Lubisz pracować z laptopem na kanapie? Możesz bezprzewodowo przerzucać zdjęcia z aparatu oraz dane z zewnętrznego dysku, drukować, odtwarzać muzykę na głośnikach Hi-Fi, a nawet wyświetlić film na ekranie telewizora. Do odbiornika TV bez kabli podłączysz też kolumny czy DVD. Niestety, pozbycie się okablowania nie jest ani proste, ani tanie. Jeśli chcesz pójść na całość, licz się z wymianą sprzętu komputerowego i audio-wideo.

Internet

Pierwszy krok to podłączenie notebooka do internetu za pomocą sieci bezprzewodowej. Do wyboru masz dwie opcje: router Wi-Fi (do którego podłączamy kabel telefoniczny lub "ethernetowy") albo modem 3G na kartę SIM - wbudowany, kupiony w sklepie lub u jednego z operatorów sieci komórkowych (usługi Era Blueconnect, iPlus, Orange Free, Play Online). 3G będzie bardziej mobilne, a domowe Wi-Fi szybsze i tańsze.

Routery dzielą się na szybsze i wolniejsze oraz na te, które mają wbudowany modem, i te, które go nie mają. Jeśli korzystasz z kablówki albo sieci osiedlowej, nie potrzebujesz modelu z modemem. W przypadku Neostrady (lub innego łącza dostarczanego za pomocą kabli telefonicznych) modem jest konieczny. Routery modemowe dzielą się zaś na te z łączem Annex A (analogowe) i B (cyfrowe). Neostrada pracuje z tym pierwszym. Jeśli masz internet od innego operatora, zapytaj go (albo sprzedawcę w sklepie), jaki modem będzie odpowiedni.

Ostatnia uwaga: aby wykorzystać maksymalną wydajność sieci bezprzewodowej, w standardzie 802.11n musi pracować nie tylko router, ale i karta sieciowa wbudowana w laptopa. To norma w przypadku komputerów sprzedawanych w ciągu ostatnich kilku lat. Jeśli twój notebook ma gorszą, dokup Wi-Fi 802.11n - na USB albo wkładaną do portu PCMCIA lub ExpressCard.

Co z 3G? Pierwsze pytanie - skoro cena zależy od limitu przesłanych danych, to jaki będzie "wystarczający"? 2 GB to minimum dla kogoś, kto korzysta z internetu niezbyt aktywnie. Jeśli siadasz do komputera codziennie, ale twoje sesje ograniczają się do krótkiego przeglądania poczty i stron WWW, powinno wystarczyć. Kto korzysta z sieci bardziej intensywnie (kilka godzin na dobę, w tym czasem wideo), potrzebuje opcji z limitem 10-15 GB. Jeśli dużo ściągasz, przyda się 20-30 GB. Jeszcze więcej? Chyba potrzebujesz łącza kablowego.

Druga sprawa - zasięg. Gra jest warta świeczki tylko wtedy, gdy dom leży w zasięgu sieci 3G twojego operatora. Korzystanie z internetu za pomocą starszej technologii EDGE to powrót do czasów modemów telefonicznych 56 kbit/s. Na szczęście mobilny internet można zwykle wziąć na próbę: podpisujesz umowę, testujesz przez kilka tygodni, a jeśli zasięg lub limit są zbyt małe, oddajesz (dodatkowe koszty są niewielkie).

Urządzenia peryferyjne

Odcięliśmy już kabel internetowy, kolej na pozostałe. Poza laptopem masz w domu jeszcze kilka urządzeń, które do niego podłączasz. Drukarka, mysz i klawiatura, dodatkowy dysk, aparat cyfrowy...

Najprościej jest z klawiaturą i myszką.

Do wyboru są dwie opcje: Bluetooth albo bliżej nieokreślony radiowy standard opracowany przez danego producenta. Drugi wariant jest zwykle korzystniejszy, gdyż urządzenia na Bluetooth są droższe, a takie myszki są w dodatku mniej dokładne. Jedyny minus rozwiązania "niestandardowego" to niewielki odbiornik, który wkładamy do portu USB. Przy wyborze sprawdź też czas pracy danego sprzętu na baterii. Powinien wynosić co najmniej kilka tygodni (lepiej - kilka miesięcy).

