Volocopter to innowacyjny i już dość zaawansowany projekt konsorcjum E-Volo z miasteczka Bruchsal w południowoniemieckiej Badenii-Wirtmenbergii. Ma stanowić znacznie prostszą i bezpieczniejszą alternatywę dla klasycznych, prywatnych śmigłowców, a co najważniejsze, będzie to powietrzny stateczek elektryczny.

Plakietka "emission free" pozwoliła już firmie E-Volo na zgarnięcie od rządu federalnego 2 milionów euro publicznej dotacji, nie ściągając przy tym na swój Wunderprojek podejrzeń Brukseli w sprawie nieuczciwej konkurencji na europejskim rynku. Niemiecka zielona rewolucja trwa, a prace nad Volocopterem nabierają rozpędu.

 

Maszyna jest już po pierwszych testach, w trakcie których była jednak zdalnie sterowana i nie zabierała na pokład pilotów. Wykonany z lekkich materiałów Volocopter jest zdolny rozwinąć w powietrzu prędkość 100 km/h. Docelowo ma udźwignąć ciężar 450 kg (a więc limitem na tuszę pilota i pasażera będzie nie tyle ich waga, co ciasna kabina...) i fruwać na maksymalnej wysokości prawie 2 km.

Problemem pozostanie zasięg maszyny, ponieważ konstruktorzy przewidują, że "na jednym ładowaniu" będzie mogła przebywać w powietrzu jedynie przez godzinę. Cóż, do przemieszczenia się z willi na przedmieściach na dach jednego z frankfurckich wieżowców powinno to w zupełności wystarczyć.

Fot. www.e-volo.com

Firma E-Volo zadbała już o potrzebne certyfikaty. Dla Volocoptera stworzono nową, specjalną kategorię wirnikowych samolocików ultralekkich, a za jego sterami - przynajmniej w Niemczech - będzie mógł zasiąść każdy, kto posiada prywatną licencję pilota.