu. Książki możesz pobierać bezpośrednio na urządzenie przez Wi-Fi. Polecamy też przyjrzenie się podstawowemu modelowi, zwanemu po prostu Kindle. Nie ma klawiatury, lecz do czytania książek nadaje się równie dobrze, a jednocześnie jest najtańszym e-readerem na rynku (510 zł).

Jeśli chodzi o urządzenia obsługujące technologię Adobe, najchętniej polecilibyśmy czytnik z ekranem takim jak w Onyx Boox A60 (790 zł), oprogramowaniem PocketBooka 602 (700 zł) i obudową Irivera Story HD (670 zł). Najbliżej ideału jest ten drugi. Chociaż jego menu nie należy do najprostszych, da się w nim znaleźć nawet ustawienia interlinii. PocketBook jest równie poręczny jak Kindle, a przy tym lepiej wykonany. Ekran, jak to e-papier, bardzo czytelny, chociaż nieco mniej kontrastowy niż w urządzeniu Amazona albo Onyksa. Przyciski do przewracania stron umieszczono w najlepszym możliwym miejscu, czyli z boku obudowy. W zestawie bardzo praktyczny pokrowiec.

Wspomniany Iriver traci wiele ze względu na zastosowane oprogramowanie - brak w nim takich opcji regulacji wielkości czcionki, jakie są u konkurentów, o zmianie interlinii nie wspominając. Z kolei Onyx Boox A60 jest zdecydowanie zbyt duży jak na czytnik 6-calowy. Obsługa za pomocą rysika (ekran dotykowy) to gadżet - zamienilibyśmy go na cieńszą obudowę i niższą cenę.

Nie rozumiemy, skąd wzięła się cena eClicto. Niska jakość wykonania, najsłabszy w całym zestawieniu ekran, brak współpracy z Adobe Digital Editions i komputerami Apple'a - kosztujący 900 zł czytnik był atrakcyjny dwa lata temu, gdy należał do najtańszych na rynku. Czas na nowy model albo dostosowanie ceny do konkurencji.

Kindle i Onyx Boox A60 wyposażone są w kartę Wi-Fi, dzięki której książki można pobierać prosto ze sklepu, bez konieczności podłączania urządzenia do komputera. Na polskim rynku jest też wielki PocketBook pro 903 (9,7 cala!) z modemem 3G. Niestety, droższe modele urządzeń Amazona, które także umożliwiają kupowanie książek przez sieć komórkową - i to bez ponoszenia kosztów połączenia, w całym cywilizowanym świecie! - nie są na razie dostępne w naszym kraju (przynajmniej oficjalnie).

Niby-czytnik, tablet albo smartfon?

Testowaliśmy też trzy "czytniki" wyposażone w ekrany LCD - Lark Freebook 7.0, Trak tBook-7200 i Prestigio PER3052. Mimo niskiej ceny (od 310 zł) ciężko polecić je komuś, kto chciałby skupić się na lekturze. To odtwarzacze multimedialne z funkcją wyświetlania tekstu. Rzadko radzą sobie z zabezpieczonymi plikami, mają ekrany o bardzo małych kątach widzenia (wystarczy lekko przechylić urządzenie, by obraz przestał być czytelny), a baterie wystarczają na kilka godzin pracy.

Do czytania lepiej nadaje się porządny tablet z jasnym ekranem o dobrej rozdzielczości. To tylko jedno z zastosowań urządzenia - niekoniecznie takie, w którym sprawdza się najlepiej. Nawet superwyświetlacz LCD/LED i tak męczy oczy, akumulator szybko pada, a cena modnego sprzętu zabija: 2-3 tys. zł. W dodatku modele 10-calowe (jak iPad) są znacznie mniej poręczne od klasycznych czytników, a 7-calowe tablety z Androidem mają zazwyczaj "filmowe" (szerokie) ekrany - dobrze leżą w dłoni, lecz tekstu mieści się na nich niewiele.

Nie skreślaj jednak tabletu jako czytnika ostatecznie. Dzięki możliwości instalowania aplikacji taki gadżet daje dostęp do szerokiego katalogu książek. Niezależnie od tego, czy wybierzesz iPada, czy też któryś z androidów, możesz otwierać na nim zarówno książki z katalogu Amazona (tak!), jak i takie, które zostały zabezpieczone za pomocą Adobe DRM. Wystarczy odpowiedni program.

Odpowiednie aplikacje (typu Amazon Kindle albo Bluefire Reader) można też instalować na smartfonach. Za pomocą komórki wygodnie doczytasz parę stron na szybko, zwłaszcza że dane automatycznie synchronizują się pomiędzy urządzeniami. Otwierając książkę na telefonie, zaczniesz czytać od tego momentu, w którym skończyłeś lekturę na tablecie (i na odwrót).

E-booki da się czytać na wszystkim, co ma kawałek ekranu i procesora. Wymówki w rodzaju: "zawsze zapominam wziąć książkę ze sobą" albo "nie ma nic ciekawego na półkach", powoli przestają brzmieć wiarygodnie.         

Tekst: Michał Młynarczyk

Zdjęcia: Łukasz Falkowski, materiały prasowe (montaż)

Zobacz też na Logo24 :

tablety , technolgie , komputery