Przejdźmy do drukarki. Jeśli chcesz pozbyć się kabli, masz tylko jedną opcję: wymiana na taką, która ma wbudowaną kartę Wi-Fi. Inne rozwiązania (np. router z serwerem druku) są kłopotliwe w konfiguracji, a do tego nie zawsze działają tak jak trzeba. Jesteś skazany na technologię atramentową albo na naprawdę duży wydatek. Nie wiedzieć czemu, producenci drukarek jak ognia unikają umieszczania kart Wi-Fi w tanich domowych drukarkach laserowych. Bezprzewodowe modele atramentowe mają w swoich ofertach w zasadzie wszyscy: Brother, Canon, HP, Lexmark...

O aparatach cyfrowych wyposażonych w łącze Wi-Fi nie od dziś mówi się sporo. Na półkach sklepów fotograficznych znajdziesz kilka modeli bezprzewodowych cyfrówek. To zwykle proste "małpki" z podstawowymi funkcjami. Dobre dla amatora bez wybujałych ambicji. Jeśli potrzebujesz czegoś więcej (czytaj: lustrzanki), możesz rozejrzeć się za kartami pamięci Eye-Fi. Niełatwo je dostać (nie są "oficjalnie" sprzedawane w Polsce), ale warto poszukać.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak zwykła karta SD. Tak też traktuje ją aparat cyfrowy. Tyle że poza kilkugigabajtową pamięcią mieści interfejs Wi-Fi, dzięki któremu zdjęcia same trafiają na dysk komputera albo od razu do internetu.

Jeśli już jesteśmy przy kartach pamięci - większość współczesnych laptopów ma wbudowane czytniki kart w najpopularniejszych formatach (CompactFlash, SD, microSD, MemoryStick). Żeby skopiować fotki, nie potrzebujesz więc ani kabla, ani nawet Eye-Fi. Co więcej, czytnik to najszybszy sposób na przeniesienie zdjęć z aparatu cyfrowego. Czytniki ma też wiele drukarek i telewizorów.

Ostatni kabelek prowadzi do zewnętrznego dysku, na którym trzymasz wszystko, co nie mieści się w komputerze. Tu wystarczy router bezprzewodowy z wbudowanym portem USB i funkcją NAS (Network Attached Storage). Dysk - zamiast do komputera - podłączysz do routera, a jego zawartość pojawi się w sieci lokalnej. Na rynku są też routery z wbudowanymi dyskami. Jeśli chcesz korzystać z któregoś z tych rozwiązań, zdecyduj się na sieć w standardzie Wi-Fi 802.11n i wydajny router. Inaczej kopiowanie plików będzie trwało wieki.

Telewizor

Drugim - po komputerze - urządzeniem, które ma magiczną moc tworzenia wokół siebie plątaniny kabli, jest telewizor. A gdy oba spotkają się w jednym miejscu, przewodów przybywa w tempie geometrycznym. Na szczęście problem da się rozwiązać. W sklepach można już znaleźć pierwsze laptopy wyposażone w obsługę technologii Intel Wireless Display. Do pełni szczęścia potrzebujemy jeszcze niewielkiej skrzynki-odbiornika podłączanej do telewizora - i pozbędziemy się kabla HDMI. Dostępność produktów z Wireless Display jest niezbyt duża (technologia została zaprezentowana na początku tego roku), ale rośnie.

Komputer nie jest jedynym urządzeniem, jakie podłączamy do telewizora. Co z tymi wszystkimi odtwarzaczami Blu-ray, konsolami do gier i dekoderami? I co z tymi paskudnymi kablami, które zwisają pod twoim nowym, pięknym, powieszonym na ścianie LCD? Każdy z producentów telewizorów ma własne rozwiązanie. Wszystkie działają tak samo: skrzynka nadawcza z baterią portów HDMI, do której podłączasz wspomniane urządzenia, oraz niewielki odbiornik wpinany do odpowiedniego gniazda telewizora (niektóre modele - te najcieńsze i najbardziej designerskie - mają wbudowane odbiorniki). Dzięki temu kable możesz schować np. za szafką, na której stoi sprzęt audio-wideo - nie musisz kuć w ścianie, by pozbyć się przewodów. Musisz za to mieć sporo determinacji, by znaleźć w sklepie bezprzewodowy telewizor albo odpowiedni zestaw. Poniiżej pokazujemy rozwiązanie firmy LG.

Są też patenty uniwersalne, kompatybilne z modelami wszystkich marek i łatwiejsze do kupienia. Na przykład itrio. Gadżet występuje w trzech wariantach różniących się między sobą medium transmisji danych: Wi-Fi, sieć ethernet i energetyczna (sic!).

Dźwięk

Jeśli znajomi stukają się w czoła, gdy słyszą, ile ostatnio wydałeś na kabel łączący głośniki ze wzmacniaczem, możesz pominąć następne akapity. Bezprzewodowe przesyłanie dźwięku nie jest dla audiofilów. Zwykle zakłada jakąś (stratną) kompresję transmisji danych - a więc część informacji gubi się po drodze i muzyka nie brzmi dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy korzystasz z przewodów kosztujących 16 tys. zł za metr. Zwykli śmiertelnicy, którzy nigdy nie wpadli na pomysł wymiany kabli dołączonych do zestawu audio, powinni jednak czytać dalej.

Niezłym pomysłem jest wykorzystanie technologii Bluetooth, a dokładniej profilu A2DP, zapewniającego przesyłanie dźwięku o (umownej) jakości CD. Muzyka brzmi na tyle dobrze, że użytkownik o "przeciętnym" słuchu nie odróżnieni jej od tej lecącej kablem.

Z A2DP radzi sobie większość nowych komórek. Jeśli telefon obsługuje również profil AVRCP (z zasady są to wszystkie z A2DP, ale istnieją wyjątki - np. iPhone), stanie się on dodatkowo pilotem przełączającym utwory i regulującym głośność.

Jeżeli nadajnikiem ma być komputer bez Bluetootha, odpowiedni adapter USB dokupisz za niecałe 50 zł.

Trochę więcej zabawy czeka nas po drugiej stronie pokoju: z głośnikami. Niektóre zestawy mają wbudowane A2DP (np. Creative D200), ale to wyjątki. Jest jednak sposób - za niecałe 200 zł dokupisz odbiornik, który podłączasz do wzmacniacza za pomocą standardowego kabla (tak, niestety czasem są niezbędne) minijack-chinch. Gadżet możesz podpiąć też do ulubionych słuchawek.

Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak dopiero wtedy, gdy zafundujesz sobie słuchawki z wbudowanym Bluetoothem. Tutaj nic nie ma prawa się zaplątać, zahaczyć, urwać. Tradycyjne marki audio unikają tego rozwiązania. Szukaj raczej wśród producentów telefonów komórkowych (Nokia, Motorola) i akcesoriów (Jabra).

Jeśli masz iPhone'a lub iPada, a Bluetooth cię nie przekonuje, przyjrzyj się produktom firm Marantz i Roth. Dźwięk między stacją dokującą a odbiornikiem (kompatybilnym z każdym amplitunerem) przesyłany jest bezstratnie.

Bardzo oryginalne rozwiązanie proponuje też sam Apple. Routery tego producenta wyposażone są w wyjście słuchawkowe oraz optyczne, przez które łączą się ze wzmacniaczem. Muzyka trafia do routera z komputera przez sieć Wi-Fi, a stamtąd po kablach - do głośników. Oczywiście, patent ma sens tylko wtedy, jeśli twój domowy pecet (tak właśnie - nie tylko Mac), którego używasz jako wielkiej szafy grającej z tysiącami utworów na dysku, stoi w innym pokoju niż sprzęt HiFi. Do sterowania odtwarzaniem przyda się iPhone lub iPod Touch z aplikacją Remote.

Inna opcja to Squeezebox Touch firmy Logitech. Małe pudełeczko z kolorowym, dotykowym ekranem pobiera utwory prosto z twojego komputera (za pośrednictwem sieci Wi-Fi). Swoje rozwiązanie ma też Creatvie. Sound Blaster Wireless Music System to nadajniczek USB plus odbiornik podpinany do wzmacniacza. Urządzeniami obu firm możemy sterować za pomocą pilotów.

Pozostaje pytanie, co z kablami, które łączą wzmacniacz z głośnikami. Na to też jest sposób. Niektórzy producenci oferują zestawy kina domowego z bezprzewodowymi głośnikami. Zwykle dotyczy to tylko tylnej pary - ale to już coś. Wszak właśnie kable prowadzące do głośników, które stoją za widzem (albo obok niego), są najbardziej kłopotliwe. Miłego surfowania, oglądania i słuchania!         

Tekst: Michał Młynarczyk

Zdjęcia: Shutterstock, materiały prasowe (montaż)

Zobacz też na Logo24 :